• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

#14 Pan wejdzie, pan usiądzie. Kotlecika? cz. I

... Czyli rodzice jako kotlet literacki, wielokrotnie odgrzewany i sprzedawany w restauracjach.

Bohater - wydawałoby się, że z jego kreacją nie będzie żadnych problemów, ponieważ każdy z nas jest inny i tworzy inne postacie. Mało tego, każdy Autor myśli, że jest niepowtarzalny i nigdy nie otrze się o żaden ze stereotypów, jakie pojawiają się w innych opowiadaniach.
Gdy widzimy, jak ktoś wytyka w cudzym opowiadaniu "utarty schemat", czy też jak ja to określam, "odgrzany kotlet", uśmiech rozkwita pod nosem, w przekonaniu, że jesteśmy się lepsi od innych. To przekonanie jest bardzo mylące, bo wszystkie dobre schematy, są tymi oklepanymi. Nieważne jednak jest co powielamy, ale ważne w jaki sposób to przyprawiamy. Nam, Autorom, powinno zależeć na tym, by gość naszej restauracji - naszego opowiadania - nie poczuł, że podajemy mu na stół coś, co jest stare i co już było. Żeby tak się stało, trzeba nasze literackie kotleciki znać.
Na pierwszy strzał biorę rodzinę bohatera, a raczej to, co bardzo często Autorzy z nią robią. Najbliżsi to doskonały materiał na budowę dramatu, gdzie bezustannie pada deszcz, mieszając się ze łzami rozpaczy.

Śmierć rodziców. To jest punkt numer jeden na TOP Liście oklepanych tematów, gdy chcemy zrobić z bohatera ofiarę. No, albo chociaż sprawić, by czytelnik w pewnym sensie współczuł. Na jakiej zasadzie to działa? Opcji jest kilka - albo rodzice bohatera umierają, gdy był mały (Harry Potter) bądź też, gdy jest już mniej więcej dorosły i akcja trwa (Nefilim). Jest również mnóstwo pośrednich motywów, których przytaczać nie będę, bo chcę tutaj wytypować te najbardziej wyklepane w tych naszych restauracyjkach.
Bohater, który wychowuje się bez rodziców i nigdy nie doświadczał ich miłości, wywołuje w nas współczucie. Sprawia, że chcemy go przytulić i pogłaskać po głowie, powiedzieć „wszystko będzie dobrze”. Jednakże, na litość boską! Ileż to mamy sierot w tych opowiadaniach? Ilekroć sobie któreś przypomnę, to albo zginęli w wypadku samochodowym, albo samolot się rozbił, albo utonęli. Tragiczna śmierć, która potęguje tragizm sytuacyjny. Zaraz człowiek zwymiotuje tym tragizmem! Wisienką patosu jest to, jak bohater mówi o ich śmierci. „Umarli kiedy byłam mała. Strasznie przeżyłam ich śmierć. Utonęli w sadzawce za domem...” Doprawdy, tragiczna śmierć i jeszcze bardziej tragiczny sposób wspominania o nich...
Jeśli kotlet może mieć dwie wisienki, to drugą wisienką jest wspominanie o tym w prologu, rozdziale pierwszym lub rozdziale drugim, zaraz obok olbrzymiego, wylewnego opisu bohatera. Oczywiście, w narracji pierwszoosobowej to już w ogóle wygląda jak zgniła wiśnia...
Moja rada brzmi: Nawet jeśli nasz bohater jest sierotą, nie wspominajmy o tym w początkowych rozdziałach, a tym bardziej w wylewnym opisie jego własnej osoby i biografii, od momentu narodzin po dzień dzisiejszy. Tak, popularną manierą początkujących Autorów jest pełny twór biograficzny w prologu. Zresztą, wiele prologów właśnie na tej zasadzie wygląda. „Mam na imię Elizabeth i mam siedemnaście lat. Urodziłam się w...” i tak dalej, i tak dalej, aż do ostatniego zdania.
Jak to się stało, że w Harrym Potterze nie było czuć starego kotleta? Otóż, Rowling użyła odpowiednich przypraw. Przyprawa pierwsza: wątek, który nie tylko jest wspomniany, ale przeplata się przez prawie wszystkie tomy, w sugestywny sposób ukazując cierpienie młodego bohatera. Przyprawa druga: ich śmierć ma wpływ na motywy fabularne, a nie jest tylko wzmianką mającą budować smutną przeszłość biednego bohatera-sieroty. Przyprawa trzecia: nie jestem, co do tej przyprawy, pewna, ale chyba dość późno dowiadujemy się o śmierci rodziców Harry'ego.
Nigdy, przenigdy, nie popełniajmy faux pas, które popełnił autor Nefilima. Otóż pisarz ten eliminował wszystkich bohaterów, którzy odegrali swoją rolę. Nie wiedział co zrobić z rodzicami, więc ich zabił, choć teoretycznie próbował zastosować przyprawę numer dwa. Nie kupiłam jednak tego kotleta, trącił myszką. Niemniej, motyw ten jest dość dobry, jeśli tworzymy opowiadanie fantasy lub gdy śmierć rodziców ma mieć wpływ na fabułę od razu, a nie po czasie.
Rodzice-martwi-wkrótce, czyli w rozdziale pierwszym, drugim, trzecim i tak do, mniej więcej, połowy książki. Załóżmy czysto hipotetycznie, że na wzór bierzemy fabułę fantasy. Mamy naszego Parobka Przeznaczenia, który prowadzi swoje wiejskie życie w otoczeniu rodziny. Pojawia się zły najeźdźca, grabi i morduje. Parobek cudem to przetrwał, jego rodzina nie. Co robi Parobek? Oczywiście, szuka zemsty. No i historia gotowa.
We współczesnych opowiadaniach to się różni, bo głównie obraca się wokół dramatu bohatera. Wielkich zmian w fabule nie ma, no, pomijając przeprowadzkę do nowego miejsca. Raczej niewielu bohaterów szuka winowajcy czy zemsty, bo też niewielu rodziców zostaje zamordowanych. Niestety, faux pas pojawia się, gdy Autor nie ma odpowiedniego warsztatu w budowaniu przeżyć i emocji - wówczas mamy komiczny wręcz patos i nierealne monologi wewnętrzne.
 Rzadko wybierane motywy sieroctwa? Euro-sieroctwo, dość popularne w XXI wieku i półsieroctwo. 

Despotyczni rodzice. Wątek równie popularny, jak rodzice martwi i rodzice-martwi-wkrótce. Nie wiem czy wynika on ze sporów rodzinnych młodego Autora, czy też przechodzi on okres buntu i próbuje w ten sposób znaleźć ujście na negatywne emocje. Niemniej, pod tym hasełkiem ukryłam znacznie więcej, niż tylko tyranię.
1. Rodzice bezwzględni - czyli tacy, którzy narzucają córce wymogi i oczekują, że im podoła. Mogłoby się wydawać, że będzie chodziło o sprawy błahe, ale nie! Tu chodzi przeważnie o ślub (yeah!), albo też o przeniesienie do innej szkoły, a już w ogóle najbardziej dramatycznym rozwiązaniem jest przeprowadzka. W większości przypadków kończy się to żywiołową kłótnią, rzadziej cierpi na tym wazon, kot lub inny członek rodziny. Nie obejdzie się bez wyzwisk (w końcu każdy młody marzy, by wygarnąć rodzicom parę słów). No i przez całą późniejszą fabułę rodzice to zło wcielone, będące główną przyczyną nieszczęść bohaterki.
Nie lubią mnie w szkole? Wina rodziców, bo kazali mi się przeprowadzić. Jestem nowa i nikogo nie znam? Wina rodziców. Trzęsienie ziemi w Japonii? Oczywiście, że rodzice. No przecież nie płyty tektoniczne!
Oczywiście, kłótnia z głównymi antagonistami młodych ludzi pojawi się na samym początku i nie będzie miała absolutnie żadnego wpływu na dalsze wydarzenia. No, może wprowadzi drobne zmiany, jak nowe miejsce zamieszkania, nowa szkoła czy małżonek (tutaj chodzi mi bardziej o opowiadania fantasy), ale uwaga!, nic więcej. Jeśli pojawi się jakakolwiek wzmianka o tym przy siódmym rozdziale, będę pod wrażeniem.
Moja rada? Jeśli już mamy rodziców, którzy rozkazują bohaterowi i dochodzi do kłótni, niech to ma oddźwięk w późniejszych fragmentach. To raz, a dwa. Przeważnie kłótnie toczą się o rzeczy poważne, a prawie nigdy nie o te nieistotne. Choć z drugiej strony, irytują mnie bohaterzy, krzyczący wniebogłosy tylko dlatego, że nie chcą zjeść szpinaku.
2. Rodzice bogaci, którzy najpewniej nie interesują się córką/synem. Oczywiście, potomek ma wszystko, czego dusza zapragnie, włącznie z drogim samochodem i własnym mieszkaniem w centrum miasta. Bohater jednak czuje się źle, bo brakuje mu miłości i gardzi swoimi rodzicami, lub im współczuje.
Motyw tak oklepany, że z kotleta zrobił się opłatek. Z jednej strony chcemy bohatera, który jest bogaty, piękny i ma wszystko, a z drugiej strony nieszczęśliwego, który tego szczęścia przez całe opowiadanie będzie szukać. Jaki jest na to sposób? Połączyć, w myśl przysłowia, „pieniądze szczęścia nie dają”. Doprawdy? Oczywiście, może to być wielce prawdopodobne... A raczej wydaje się prawdopodobne, bo się o tym wszędzie czytało? Trudno odgadnąć, ale gdy patrzę na niektóre moje rówieśniczki, od dziecka opływające w drogie futra i wszystko, co najlepsze... Szczerze wątpię.
Dla mnie motyw ten jest o tyle fałszywy, że po jego wprowadzeniu w Psychologii światów, prawie natychmiast dokonałam przewrotu i skoczyłam do wcześniejszego motywu o despotycznych rodzicach. Ileż można czytać o bogatych i nieszczęśliwych, kiedy samemu sie jest nieszczęśliwym, no i niekoniecznie bogatym?
Moja rada? Jeśli ktoś się zdecyduje wykorzystać ten motyw (naprawdę, szczerze odradzam), to niech... Damn, trudno cokolwiek doradzić przy takim opłatku. Jak to się przyprawia, do cholerci? Jest kilka opcji, a jednocześnie wszystkie są nie do końca dobre.
3. Matka psiapsióła / matka rywal, czyli jak zniszczyć życie rodzinne bohaterki, nie wychodząc z domu. Pierwsza, to taka, która chce aktywnie uczestniczyć w życiu córki. Bezustannie chce wychodzić na zakupy, wspólne filmy i chrońcie mnie przed tym, wspólne randkowanie. Kocham moją mamę, ale nigdy w życiu nie wyszłabym z nią na miasto! No i oczywiście, nie pozwolę się swatać! Co jest dość popularne, jeśli już ktoś wybierze tego typu motyw.
Matka rywal to już w ogóle wisienka. Kobieta, która nienawidzi córki, gdyż ta jest piękna, młoda i ma życie przed sobą. Jest to powód, dla którego znęca się nad córką, bezustannie jej wytykając błędy. W efekcie końcowym, mamy takiego Kopciuszka w XXI wieku. Niech matka zamieni się w macochę, to osobiście dorzucę parę gołębi.
4. Jeden rodzic, to motyw dość rzadki, a jeśli się pojawia, przeważnie spotykam dwa potencjalne schematy. Pierwszym jest śmierć rodzica, która nie jest z tych najgorszych opcji. Drugą jest rozwód i to silne uczucie nienawiści, jakie towarzyszy bohaterowi. Poczucie zawodu, pretensje do obojga, że nie są dalej razem. Nie zapomnę wspomnieć o niechęci, jaką zostaje obdarowany nowy partner rodzica. To już jest klasyka! W końcu jak można kochać swoją macochę? Ojczyma - owszem, ojczym to bardzo pozytywna postać. Macocha to zło, samo słowo ma ten nienawistny wydźwięk.
Jeśli pojawi się macocha i jeśli bohater darzy ją nienawiścią, to bardzo często nowa matula nienawidzi swojego pasierba/pasierbicy. Bezustannie go krytykuje, zazdrości i próbuje skupić całą uwagę małżonka na sobie. Wszystko, byleby córeczka/synuś odszedł w zapomnienie. Naciągnięte jak guma w majtkach zapaśnika sumo, więc...
Nie wspomnę ani o nienawiści do nowej partnerki ojca, który opuścił rodzinę. To już w ogóle wisienka, czereśnia i arbuz GMO.
4. Typy rodziców rzadko wybieranych, a którzy zasługują na chwilę uwagi. Rodziców, albo wychowawców = rodzice zastępczy albo dziadkowie/wujostwo. Jeśli pojawiają się opiekunowie wyżej wymienieni, to tylko dlatego, że Autor uśmiercił rodziców głównego bohatera, jakby nie było innych rozwiązań. Najprostsze i najbardziej nudzące z rozwiązań.

Pisanie opowiadania, który nie zetknie się z powyższymi kotlecikami jest nie tylko trudne, ale wręcz niemożliwe. Dobre historie zawsze zawierają któryś z tych punktów, bo chodzi o to, by poruszyć, a co wzbudzi większe emocje, jeśli nie tragizm? Najważniejsze jest dobrać odpowiednią opcję do historii, nie dramatyzować niepotrzebnie i przede wszystkim, wkomponować całość w fabułę. Nie tworzyć z tego niepotrzebnego tła - niech wszystko gra!

Co więcej, podczas pisania tego tekstu zastanawiałam się, ile z tych kotletów pojawiło się w moich opowiadaniach. Prawdę mówiąc... Wolę tego nie liczyć. Chyba nie znalazł się motyw, którego bym nie wykorzystała ^^ 




9 komentarzy:

  1. „Umarli kiedy byłam mała. Strasznie przeżyłam ich śmierć. Utonęli w sadzawce za domem...” Nawet mnie to rozbawiło, bo naprawdę widziałam podobne JAKŻE CKLIWE opisy. Nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać. (Chociaż najgorsze jest to, że pewnie piszę tak samo. xD) Zgadzam się z Twoją notką w stu procentach, ale i tak najważniejszy jest styl autora, to w jaki sposób wprowadza czytelnika w swój zwichrowany świat. Nawet najgorszy kotlet, trącący zdechłą myszką, podany przez umiejętnego kucharza, stałby się czymś apetycznym. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ekm, ekm, jeśli śmierć jednego rodzica jest wspomniana w prologu, ale autor sobie umyślił zbudowanie wątku na tej podstawie? Jeśli autor zamierza zbudować na tym oddzielną historię, w której nie ma za grosz tragizmu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak mówiłam w felietonie, wszystko zależy od przypraw. Jeśli śmierć faktycznie ma sens i buduje coś w opowiadaniu, może być;) Przyprawy, przyprawy i jeszcze raz przyprawy!

      Usuń
  3. A jeśli by tak uśmiercić bogatych rodziców i zastosować przyprawy nr 2 i 3, to coś by z tego wyszło?
    Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjść może, gdybyś pomieszała wszystkie powyższe kotlety:) Chodzi o to, by to dobrze przedstawić, ze smakiem;)

      Usuń
  4. Myślę, że w przypadku literatury popularnej to jednak pojęcie odgrzewania nieco mija się z celem. Mnie strasznie drażni jak ktoś wyrzuca np. S. Collins "łeeeee dzieci zabijają się przed kamerami, to już było!". Ten sam argument można zastosować co do 99% szeroko pojętej fantastyki - jeden Dukaj wiosny nie czyni.
    Oczywiście inaczej się ma sprawa z literaturą piękną ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie twierdziłam, że "odgrzewane" kotlety są czymś złym. Zdaję sobie sprawę, że te motywy pojawiają się bardzo często i są niemalże nie do przeskoczenia. Grunt to przedstawić to w sposób smaczny, a najczęściej jednak trafiam na mało atrakcyjne przedstawienie powyższych wątków.
      Co więcej, ten temat jest kierowany bardziej do amatorów pisania, niż jako komentarz do literatury popularnej;)

      Usuń
  5. Niezbyt zgadzam się z przyprawą trzecią. Już w prologu jest mowa o Lily i Jamesie, i o tym, że Voldemort nie dał rady zamordować Harry'ego. Dumbledore chciał, żeby jego wuj i ciotka przyjęli wybrańca na wychowanie, więc, według mnie dowiadujemy się o ich śmierci bardzo wcześnie. A może coś źle zrozumiałam. Jeśli tak, proszę o wybaczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam czego wybaczać - niezbyt dobrze pamiętam Harry'ego Pottera, więc możliwe, że strzeliłam gafę, ale nie miałam tego jak skonfrontować, bo nie posiadam książek:) Dzięki za sprostowanie i podzielenie się spostrzeżeniem, pozdrawiam!

      Usuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.