• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

środa, 25 czerwca 2014

#23 Czort XXI wieku, Kompleksem zwany.



Każdy ma własną historię dotyczącą tego stworzenia i nie będę mówiła, że czyjaś jest bardziej lub mniej poprawna, bo nie w tym mój cel. Piszę ten tekst, ponieważ każdy inaczej widzi pewne sprawy, inaczej o nich mówi i inaczej z nimi żyje. Mówię o naszych historiach, naszych perspektywach i naszych problemach, którymi dzielimy się na łamach społeczności Internetu, gdzie z kolei niektórzy starają się nam pomóc lub też podkładają świnkę. 
Na początku chciałam zapisać ten tekst w sposób klasycznej notki, czegoś na wzór artykułu, ale jeśli wpiszemy w wyszukiwarkę Google to zapytanie, które zadałam na początku pierwowzoru tekstu, dostaniemy setki odpowiedzi. Dlatego ja nie chcę udzielać odpowiedzi, chcę coś ukazać. Myśl ta pojawiła się stosunkowo szybko, zaskoczyła mnie i przerwała pisanie. Przez noc przemyślałam to i owo, i dlatego postanowiłam stworzyć coś na wzór gawędy o tym, co nas wszystkich męczy.
Jeśli nie zanudziłeś się do tej pory, proszę, usiądź wygodnie i posłuchaj mojej historii, która niewiele różni się od historii wszystkich innych ludzi. Mianowicie, zarówno oni jak i ja spotkaliśmy się z pewnym małym, denerwującym do bólu stworzonkiem. Stworzonkiem, które potrafi nie tylko uprzykrzyć życie, ale potrafi je również zniszczyć. Mówię o Kompleksie. Ten mały czort z tymi swoimi widełkami potrafi ukłuć w nasz czuły punkt w najmniej odpowiedniej chwili. To wystarczy, by wiele ważnych dla nas spraw wzięło w łeb, prawda?
Załóżmy, że podczas rozmowy kwalifikacyjnej dostrzegamy malutką dziurę w spodniach, której wcześniej nie zauważyliśmy - nasz mały Kompleks natychmiast ukłuje w nas poczucie strachu i zażenowania, i zamiast sprawiać dobre wrażenie, będziemy denerwować się na tę małą dziurkę. Wydawałoby się to niegroźne, prawda? Pozwól, że przytoczę inną historię, drogi słuchaczu, ponieważ z Kompleksami bywa różnie. 
O! To będzie doskonały przykład. Drogi chłopaku, mężczyzno - panowie - ile razy spotkaliście się z atrakcyjną dziewczyną, a z Waszych ust pragnął uciec komplement? No i uciekł, bo takowymi potraficie strzelać w ślepo. Odpowiedź dziewczyny? Wcale nie albo też No nie przesadzaj. Kobieta może zareagować różnie, ale czujecie sens przykładów, prawda? Ten mały Kompleks ukłuje wybrankę w tyłek i powie jej ON ŻARTUJE. W gorszym przypadku powie „on kłamie”. Trochę boli, prawda? Idziemy do wybranki z ręką na sercu a ona w nas wątpi.
Dziewczyno droga! Ile razy patrzyłaś na koleżankę i ten mały diablik szeptał za uchem: Patrz jaka chuda, mogłabyś się za siebie wziąć. Albo wypominał sukienkę, jaką ma na sobie, a na którą Cię nie stać, bo za droga. Nie martwcie się, ja również mam takiego czorcika i nawet siedzi mi na ramieniu i szepcze: No co ty, przecież to się nikomu nie spodoba. Nie pisz tego! Może ma rację, może nie, ale wiecie co? Nie słucham go.
Za to Wy mnie teraz uważnie posłuchajcie, moi mili Państwo, albowiem od Was zależy czy się ze mną zgodzicie, czy też nie. Kompleksy mają wszyscy. Te małe, rogate paskudy dręczą każdego, bez wyjątku - zarówno te piękne jak z okładek i te, które im nie dorównują; tych mężczyzn z plakatów odżywek i tych, którzy te plakaty oglądają. Karmimy tego Kompleksa kłamstwami, a raczej inni go karmią - my tylko pozwalamy mu jeść i to jest najgorsze, co możemy zrobić.
Co z nim zrobić? Otóż, moi mili państwo, większość poradników mówi jak go zabić, jak się go pozbyć a prawda jest taka, że nie da się go zabić. Palić się nie chce, utopić też się nie da, można go za to gdzieś zamknąć. Najlepiej w czymś dźwiękoszczelnym, żeby go jeszcze nie było słychać, prawda? Prawda jest taka, że prędzej czy później się uwolni, wystarczy chwila zwątpienia. Dlatego nie warto z nim walczyć, a może spróbować zrobić sobie z niego przyjaciela?
Kompleks, wbrew temu, co nam się wmawia, może być naszym przyjacielem. Nie mówię tutaj o poważnych kompleksach, które faktycznie utrudniają nam życie - kompleks gorszej osobowości, kompleks czarnej owcy i wiele innych, z którymi trudno walczyć bez pomocy specjalisty. Mówiąc Kompleks, mam na myśli to, co sami sobie wmawiamy, co wmawiają w nas inni. Mówię o tych medialnych i społecznych kłamstwach, że piękny jest rozmiar mniejszy niż 36, że to tylko rude są atrakcyjne, że wysokie kobiety, że w szpilkach, że mężczyzna to tylko z brodą i „sześciopakiem”, z dobrym autem, że musi mieć twardy charakter, że jak nosi rurki to pipa. Kłamstwa, które niszczą w nas indywidualność, o którą tak heroicznie zabiegamy od najmłodszych lat. Noś co chcesz, bądź kim chcesz, niech Ci jest wygodnie. Niby banalnie brzmi, ale nie tak prosto zrealizować ten cel. Bo tak szczerze, ile rzeczy robimy dla siebie, a ile dla akceptacji społeczeństwa? 
Wracając jednak do tematu i uciekając od kłamstw społeczeństwa, w które niepotrzebnie się zagłębiłam. Kompleks, jeśli nie rządzi naszym życiem, nie niszczy każdej sfery życia, może stać się naszym potężnym sojusznikiem, może sprawić, że będziemy lepszymi ludźmi. Nim zostanę okrzyknięta heretykiem i nim zaczniecie, moi drodzy, szykować stos, pozwólcie, że skończę historię.
Początek końca zacznę od pytania, skąd bierze się ten Kompleks? W końcu nie rodzimy się z nim, bo dzieci nie czują się w żaden sposób zażenowane głupimi sytuacjami; nie czują wstydu i strachu przed ośmieszeniem. Czort odnajduje nas w późniejszym dzieciństwie, co słusznie zasugerował jeden z „mundrych” poradników. Jako dziecko jesteśmy podatni na słowa krytyki rodziców i najbliższych, wszystko bierzemy do serca bezgranicznie - dlatego najmniejsza krytyka może sprawić, że ten diabeł usiądzie nam na ramieniu i się z nim już nie rozstaniemy.
Osobiście nabawiłam się swojego Kompleksa właśnie w dzieciństwie, kiedy to ktoś wyśmiał mnie w kilku sferach. Złośliwie, żeby sprawić mi ból - tak się złożyło, że rana pozostała. Dlatego też tańczę tylko w pokoju i gdy nikt nie widzi, śpiewam tylko w samochodzie jak jadę sama. Pomimo tego, że nie potrafię robić ani jednego, ani drugiego, robię to nadal. I wiecie co? Kompleks siedzi cicho. Nie twierdzę, że pokonam strach i zażenowanie, ale przynajmniej robię to co lubię, i nie daję innym powodu do śmiechu.
Mówiłam, że Kompleks uczyni z nas lepszego człowieka? Pozwólcie, że przytoczę przykład człowieka, który uwięził swojego czorta i go nie słucha. Myślicie, mili słuchacze, że będzie przejmował się innym człowiekiem? Że nie wytknie, nie wyśmieje? Mówię tutaj o osobach aroganckich, pewnych siebie, które patrzą na nas pełnym kpiny okiem i nie zawahają się przed wytknięciem najmniejszej niedoskonałości. A my? Ile razy ta zmora siedząca nam na ramieniu szepnęła wprost do ucha: Co się śmiejesz? Lepszy/a nie jesteś. Dzięki temu potrafimy wybaczać, wczuwamy się w inną osobę i nie śmiejemy się z niej. No, przynajmniej mój Kompleks pilnuje, bym tego nie robiła. A widełki to ma ostre, nie powiem.
Kompleks nie jest jednak wszechmocny i możemy łatwo utrzeć mu nosa. Co mam na myśli? Wytyka nam niedoskonałości w dwóch sferach i nie mówię tutaj o stanie finansowym, wyglądzie, trybie życia czy charakterze. Mówię tutaj o tym, na co mamy wpływ lub na co nie mamy wpływu. Jeśli nie mamy wpływu na coś, to powinniśmy pstryknąć Kompleksa w nos i powiedzie: Chrzań się, cudotwórcą nie jestem. Zdarza się jednak tak, że diablik dźga w sfery, w których możemy działać i to właśnie utarcie mu nosa będzie naszą mobilizacją. Czuję się gruba? Poćwiczę. Nie podoba mi się kolor włosów? Przefarbuję sie henną. Jestem nieśmiała? Udowodnię sobie, że potrafię to pokonać. Ludzie mnie nie lubią? Hm, może robię coś nie tak? Kurde, fajne te buty na wystawie... Zarobię na nie.
Ucieranie nosa samemu sobie jest najlepszym sposobem na dogadanie się z Kompleksem. Bo on nie odejdzie, będzie wiecznie na naszym ramieniu i będzie nam wszystko wytykał. Dodatkowo warto rozpatrzyć to, kto ofiarował nam Kompleks w prezencie. Jeśli odkryjemy kto, zapytajmy własnego diabła, w czym ta osoba jest lepsza ode mnie?
Powiedziała, że jestem za gruba? No ale ona jest ode mnie niższa i nie ma biustu. Twierdzi, że nie potrafię tańczyć? Przynajmniej potrafię napisać coś bez błędu. Nie noszę markowych ubrań? Przynajmniej ludzie lubią mnie za to, jaka jestem.
Pamiętajmy, że nasz Kompleks zrodził się z zazdrości innej osoby i z podszeptów jej diablika. Ponieważ niektórzy walczą z nim, próbując się dowartościować niedoskonałościami innych.

Na sam koniec zacytuję fragment pierwowzoru tego tekstu i zadam pytanie, drogi Czytelniku. Do jakiej grupy Ty się zaliczasz? 
Kompleksy - każdy je ma i jeśli mówi, że ich nie ma, to kłamie. Wszyscy je mamy, mniejsze lub większe. Po prostu ludzie dzielą się na trzy grupy: ludzie, którzy potrafią żyć z kompleksami; ludzie, którzy żyją kompleksami i ludzie, którzy z niektórymi sobie radzą a z innymi nie.  

1 komentarz:

  1. "Nasi pedagodzy, a Grzesio był przykładem klasycznym, nie ulegali nowinkom szkoły freudowskiej i nie zwracali najmniejszej uwagi na to, czy hodują w nas kompleksy. Postępowali chyba słusznie. Okrucieństwo szkoły przygotowywało do okrutnego życia. A potem okazało się także, że kompleksy są rzeczą cenną i wzbogacają życie wewnętrzne."
    Herbert "Lekcja łaciny" ;)

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.