• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

środa, 28 maja 2014

#18 Gotowanie z Kotem - Bomba Kaloryczna

... Czyli Kot próbuje udowodnić, że potrafi gotować. Piec, konkretniej rzecz ujmując; Kot pragnie udowodnić, że potrafi piec. Co potrafi piec? Ciasto, inaczej zwane przez Kota pięć minut przyjemności, pięćdziesiąt na siłowni.



Przedstawiam zatem mój sekretny przepis na ciasto czekoladowe z bitą śmietanką z kawałkami batonika/czekolady. Można zrobić również z polewą czekoladową, czekoladową z orzechami lub po prostu porypać cukrem pudrem. Opcji jest wiele, nie polecam owoców - jest i tak przebrzydle słodkie, ale co tam! Kto liczy kalorie wiedząc, że i tak pójdzie w bioderka?




Składniki:
1,5 szklanki mąki
1 szklanka cukru
1 szklanka mleka
4 jajka
proszek do pieczenia
cukier wanilinowy
kakao
 łyżka oleju/oliwy
Składniki 2:
2x śmietana 30% (330ml)
1 szklanka mleka + żelatyna na 1 litr
szczypta soli

Opcjonalnie można jeszcze przygotować PrincePolo/czekolady.
Skoro już Kot wypisał, co jest nam niezbędne, zamierza w kilku krokach opisach co należy zrobić.

Uwaga! Przed spożyciem skonsultuj się z dietetykiem lub własną wagą w celu przeliczenia kalorii (Kot był zbyt leniwy, by to zrobić. Serio.)


Krok pierwszy, czyli miska po prawej. Kot zaleca, by wbić cztery jajka i proponuje, by wbić bez skorupek. Mniej chrzęści między zębami. Do tego wsypać szklankę cukru i wsypać około pół paczuszki cukru wanilinowego (nie waniliowego). Kot proponuje, by jajka i cukier znalazły się w misce od miksera, czy czegoś takiego, co wymiesza powyższe składniki.
Krok drugi, czyli nie odpalamy jeszcze miksera. Znajdujemy głęboki talerz i wsypujemy do niego półtorej szklanki mąki. Mąki, nie koki czy czegoś podobnego (suchar Kota, takie zabawne). Dwie czubate łyżeczki proszku do pieczenia oraz trzy duże łyżki kakao. No i jedno jedną paczuszkę PrincePolo XXL, które należy pokruszyć jeszcze w opakowaniu, a następnie dosypać do mąki i kakao. 
Krok trzeci, czyli urządzamy jajkom karuzelę w mikserze.
 
Krok czwarty - mieszamy do uzyskania gęstej konsystencji, jak na powyższym zdjęciu i w międzyczasie wlewamy łyżkę oleju. Kiedy względnie się ubije, nie wyłączamy miksera. Do wykonania poniższych czynności może przydać się trzecia ręka. Ewentualnie druga osoba, jeśli takowa jest w pokoju. Jeśli nie ma, zapewniam, dwie rączki wystarczą. 
Kiedy nasza substancja jest gęsta, wsypywać ze dwie-trzy łyżki pyłu mączno-kakaowego i dolewać odrobinę mleka z "tej" szklanki mleka, o której Kot zapomniał wspomnieć wcześniej. W składnikach wypisał, więc nie do końca zapomniał *khe khe* 



Kot delikatnie przypomina, że to druciane coś w mikserze ma się kręcić. Dla własnego dobra, lepiej tego nie dotykać. 

Krok piąty, czyli masa jest ubita i forma gotowa. Nim wlejemy ciasto, warto wyłożyć dno papierem śniadaniowym. Tak na wszelki wypadek, jakby ciasto chciało się buntować i po upieczeniu uznało, że mu się w formie podoba. 
Ciasto w formie? No to voila, proszę włożyć do rozgrzanego piekarnika. Zalecana temperatura to 150 stopni i czas pieczenia około 30 minut.

Przypominam o papierze, który widać na zdjęciu obok. Ułatwia on wyrzucenie ciasta z formy, dzięki czemu nie zepsujemy tak prostego przepisu. Kot i tak go psuje, więc proszę się nie martwić. Przykładowo, do ubijania śmietany, śmietana ma być zimna, a nie odstana. Upsik!




Niezależnie od tego czy ciasto się piecze, czy też już się upiekło, można wdrążyć kolejny plan. Widzicie mikołaje i króliczki na powyższym zdjęciu? Swoją drogą, Kot nie wie, skąd znalazły się czekoladowe MIKOŁAJE. Maj jest! Przecież w tym domu nic słodkiego się przez Kotem nie uratuje! Kot nie rozumie. Podobnie jak tego, co tu robią zające. Króliki. Uszate czekolady. Dobra, nieważne - potrzebna jest czekolada. Jak widać, może być i czekoladowy zając z Mikołajem. Należy potrzeć, połamać, potrzaskać - jednym słowem, poznęcać się nad powyższymi słodyczami, aż będą wyglądały w następujący sposób:


Kot nie jest sadystą, pragnąłby wyjaśnić. Jednakże, skoro czekolada jest gotowa, pora na przejście do dalszej części tworzenia kalorycznej bomby.


Ciasto, po wyjęciu z piekarnika, musi ostygnąć. Niech odstoi tyle, ile powinno (Kot nie wie ile wynosi "powinno") a następnie trzeba wykonać poniższe kroki. Kot proponuje uważną lekturę, bo zdjęć nie posiada tego zabiegu.



1. Bierzemy w szłapkę elastyczny nożyk i tniemy tak, by brzegi ciasta "odseparować" od formy. Przypomina to zabieg odseparowywania gimnazjalistów w namiętnym pocałunku. Ciasto i forma się buntują.

2. Znajdujemy deskę, która dorównuje wielkością blaszce i kładziemy "na" cieście. Deska nie może być mniejsza niż blacha, bo ten kawałek drewna nie może dotykać ciasta. Jeszcze.
3. Energicznym ruchem (i w miarę możliwości, bardzo ostrożnie) odwracamy blachę z deską tak, by ciasto "spadło" na deskę. Kot pragnie podkreślić, że deska to nie jest podłoga. Ciasto bardzo nie lubi tego etapu, więc bardzo często próbuje uciec. Jeśli to się powiedzie, to gratuluje! Właśnie przyczyniliście się do rozwodu ciasta i formy!
Dlatego niezbędna była folia na dnie formy - by ciasto nie przykleiło się do spodu. Kot ma nadzieję, że, drogi amatorze-zamachowcu-smukłej-sylwetki, zabezpieczyłeś się.

Kot przypomina o tym, że folię należy zdjąć.
 



Po odseparowaniu blachy i formy, musimy dokonać kolejnego brutalnego zabiegu. Musimy przeciąć ciasto na pół, jak widać na powyższym zdjęciu. Jedną połówkę wrzucamy do formy, druga pozostaje na desce. Prawdę mówiąc, więcej pracy Kot poświęca na pisanie tego poradnika niż na faktyczne pieczenie ciasta, więc... Proszę się nie martwić, nie jest to takie czasochłonne. 

Czas na przestępstwo, czyli na bicie śmietany. Kot ma nadzieję, że nie mikser jest umyty i dalej stoi na ladzie, ponieważ będzie potrzebny. Najpierw jednak szklankę mleka wlewamy do garnuszka i wsypujemy żelatynę (około 5-6 łyżeczek, mniej więcej tyle, ile jest niezbędnych na litr wody). Gotujemy i mieszamy aż żelatyna rozpuści się całkowicie, a następnie schładzamy. Kot poleca swój sposób, czyli do większego garnka wlanie zimnej wody, włożenie małego garnuszka z mlekiem do środka tak, by woda nie dostała się do naszego magicznego roztworu i mieszamy, aż wszystko będzie chłodne/zimne. 
Krok następny - wlewamy do miski z miksera dwie śmietanki trzydziestoprocentowe, wsypujemy dwie i pół łyżki cukru oraz szczyptę soli. Ubijamy, oczywiście, ubijamy. Kiedy śmietana jest prawie gotowa, wlewamy mleko z żelatyną, by nam śmietana nie uciekała z talerza. I ciasta. Kot zdradzi pewien sekret, śmietana z ciastem nie lubią być razem, a żelatyna to takie kajdanki. Bez niej się nie obejdzie. 

Jeśli nie zapomnieliście o czekoladowym Mikołaju, którego Kot zamordował z zimną krwią - po dolaniu mleka można wsypać pokruszony batonik / zamordowanego zająco-Mikołaja. Wówczas kawałki czekolady przyjemnie chrupią podczas posiłku.
 Wylewamy śmietanę na tę część ciasta, która jest w BLASZCE. Jeśli wylejecie na ciasto leżące na desce, zapewniam - ucieknie.

Jeśli wszystko poszło według planu, przykrywamy to, co jest w blaszce tym, co jest na desce. Następnie możemy ciasto albo posypać cukrem pudrem, albo też zrobić polewę czekoladową z tego, co pozostało. Jeśli wykorzystamy polewę czekoladową, dodatkowo polecam kawałki batoników widocznych na zdjęciach. Zdjęcia finalnego niestety Kot nie pokaże, ponieważ powyższe ciasto nie było robione na użytek własny, a dla kogoś na urodziny. Stąd musi zostać dostarczone w stanie nienaruszonym. 

Skończone ciasto musi stać w zimnym przez najbliższe kilka godzin, by żelatyna usztywniła śmietanę. W innym przypadku cały misterny plan pójdzie w łeb i bomba kaloryczna ucieknie z talerza. Kotu nie pozostaje nic innego, jak życzyć SMACZNEGO.

1 komentarz:

  1. Zdecyduj się albo energicznie albo ostrożnie! Przez ciebie mam mentlik w gowie...

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.