• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

wtorek, 18 marca 2014

#11 Kobiety z Wenus, mężczyźni z Marsa...

... Czyli o relacjach damsko-męskich, okiem cynicznej kociary. (O dawaniu kosza oraz słynnym friendzone.) Dziękuję Rapciochowi i Shillo za wsparcie w wielu kwestiach (nie tylko twórczych), porady (jak poprzednio) i za wyredagowanie tego poniżej.


Mężczyźni nie rozumieją kobiet i nie jest to nic odkrywczego z mojej strony. O tym fakcie wiedzą obie strony od dawien dawna, co przejawia się w magicznym sformułowaniu Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. We wcześniejszym felietonie mówiłam, że podryw jednej ze stron jest z góry skazany na porażkę, gdy zastosuje te albo tamte tricki. Niestety, nie udało mi się tego zrobić w drugą stronę, ale to nie znaczy, że zaniechałam w staraniach o to (w dalszym ciągu zbieram informację i szykuję prowokację, więc drogie kobitki, bójcie się!).
Przejdę jednak do sedna tegoż tekstu - Najpierw zrobi nadzieję, potem złamie serce, bo sama nie wie czego chce". Stwierdzenie, które, często gęsto, wypływa z męskich ust (brzmi troszeczkę erotycznie, ale to pomysł Shillo, bo pierwowzór się marudzie nie podobał). Problem nie leży w tym, że ona nie wie czego chce, tylko problem opiera się na różnicach w postrzeganiu tego, czego oczekują mężczyźni, a czego oczekują kobiety. No i w tym, że obie płcie inaczej angażują się emocjonalnie.
Gdybym była złośliwa, napisałabym, że faceci pragną dziewczynki o ciele modelki, zawsze chętnej do zabawy, o zainteresowaniach pokrywających się z jego własnymi. Dobrze by się stało, gdyby miała spory majątek, dar do usługiwania i by posiadała intelekt, jednak przytakiwała na wszystkie głupie teksty, budując przy tym męskie ego. Gdybym była złośliwa, napisałabym, że to faceci tak myślą. Jestem złośliwa, ale nie głupia. Tak myślą chłopcy. Mali, zakompleksieni chłopcy, których wartości zbudowane są na propagandzie mediów, kłamstwie społeczności i fałszywych wartościach promowanych w ostatnim czasie. Wiem, a raczej domyślam się, czego chcą, ale nie w mojej mocy jest pisanie o tym. Nie mogę wiedzieć, czego pragną kobiety, w końcu każda z nas jest innym ciałem niebieskim (trzymając się gwiezdnych metafor) i trudno mówić mi w imieniu wszystkich, natomiast mogę mówić o moich domysłach w tej kwestii.
Gdybym była złośliwa, moje domysły mówiłyby, że kobiety chcą mężczyzn o ciele sportowca. Bogatych, przystojnych, zdrowych, z samochodem, który zapraszałby do drogich restauracji. Gdybym, a jak wspomniałam wcześniej - jestem taka. Tylko że taką hierarchię wartości mają - w moim przekonaniu - dziewczynki. Dziewczynki, które dalej marzą o życiu, którego nie ma, które jest jawą i ułudą. Oczywiście, w dalszym ciągu marzymy, nasza estetyka nie umiera i dalej oczekujemy - jako księżniczki swoich ojców - książąt, choć jesteśmy wówczas bardziej wyrozumiałe dla potencjalnych kandydatów.
Skończę lepiej ze złośliwością, póki mam jeszcze zainteresowanego czytelnika. Kobiety pragną człowieka, który jest czuły, wrażliwy i opiekuńczy. Książę ten powinien poważać niewiastę swego serca. Wygląd to nie wszystko, w końcu każdego z nas zeżrą robaki lub rybki (z ukłonem w stronę eksploratorów głębin). Wygląd zmienia się na przestrzeni czasu, widać to w tym, gdy ważymy się przed i po świętach, zwłaszcza, gdy spędzamy je u babci. Dlatego też pierwszorzędna jest rozmowa. Nie znaczy to, że wygląd jest nieważny - nie trzeba mieć modelowych rysów twarzy, wystarczy zadbać o cerę, włosy i paznokcie (jak w jakiejś reklamie!). Nie trzeba ubierać się modnie, ale schludnie, czysto i przede wszystkim, współgrająco (kraty z kwiatami nie łączymy, różowy krawat również nie pasuje). Można też wyglądać jak grecki bóg, ale gdy nie ma nic interesującego w głowie, to się odpada w rankingu. Przytaczając cytat z filmu Duże dzieci 2 dwa kroki podrywu:
Krok pierwszy - zażartuj.
Krok drugi - jeśli się uśmiechnie, zaproś na randkę, nim zdąży pomyśleć jak szpetny jesteś.
Załóżmy, że mężczyzna spełnia wszystkie wymogi wybranej przez siebie panny. Załóżmy, że sytuacja sprzyja i jest ona singielką, do tego zainteresowaną. Sukces murowany? No, nie do końca i to jest przykre nie tylko dla absztyfikanta, ale i dla adorowanej. Poznała księcia jak ze snu, ziściły się jej marzenia, tylko gdzie jest to uczucie, gdzie jest ta miłość?
Poznanie ideału i spełnienie oczekiwań nie jest jednoznaczne z wiecznym i nieskończonym żarem między ludźmi. Nie wiem, czy dla mężczyzny jest to jednoznaczne, ale dla kobiety nigdy nie jest. Uczucia to nie tylko wspólne tematy i współgrające ze sobą charaktery, tylko ta chemia, iskra... To COŚ. Każda z nas definiuje to inaczej, dla każdej coś innego i w inny sposób się objawia. To nie tak, że chcemy łamać serca i udajemy zainteresowanie, bo my naprawdę jesteśmy zainteresowane (wyłączając patologiczne przypadki). My chcemy dać szansę, naprawdę. Jednak, jeśli po czasie iskry nie ma, lub ten początkowy żar zgasł - winy za to nie ponosimy my, to się po prostu dzieje. Nasza emocjonalność jest inna, inaczej się rysuje. Dlatego też zdarza się rzecz nietypowa. Ile razy zaskoczyła nas - no, przynajmniej mnie - wieść o tym, że ta osoba jest z kimś tam, choć doskonale wiem, ze nie jest ona w jego czy też jej typie. Nie powiem, ile razy patrzyłam i słuchałam ze zdziwieniem, jak dwa gołąbki gruchotały między sobą, choć ich wspólne oczekiwania względem siebie różniły się? Dlatego też zdarza się, że te ładne kobiety są z brzydkimi facetami, a piękni mężczyźni z brzydkimi kobietami. Wygląd ma znaczenie, ale nie jest on siłą decydującą i gdy pojawi się ten żar, ta iskra, może on/ona wywołać pożar, który zniszczy wszystkie bariery.
Od tego miejsca pojawiają się moje trzy dygresje. Pierwsza dotyczy spełniania marzeń, a raczej tego, że ich spełnienie nie jest warunkiem szczęścia. Mogłabym podać mnóstwo przykładów z życia codziennego, ale szkoda miejsca i czasu, ponieważ każdy posiada swój własny bagaż doświadczeń i znajdzie inny przykład. Nawet jeśli nie na bazie marzeń, to na podstawie oczekiwań - nie tak fajnie mieć pieska, wyjazd nie jest tak udany, nowa szkoła nie jest jednak tym, czego się spodziewałam/spodziewałem. Ktoś, kto nie poczuł goryczy rozczarowania, ma życie albo proste i bez oczekiwań, albo też nie jest wystarczająco mądry, by tę gorycz zrozumieć i poczuć.
Druga dygresja, a raczej irytacja, dotyczy kwejkowego i demotywatorowego biadolenia na temat jakże sławnego i popularnego friendzone. Sfera ta, budząca strach i grozę u płci przeciwnej niż moja, tworzy się w inny sposób, niż się podejrzewa. Otóż, mężczyźni myślą (przynajmniej tak mi się wydaje) w następujący sposób: Jestem miły, ale mnie nie chce. On jest dupkiem, ale na niego leci. Trzeba być dupkiem, by podobać się dziewczynom. Otóż: NIE. Głupie, naiwne wręcz myślenie. Jeśli jesteście mili dla dziewczyny, a ona nie poczuła żadnych iskier, zostajecie w jej kręgu, jako dobry przyjaciel, czyli najwyższa funkcja, jaką jesteście w stanie (kolokwialnie rzecz ujmując) zdobyć. Drań pozostanie draniem i gdy w końcu dziewczyna przejrzy na oczy, on zniknie z jej świata, a Ty zostajesz. Najważniejsze są uczucia, iskry, chemia czy inne cuda pomiędzy ludźmi.
Trzecia dygresja powraca do mężczyzn i tego, co mówią lub piszą. Jeśli kobiety dają szanse i nic z tego nie wychodzi, to są paskudne, łamią serce i nie wiedzą, czego chcą. Jeśli natomiast nie dadzą szansy, to są głupie, bo nie wiedzą, co tracą i że nie doceniają tego, co jest przed nimi. Moje pytanie do mężczyzn brzmiałoby: Tak źle i tak niedobrze, to co mamy robić? Zapytałabym tak, gdybym była głupia, a nie jestem (przynajmniej tak mi się wydaje). Moje pytanie, będące jednocześnie podsumowaniem tegoż tekstu, jest skierowane do męskiej grupy czytelniczej i brzmi następująco:
Co wolisz? Dostać szansę i by nic z tego nie wyszło, czy nie dostać szansy i oszczędzić sobie zawodu?



3 komentarze:

  1. Czyli idąc tropem końcowego wniosku....trzeba mieć po prostu szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wpis! Naprawdę szybko się czyta, a co najważniejsze - z zainteresowaniem. Temat friendzone faktycznie stał się ostatnio bardzo spopularyzowany przez media (internet w szczególności), a jednocześnie - niestety - sprowadzony do opisanego przez Ciebie schematu. Takie mamy internety... :)

    Jeśli chcesz poznać moje złośliwe i ironiczne sporzenie na świat, zapraszam: http://boskamafia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Racja-nie trezba być dupkiem ;)
    Kawał świetnego tekstu-gratuluję złośliwości i zapraszam do siebie (brzmi banalnie-ale naprawdę zapraszam ;))

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.