• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

środa, 29 stycznia 2014

#3 Dojrzałość a dorosłość



Chodzi to za mną od pewnego czasu, nie potrafię jednak określić, od jakiego dokładnie. Z pewnością każdy, kto przeczytał tytuł, parsknął cicho pod nosem. Cóż, z pewnością zrobiłabym to samo kilka lat temu, ale już jakiś czas temu zauważyłam różnicę między tymi dwiema definicjami. Ciocia Wikipedia po raz kolejny nie zawodzi - o tyle, ile definicja dorosłości jest dość jednolita, to przy dojrzałości mam tyle podkategorii, że aż nie wiem w którą kliknąć!

Dorosłość – określenie stanu dojrzałości fizycznej, (w biologii odnosi się do organizmu), zwykle dotyczy człowieka, który nie jest dzieckiem – mężczyzny lub kobiety.Uzyskanie pełnoletności jest momentem formalnie oznaczającym dorosłość (mylnie utożsamianą z dojrzałością). Dawniej dorosłość była wyznaczana na kilka różnych sposobów:· przez osiągnięcie dojrzałości biologicznej lub fizycznej· przez przejście serii testów dowodzących gotowości dziecka do dorosłego życia (inicjacja)· przez osiągnięcie pewnego wieku· przez poczęcie i urodzenie dziecka

Spójrzmy na punkt pierwszy podpowiadany przez Ciocię. Dojrzałość biologiczna - u dziewczynek następuje w okresie około jedenastu-trzynastu lat. Czy takie dziecko jest dorosłe? Hm. W średniowieczu jak najbardziej, ale współcześnie wiemy, że brakuje tym osobom kilku dobrych lat, zarówno edukacji, jak i rozwoju jako takiego. Mówię nie tylko o wzroście, ale o kształtach, stabilizowaniu się kręgosłupa moralnego czy utrwaleniu charakteru.

Jednakowoż, kto w szóstej klasie podstawowej nie myślał sobie: „A, jestem taki dorosły”. Jeśli tak nie myśleliście, to nie wiem czy to ja jestem odosobnionym przypadkiem, czy to Wy jesteście dziwni (żartuję). Niemniej, mieszkając w pobliżu szkoły podstawowej i patrząc na współcześnie wychowane dzieci, mam olbrzymie wątpliwości co do tego, w którą stronę zmierza cywilizacja.

Kiedy miałam trzynaście lat, szczytem mojego buntu było pójście do kina na horror (do tej pory nie żałuję swojej decyzji. Em, to znaczy, to bardzo złe, fe i w ogóle, unikajcie tego dzieci). Teraz mijam na ulicy dzieci, które palą, piją, nie chcę nawet myśleć o tym, że ćpają. (Nie mówię wszyscy, brońcie mnie przed takim twierdzeniem!) Na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale wystarczy się przypatrzeć, posłuchać. Słyszycie ten kwiecisty język pełen interpunkcji fonetycznej (wiadomo, w formie zapisu to nie są kropki czy przecinki)?

Przykro się na to patrzy, jeszcze gorzej się słucha - gdzie są rodzice? Gdzie ich świadome macierzyństwo? O tym pozwolę sobie wspomnieć nieco później.
Moja 4 letnia córka zaczęła strasznie przeklinać. Kiedy zapytałam ją skąd zna takie słowa przyznała się, że jej starszy brat ją nauczył. Próbowałam odbyć poważną rozmowę z synem, ale skończyło się na tym, że obraził się na mnie wcześniej wykrzykując „żebyśmy przestali go traktować jak dziecko”. Syn ma 5 lat.


Kolejny punkt cioci i kolejny etap dorosłości - inicjacja i gimnazjum. O tym, że na tym poziomie edukacji jest źle, wiedzą wszyscy. Pomijając polityków, ale oni nie poczują gówna pod własnym nosem. Mieszkam dość daleko od gimnazjum, ale przyznaję się szczerzę - boję się tych dzieci. Chłopacy w dużej mierze wyrośnięci, agresywni, bez żadnych zasad moralnych. Chodzi o szpan, o fejm. Dziewczyny... Przesławny obraz Galerianek. Krzywdzący, a jednocześnie prawdziwy, bo choć nie mówi o wszystkich czternastolatkach, mówi o z pewnością o pewnej ich części.

Film, który miał być przestrogą, stał się modą. To właśnie dziwi mnie najbardziej - brutalny film, ubrany w pstrokate barwy, stał się wzorem, a niektóre kwestie dialogowe, tak tragiczne, stały się jakże popularnym powiedzonkiem. Któż w końcu nie słyszał: „Jak kupisz mi spodnie, to zrobię ci loda”. Czy to naprawdę takie zabawne? Dla mnie żałośni są ci, którzy się z tego śmieją i którzy przerabiają ten tekst, propagując go na tysiące sposobów. Przecież to choroba tocząca społeczeństwo i młodzież, a nie temat do żartów.

Dlaczego uważam, że okres gimnazjum pokrywa się z punktem o inicjacji? Wyrywają nas - dzieci - z podstawówki, z dobrze znanego nam od dziecka społeczeństwa, od ludzi, których znamy i wrzucają do takiego zbiorowiska obcych, dziwnych twarzy, mniej lub bardziej agresywnych. Starsi prześladujący młodszych, młodsi dokuczający słabszym - zamknięty krąg. Dzieje się tak, gdyż człowiek to istota społeczna, pragnie akceptacji. Im silniejsza i liczniejsza grupa, tym lepsza, a im lepsza, tym gorsze zadania. Dzień kota - doprawdy, krążą o nim wręcz legendy. Kocenie, koty... Z czego to wynika? Jak bardzo to się różni od inicjacji?

Przeskoczę punkt Cioci, przechodząc od razu do ciąży i rodzenia dziecka. Ostatnio tyle się słyszy o gimnazjalistkach zachodzących w ciążę, choć pewnie to statystyka mocno przekoloryzowana. Albo takie Matki Madzi, coraz więcej ich wychodzi z ukrycia. Rodzą dzieci, choć nie są na to gotowe i nagle pojawiają się tragedie, bo kobieta zabiła dziecko. Która kobieta jest bardziej dojrzała: Ta, która zachodzi w ciążę, choć nie czuje się gotowa (a otoczenie i rodzina naciska), czy też ta, która od początku definiuje, że nie czuje się gotowa do macierzyństwa i chce mieć dzieci. W naszym kochanym społeczeństwie, właśnie ta druga zostanie napiętnowana, kiedy to ta pierwsza jest potencjalną morderczynią (kolokwialnie rzecz ujmując).

Tutaj pozwolę sobie wspomnieć o świadomym macierzyństwie, o którym mówiłam przy akapicie dotyczącym szkoły podstawowej. Wychowywanie dzieci, wydaje się banalną sztuką, jednak wychowywanie bezstresowe to nie wychowywanie... To chowanie. Niewiele wówczas różniące się od świń, z tą różnicę, że świnię można ubić i zjeść. A dziecko? Dożywocie.

Dlaczego takie skrajne porównanie? Dzieci, a potem tacy dorośli, nie są przyzwyczajeni do stresu, wyzwań rzeczywistości, wyścigu szczurów. Są chronieni tak długo, jak rodzice tylko potrafią, aż do pewnego momentu, gdy klatka wokół nich zniknie. Depresje, samobójstwa, nieszczęśliwi ludzie - mordercy, gwałciciele. Z czego to się bierze? Dlaczego jakieś niepowodzenie sprawia, że człowiek nie może się podnieść? Mało tego, bezstresowe wychowywanie, to również brak zakazów i dziecko może robić co chce.
Mój młodszy brat poprosił mnie dzisiaj o mój telefon, żeby mógł sobie na nim pograć. Czekałem na ważny telefon i powiedziałem mu, że teraz jest zły moment, ale obiecałem mu, że będzie mógł pograć później. Brat się wkurzył, podszedł do ściany i z całej siły uderzył w nią głową... popłakał się strasznie, pobiegł do rodziców i powiedział, że ja mu to zrobiłem. Oczywiście rodzice uwierzyli smarkaczowi, a nie mi i dostałem szlaban na tydzień.

I żadnych konsekwencji. Mogłabym przytaczać takich sytuacji na pęczki, doprawdy - doskonałym źródłem tego typu historii jest strona, yafud.pl

W świetle tego, co do tej pory napisałam, młodzież nasza kochana jest bandą kryminalistów i wszyscy skończą w więzieniu albo na ulicy. Cieszę się, że bazuję tylko na skrajnych stereotypach, w jednych miejscach dość powszechnych, w innych uchodzących za legendę. Gdyby miała wykluczać poszczególne wypadki, to właśnie one byłyby znacznie obszerniejsze niż same moje przemyślenie. Dlatego też proszę nie czuć się urażonym tym, co dotychczas zostało zapisane - to tylko stereotypy, skrajności i dość subiektywne spostrzeżenia. Jestem w pełni świadoma, że nie wszyscy są tacy, ale każdy może potaknąć, że takie jednostki z pewnością są. Ci, których nie ma w tych tekście, mogą powiedzieć o sobie, że są w pewnym stopniu dojrzali.

Oczywiście, to nie wszystko, o czym chciałam mówić, bo mówię tutaj o gimnazjum i podstawówce, kiedy to mamy do czynienia z dziećmi, które przekonane są o swojej dorosłości. Widzimy dziecko i wiemy, że to dziecko, nieważne co mówi i co myśli. Moje pytanie jest: Po czym poznać dorosłość a dojrzałość u osoby pełnoletniej? Albo po czym poznać jej brak?

Przez całe moje dotychczasowe życie przeszłam bez poczucia wyższości, bez zarozumiałości i bez egoizmu wymieszanego z egocentryzmem. Czasami przepychało się do na światło dzienne, choć były to sytuacje albo skrajne, albo ktoś też nie wyczuł ironii płynącej z moich słów. Niestety, przyłapałam się na tym, że czuję się lepsza od ludzi, z którymi mam przyjemność studiować. Jest to straszne, przeżywam to jak kot biegunkę i nie wiem jak przeciwdziałać temu, bo nie chcę być narcyzem! Dużo myślałam właśnie o tym i doszłam do wniosku, dlaczego tak się stało: Trafiłam do niedojrzałej grupy. Początkowo podchodziłam do nich jak do normalnych ludzi (o jeny, jak krzywdząco to brzmi), a później się odizolowałam i myślałam, że bratnia dusza, również w miarę dojrzała, dotrzyma mi towarzystwa. Dawno się tak nie pomyliłam, no ale, to już nie jest mój problem.

Znów będę bazować na kilku prostych przykładach - nim jednak do nich przejdę, muszę powiedzieć, że jestem starsza od znacznej większości grupy.

Cel w życiu.

Kiedy pierwszy raz wybierałam kierunek studiów, miałam już wstępny plan, co będę po nich robić. Nie twierdzę, że to była moja najlepsza decyzja, jednak czegoś mnie nauczyła. Mianowicie, po niewypale pedagogicznym, postanowiłam dalej iść za marzeniami i poświęcić się książkom oraz twórczości literackiej. Stąd wybrałam filologię, mając już jakiś plan.

Inni na uczelni nie koniecznie mają to samo uczucie co ja. Co mam na myśli? Przyszli na filologię polską, bo lubią czytać, ale w sumie nie wiedzą co chcą robić w życiu. Może pójdą na to, a może na to, ale to w sumie trudne. No cóż, ja wiem, że nic nie przychodzi łatwo i o wszystko trzeba walczyć. Teraz przede mną sesja i przyznaję się z ręką na sercu, przeraża mnie ona. Innych również, jednak ja nie mogę odpaść, nie pozwolę sobie na to, nie po tym wszystkim, nie po tylu porażkach i błędnych decyzjach.

Kolejnym przykładem studenta filologii polskiej jest student, który nienawidzi czytać. NIENAWIDZI czytać książek, a przyszedł na filologię polską. No w sumie, co można robić na filologii? Przecież nie czytać! 

Spotkanie specjalności.

Tak jak wspominałam, ja wiedziałam co chcę rodzić - przyszłam na edytorstwo i tego planu się trzymałam. Później, na spotkaniu specjalności dowiedziałam się, że mogę robić dwie specjalności oraz, bagatela, nieodpłatnie mieć dwa licencjaty. Hm, przecież to doskonała okazja, prawda? Dorzuciłam sobie literaturoznawstwo, jako uzupełnienie edytorstwa. Inni? Zmienili swoje zamiary całkowicie.

 Planowanie naprzód.

Kiedy zaczął się grudzień, zaznajomiłam się z ogromem materiału i przekonałam się, że samotne stawienie czoła obowiązkom może być trudne, dlatego też zaproponowałam kilku osobom z mojej grupy, by podzielić się materiałem i po równo. Każdy tylko pokiwał głową i powtarzał, No, można by. Cóż, teraz, kiedy jest o miesiąc czasu mniej, padły propozycje a czas wykonania to ledwie kilka dni. Wunderbar!

Odzywki

Nawet jeśli danego wykładowcę nie lubię, staram się go krytykować w sposób inteligentny, bo gdyby - broń boziu! - usłyszał to, docenił kunszt krytyki. Wiem, niedorzeczne plany snuję, bo wykładowcy nie lubią krytyki, jednak chyba lepiej usłyszeć trochę przedrzeźniania niźli bezczelną krytyką, z wulgaryzmami. Mówię tutaj o pewnej sytuacji, jak pewien profesor zrobił wykład o winie, rozluźniając atmosferę i o to, co usłyszałam pod drzwiami: (pomijając kilka nieprzychylnych zdań) Szkoda, że nie przyszedł najebany.
Hm, jak mam być szczera, to cieszę się, że nie przyszedł. Szanuje nas tak, jak pewnie nikt inny w naszym życiu i przekonamy się, że jeszcze zatęsknicie do wykładów o winie.

Jest pewien bardzo sympatyczny ćwiczeniowiec, który bezustannie powtarza „Proszę państwa”. Mówi to ponad sto razy podczas jednych ćwiczeń, ale podoba mi się to. Szanuje nas, zwraca się do nas z nietypową kurtuazją, używa anachronizmów, które są dla mnie bardzo smaczne (zauważyłam, że w ciągu dwóch miesięcy mój język potoczny uszczuplił się, ku mojemu przerażeniu oczywiście!)

Chcieć a móc. 

Dużo osób pewnie zna to powiedzonko, że chcieć to móc. Bądźmy szczerzy, nie zawsze. Owszem, w większości przypadków to wystarczający powód by osiągnąć sukces, jednak znam przypadki, że nie wróżę sukcesu, jeśli ktoś nie zmieni czegoś innego.

Znam pewnego chłopaka, który mówi tak niewyraźnie, że nikt nie jest w stanie go zrozumieć. Ma zamiar wybrać sie na dziennikarstwo - w sumie, kto mu broni. Może chce pisać artykuły. Jednak gdy ktoś spojrzy na to, jak on pisze... Ba, gdy ja patrzę na to, jak on pisze, jestem skłonna oddać to w wątpliwość. Wszystko z małej litery, brak interpunkcji (nawet kropka!). Bełkot, jeden wielki bełkot. Owszem, skończy dziennikarstwo, nikt mu tego nie zabroni, ale nie sprawi to, że dostanie pracę, prawda?

Znam również dziewczynę, która nie potrafi płynnie mówić tego, co myśli i wprowadza mnóstwo wtrąceń, które nie mają żadnej funkcji, nawet estetycznej. Ba, stosuje przynależne nauczycielowi „eee” i „yyyy”. Dyskurs publiczny? Czemu nie, ale praca w mediach? Przy takiej wymowie? Wątpię.

Nie śmieję się z tych osób, nie wytykam im tego, chcę tylko na ich przykładzie pokazać, że trzeba znać swoje dobre i słabe strony. Nie można być przekonanym o swojej nieomylności, nie można zakładać, że wszystko uda się bezwarunkowo. Nie, sukces to nakład ciężkiej pracy, a dużo osób myśli, że przyjdzie ot tak, bo ma marzenia.

Może przykłady, które podaję, nie są jakieś wyjątkowo drażniące, jednak jest ich znacznie więcej. Drobne, pojedyncze wręcz zachowania, które sprawiają, że mam dość i chcę wyjść przez okno. W końcu, każdy jest w jakiś sposób przewrażliwiony, a ja w tym przypadku jestem aż do przesady. Przyszłam na filologię polską i liczyłam, że poznam osoby, które umiejętnie ubierają słowa w myśli, mają ciekawe kwestie do powiedzenia i są osobami inteligentnymi. Cóż, liczyć mogłam, przeliczyłam się z pewnością.

Jeśli jednak cofniemy się w czasie, do okresu liceum, znajdziemy kilka kolejnych zachowań, które sprawiają, że wątpię w dojrzałość u osób pełnoletnich. Rozumiem, młodość, jednak są rzeczy, których nie zrozumiem.

Alkohol. 

Owszem, lubię, nie pogardzę. Gorzkie portery czy słodkie drinki to dla mnie nie-nowość, ale też nie codzienność. Lubię wychodzić do pubu, posiedzieć w gronie znajomych, pośmiać się, posłuchać sprośnych żartów. Wiem, że inni lubią tańczyć, chodzą do dyskotek, śpiewają i w ogóle. Rozumiem to, bo każdy ma ochotę spędzać czas po swojemu. Jednak spijanie się do nieprzytomności? Do urwanego filmu? To naprawdę fajne? Czy to naprawdę dojrzałe zachowanie? Bawić się z alkoholem jest fajnie, ale nie popadajmy w skrajności.

 Szpanerstwo. 

Wspominałam już o tym w artykule o Jakubie Cwelu - bogate panny w markowych futrach czy faceci w drogich samochodach. Owszem, fajnie jest mieć, ale czy to sprawia, że jesteśmy? Wygląd i bogactwo nie zastąpią charakteru i intelektu. Skoro już wspominam o Jakubie Cwelu - mogłam o nim mówić również przy studiach.

Pozwolę sobie zakończyć moje przykłady w tym miejscu z racji, że odnoszę wrażenie, iż hejtuję ludzi (co może jest i prawdą). Prawdę mówiąc, trudno zdefiniować osobę dorosłą jako dojrzałą. Z góry zakładamy, że jest to osoba dojrzała, ale możemy się przy tym bardzo nieprzyjemnie zawieść.


Prawda jest też taka, że oceniając ludzi, oceniamy ich swoją miarą - przyrównujemy do siebie i kiedy są gorsi od nas, zostają określeni mianem niedojrzałych. W świetle jednych jestem niedojrzała, a w świetle drugich, to oni są niedojrzali. Naprawdę dojrzałe osoby, czy istnieją? Czy muszą mieć czterdziestoletni życiowy bagaż by móc o nich mówić z ręką na sercu, że są dojrzali? A co w takim razie zrobić z kryzysem wieku średniego? Czy to nie jest przejaw niedojrzałości?

Nic nie zmieni tego, że nigdy - w moim przekonaniu - nie zdobędziemy dojrzałości, bo tak długo, jak mamy emocje i wolną wolę, tak długo będziemy podejmować decyzje, które będą niedojrzałe w świetle innych. Tym samym sposobie, możemy poznać czternastolatka dojrzałego bardziej od licealisty. Wiek nie określa dojrzałości, określamy ją my sami, nasze działania i to, jaką miarą jesteśmy w danym momencie mierzeni.

Możliwe, że mierzę ludzi z uczelni miarą wieku, ale może też mierzę ich swoją miarą jako polonisty (choć polonistą tak naprawdę nie jestem, stosuję metaforyczne ujęcie). Możliwe jest też, że w ich mierze to ja jestem niedojrzała, albo - co bardziej prawdopodobne - dziwna. Tego typu przemyślenia rodzą kolejne pytanie:
Kiedy jesteśmy normalni a kiedy jesteśmy dziwni? Co jest tego miarą?
Pozwolę sobie nie odpowiadać na to pytanie, ponieważ każdy powinien - w świetle tego, co tu napisałam - sam odpowiedzieć na tego typu kwestie. Dziękuję za lekturę, życzę miłego dnia. 



0 komentarze:

Prześlij komentarz

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.