• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

wtorek, 10 czerwca 2014

#20 Autorskie irytacje, czyli czym można zdenerwować Czytelnika



Obiecałam sobie dawno temu, że przestanę czytać amatorskie opowiadania; że przestanę się denerwować i kląć na niedoświadczonych Autorów, przekonanych o własnej nieomylności; że przestanę uświadamiać ludzi, że pisanie opowiadań to sztuka wymagająca czegoś więcej, niż tylko wyobraźni i umiejętność stukania jako takich zdań na klawiaturze. Obiecałam sobie, ale cholera by mnie trafiła, własnej obietnicy nie byłam w stanie dotrzymać. Ku'miau.
Inną drogą, dobrze mi szło - wytrzymałam ponad miesiąc, ale tak się złożyło, że zerknęłam to na jednego, to na drugiego bloga z ciekawości i... No. W pierwotnym zamyśle miałam napisać kolejną część Pan wejdzie, Pan usiądzie. Kotlecika? i niestety, będę musiała przełożyć tenże temat na inny dzień. Otóż, zadecydowałam, że napiszę krótko o zachowaniu Autorów, którzy zadecydowali się publikować teksty w jakże niewdzięcznej społeczności Internetu, a których zachowanie może irytować Czytelnika.

Jednakowoż, nim przejdę do tychże zachowań, poruszę kwestię: czym jest konstruktywna krytyka, a raczej jak jest postrzegana. Niestety, od momentu jak Internet stał się dobrem użytkowym dla wszystkich, ludzie uświadomili sobie, że są w jego odmętach anonimowi, stracili wszelkie hamulce w krytyce. Stąd pojawiły się hejty dla samego hejtowania, byleby komuś dokopać, sprawić przykrość lub pogrzebać wszelkie zalążki potencjalnego sukcesu. Dlatego też wszelaka konstruktywna krytyka staje się czymś na równi z hejtem, a komentator tego typu jest lekceważony, o ile nie piętnowany. Niewielu Autorów wie, czym jest konstruktywna krytyka, a tym bardziej nie są na nią gotowi.  
Mianowicie, konstruktywna krytyka to taka, która próbuje znaleźć sposób rozwiązania problemu, a a w tym przypadku problem zawitał w opowiadaniu. Ukazane są błędy i potknięcia Autora - komentator obnaża je, a następnie mówi, jak można to poprawić. Konstruktywna krytyka nie jest chwaleniem, jest zdzieraniem szat z opowiadania. Konstruktywna krytyka krytykuje to, co jest do skrytykowania i chwali to, co jest do pochwalenia. Jeśli nie ma czego chwalić, nie wysysa z palca komplementów, byleby połechtać autorskie ego. Niestety, wielu Autorów nie rozumie tej zależności i komentarz, który nie pochwali, jest hejtem, nawet gdy nim  nie jest.
Pierwszym zachowaniem Autora jest coś, co nawiązuje do poprzednio wspomnianej krytyki konstruktywnej. Wielu twórców uważa, że jest na nią gotowych i bardzo na nią liczą, ale gdy ją otrzymują, opada maska. Wielokrotnie spotkałam się z wulgarnym zachowaniem względem mojej osoby; słyszałam, że jestem arogancka i zadufana w sobie; że to co piszę jest okrutne i chamskie; że się tak naprawdę nie znam. Powyższe zdania nie są jednak wyjątkowo nieprzyjemne, przywykłam. Jednak w dalszym ciągu nie mogę przywyknąć do zdań typu: To mój styl lub też Łamię kanony, ponieważ na tym polega sztuka. Owszem, sztuka polega na łamaniu kanonów, ale by łamać kanony, trzeba je znać. Większość skrytykowanych raczej nie miała o nich zielonego pojęcia, co nie mówię by ich potępić lub ośmieszyć. Po prostu stwierdzony zostaje fakt.
Wiem, że treść krytyki może boleć, ale trzeba zagryźć zęby, podnieść głowę i podziękować, ponieważ napisanie komentarza zajmuje trochę czasu. Komentarz zawierający konstruktywną krytykę to już w ogóle zajmuje dużo czasu, coś o tym wiem. Czasami po trzech godzinach pisania i zadowoleniu z siebie, otrzymuję odpowiedź, że mam się odpier***miau. Niezbyt miłe.
Drugim zachowaniem Autora jest przekonanie, że jest nieomylny. Otóż, wszyscy się mylą, wszyscy popełniają błędy i trzeba być przygotowanym na to, że my - Autorzy - mylimy się w kwestiach, w których nie możemy się mylić. Nasza pycha, nasza pewność siebie krzywdzi nasze dzieci, nasze opowiadania. Musimy mieć w sobie to coś, co pozwoli spojrzeć na dzieło z boku i dostrzec, że jest złe, że jest błędne, że wymaga poprawek. Dzięki temu my - Autorzy - staniemy się lepsi, a nasze dzieci doskonalsze. Jeśli upieramy się przy swoim, Czytelnik może poczuć się bardzo zniechęcony, a tego nie chcemy, prawda?
Trzecim zachowaniem jest brak godności Autora i to, że żebrze u innych o komentarze i lajki. Nikt, nigdy, przenigdy, nie będzie szanował twórcy, który błaga o uwagę. Autor pewny swoich umiejętności wie, że dzieło samo się obroni a jakiekolwiek prośby są uwłaczające. Przykro patrzeć na kogoś, kto uniża się i staje się pośmiewiskiem - naprawdę. Kiedy zabieram się za lekturę, zwracam uwagę na to, co Autor zawarł w przedmowie.
Czwartym zachowaniem, powiązanym pośrednio z trzecim jest to, że Autor nigdy nie powinien szantażować Czytelnika. Pisanie to sztuka. Pisanie to styl, to droga, to decyzja, to coś więcej niż poklask i uwaga rówieśników. To coś więcej niż lans. Dlatego denerwują mnie osoby, które traktują to jako sposób na lansowanie, na bycie na topie. Aby pojawił się kolejny rozdział jakiegokolwiek opowiadania, pod ostatnim postem muszą być co najmniej dwa komentarze.
Komentarze te nie sprawią, że opowiadanie będzie dobre, a z pewnością wiem, że Autor ten nie chce konstruktywnej krytyki. Przepraszam, Autor ten chce konstruktywną krytykę - taką, jak wydaje mu się, że powinna być. Dlatego też nawet takich opowiadań nie tykam kijem, bo są żałosne. Pisane dla poklasku, dla zainteresowania, dla fejmu. Chodzi o to, by napisać dużo i tak, by podobało się masom, a jak podoba się masom, nie podoba się mi. Coś jak Pięćdziesiąt twarzy Greja czy też Zmierzch.
Ostatnim zachowaniem drażniącym jest to, że Autorzy wypowiadają się o swoim dziele w sposób nieprzychylny już na samym początku. Mówią, że przepraszają za jakość, że dopiero się uczą. Najbardziej drażni mnie, gdy ktoś pisze wypociny.

Powyższa notka nie jest żadnym żądaniem czy wielką krytyką, tylko zapragnęłam podzielić się zachowaniem niektórych Autorów. Są to sytuacje, które zniechęcają do jakiejkolwiek lektury, bądź też pozostawienia po sobie śladu bytu. Jeśli ktoś zechce skomentować, zrobi to bez zachęty czy szantażu. Jeśli ktoś zechce skrytykować, to skrytykuje - nie potrzebuje do tego zaproszenia, a próba zniechęcenia tylko nakręci. Po co to komu?, pytam się.
Ostatnie pytanko: Czy tylko mnie drażnią powyższe zachowania? Może kogoś drażni coś innego? 



1 komentarz:

  1. Mnie drażnią autorzy, którzy najpierw napiszą np. dobry prolog, a potem zachowują się jakby "zapomnieli" o swoim dziele. Wena jest aż tak lotna? Wątpię.
    Wiem, że to średni powód do żalenia się, ale bardzo nie lubię sytuacji, kiedy autor zaciekawi mnie swym opowiadaniem, a potem piep***** (pardon za słownictwo) dzieło w kąt. Grrrr, wściec się można!

    A tak poza tym bardzo ciekawy blog, aż będę wpadać częściej. :)

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.