• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

czwartek, 6 marca 2014

#9 Grzechy Autorów



(Felieton, który wcześniej pojawił się na forum.)


Nie jestem wzorem cnót, przyznaję się z ręką na sercu. Mam chwile słabości, a wtedy jestem zadufaną, naburmuszoną Autorką, przekonaną o własnej nieomylności. Popełniam grzechy główne, którym poświęcam ten artykuł - niektórych już nie czynię, inne dalej mam w nawyku. Zdaję sobie z tego doskonale sprawę, dlatego z tym walczę. Potrafię potraktować komentatora w sposób lekceważący, ale nic nie poradzę na to, że gdy spotykam się z głupotą, nie jestem w stanie zachować powagi. W całej mojej karierze literackiej - jeśli mogę tak o niej powiedzieć - spotkałam się z różnymi typami osobowości, zaobserwowałam różne style bycia. Doprowadzały do furii, ataku padaczki i jakże popularnego w XXI wieku fejspalma.
Autorzy mają swoje za uszami - popełniają Grzechy Główne, które przeważnie są grzechami w stosunku do czytelnika lub dzieła. Autorzy nie wiedzą, że czynią źle przez przekonanie o własnej nieomylności. Autorzy. Wydawałoby się, że gatunek na wyginięciu, w końcu coraz trudniej spotkać człowieka z hobby twórczym. Jasne. Ludzie, którzy tak myślą, nigdy nie weszli na właściwe fora i nigdy nie przekonali się, że to Czytelnik jest na wyginięciu, nie Autor. Wszyscy piszą. Wszyscy, co do jednego. Każdy próbuje - dobrze, niech próbują. Też próbowałam mając naście lat i się do tego nie nadając kompletnie. Ci młodzi Autorzy popełniają te nieszczęsne grzechy główne, które - żeby było śmieszniej - popełniają wszyscy inni Autorzy. Tylko spośród młodych kwiatów łatwiej wyrwać kiełkujący chwast.
Jednym z chwastów są często spotykane, a jakże głębokie, wynurzenia w przedmowach, które mają zwiastować dwa typy tekstów: przepraszam, że tak krótkie i żałosne bądź też ale się nad tym namęczyłam, wielbcie mnie teraz. Muszę zastosować tutaj sformułowanie, powtarzane przeze mnie do znudzenia. Dwie strony tekstu średniej jakości to nie jest arcydzieło, które będę wielbiła. Podobnie jest w kwestii głaskania po główce - nie zamierzam użalać się nad Tobą, jakaś Ty biedna i niespełniona.
Pewnie to stwierdzenie niszczy światopogląd niektórych Autorów, ale taka prawda. Zwłaszcza, gdy bombardują błędami i literówkami pokroju pierwszoklasisty, gdy nie tylko program Word je podkreśla, ale nawet sama przeglądarka! Nikt nie dostrzega czerwonej kreski pod błendnienapisanym tekstem? Nie wymagam niczego w stylu Kinga, Martina czy Sapkowskiego (O! Word podkreśla to nazwisko. Czyżby nie był on tak sławny jak mu się wydaje?) - chcę po prostu przeczytać coś, co jest względnie poprawne.
Internet jest nieprzyjaznym środowiskiem - jest wypełniony hejterami i krytykami. Nie ma nic lepszego dla młodego Autora, niż porządny krytyk, który potraktuje każde dzieło w sposób gwałtowny, obdzierający do naga i ukazujący wszystkie błędy schowane pod fałdami pięknych słów. Dzięki temu Autor - w obawie przed krytyką - wykuje słownik i będzie poprawiać błędy lepiej niż autokorekta w Wordzie. Jeśli ktoś nie chce krytyki, niech nie publikuje. Dzieło to dziecko, a jeśli nie jesteśmy dojrzali na krytykę, ono również nie będzie. Prosta zależność.
Muszę przyznać, że krytyk, mimo wszystko, nie jest najprzyjemniejszym czytelnikiem. Och ja, moje lata młodości opierały się na toczeniu wojen z nimi, a teraz stwierdzam, że niepotrzebnie stawiałam opór. Każdy w miarę ogarnięty człowiek uświadomi sobie właśnie tę zależność, że krytyka działa budująco. Kto twierdzi inaczej i na najmniejszą krytykę reaguje krzykiem, powinien chować swoje wypociny do szuflady, bo tam jest ich miejsce i poczekać. Poczekać, aż zarówno on - Autor - jak i jego dziecko - dzieło - dojrzeją do krytyki.
Pomijając nieszczęsnych wychwytywaczy błędów, pojawiają się również zwykli, szarzy użytkownicy. Nie mają oni wielkiej wiedzy z zakresu literatury i poprawności stylistycznej, ale mają swój gust. Jeśli taki czytelnik pisze, że coś mu się nie podoba, to nie mam - ja, jako Autor - prawa tego negować. Wszelkie przytyki, że się nie zna, że nie ma doświadczenia, są strzałem w kolano. To czytelnik, nie musi się znać, ważne, żeby mu się podobało. Tak trudno to pojąć? Żeby nie było - nie należy słuchać każdego komentatora, ale każdego bardziej ogarniętego należy szanować. Nigdy się z nim nie kłócę, nigdy go nie wyzywam. Mogę się z nim nie zgadzać, ale on nie musi o tym wiedzieć. On jest zadowolony, gdyż go posłuchałam, a ja jestem zadowolona, bo mam czytelnika, który wróci. Ignorowanie Czytelnika nie jest dobrym rozwiązaniem.
Komentarze! Kiedy czytam i przyglądam się temu, co dzieje się na forach internetowych, dochodzę do wniosku, że ludzie uznają pisanie za formę rywalizacji. Walczą o czytelnika, o każdy komentarz. Żebrzą lub sami je sobie nabijają, byleby mieć ich więcej niż ktoś, kogo uznali za przeciwnika (co jest niewiarygodnie bzdurnym myśleniem). Przyznaję, o czytelnika coraz trudniej, ponieważ coraz więcej ludzi sięga do pisania, a po swoim przypadku wiem, że pisanie zabiera bardzo dużo czasu i chwilami trudno go wygenerować dla innych. Kluczem jednak jest to, by czytać - nie tylko dobre książki, ale inne opowiadania, innych amatorów. Coraz rzadziej postrzega się to, jako poprawę warsztatu.
Swoją drogą, czy tylko mnie żebranie o komentarze irytuje? Owszem, mam manierę wysyłania linków lub fragmentów opowiadań do ludzi, których - wydaje mi się - to interesuje. Powtarzam, że jeśli chcą, to mogą pozostawić ślad, a jeśli ktoś nie chce, to trudno. Przeważnie robię to raz, chyba że zależy mi na opinii jakiegoś wytrwałego Czytelniaka, wówczas zapytam po długim czasie drugi raz. Nigdy jednak nie gnębię kogoś, gdy wiem, że nie podoba mu się ten gatunek. Nie szantażuję tym, że skoro ja go komentuję, to on ma mnie komentować. Nie rozumiem w ogóle tego trybu: skrobnę Ci komentarz, liczę, że się odwdzięczysz. Owszem, odwdzięczam się nawet bez proszenia, ale tylko wtedy, gdy mam na to ochotę, czas i tekst, który ktoś tworzy, mi odpowiada.
Rywalizacja, o której mówię, z czasem wchodzi na wyższy poziom absurdu - powstają fikcyjne konta Autorów, do komentowania ich własnych opowiadań. Nigdy, przenigdy nie zdarzyło mi się komentować własnego opowiadania, podszywając się pod kogoś innego. Nie zamierzam tego robić, ponieważ wygląda to w następujący sposób:




Nie rozumiem (i chyba nie chcę zrozumieć) dlaczego Autorzy podszywający się pod Czytelnika piszą sobie komentarze. Bawi mnie, gdy piszą sobie pochwały, jak to cudowny widnieje przed nimi tekst. Jeszcze więcej zabawy zapewnia mi chwila, gdy z tych multi-kont wytykają błędy. Genialne, prawda? Nikt nie pozna, że sam siebie komentuję, gdy wytknę sobie błędy. Geniusze zbrodni, nawet Sherlock Holmes by tego nie rozwiązał! Po co, pytam się? Czy wartość opowiadania i Autora określa się po ilości komentarzy pod jego notką?
Wyścig szczurów. Inaczej bym tego nie nazwała. Literatura, która miała być odskocznią od problemów, od wyścigu na szczyt, nagle stała się jakimś chorym polem walki między twórcami. Porywają sobie czytelników, stosują podstępy, nie słuchają doradców taktycznych. Walka o komentarze, walka o czytelnika, walka o popularność. Jaki jest mój stosunek do tego? Przepraszam bardzo, idę się położyć pod moim ulubionym drzewem, z notatnikiem w ręku, słuchawkami w uszach i oddać się temu, co mnie relaksuje - czyli pisaniu.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.