• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

sobota, 14 czerwca 2014

#21 The Lorax - recenzja

Kiedy zobaczyłam te drzewa za pierwszym razem, miałam ochotę je zjeść. 

Nie oczekuję zbyt wiele od filmów - nie oczekuję wygórowanej fabuły, nie spodziewam się zwrotów akcji czy doskonałej psychologii postaci. Głównie chcę nacieszyć oczy efektami specjalnymi, jakąś żywiołową akcją i historyjką, którą łyknę w półtorej godziny. Historyjką, przez którą nie poczuję się ani znużona, ani zawiedziona, nawet gdy nie będzie to "to". Stąd też nie rozumiem ludzi, którzy denerwują się na filmy, które... Nie spełniają tych oczekiwań, których ja względem nich nie mam. Nie mam ich z prostego względu - zmieszczenie wszystkich ważnych wątków w półtoragodzinnej animacji czy też ekranizacji graniczy z cudem. Jeśli ktoś naprawdę chce się zachwycić pełną historią, pełną że PEŁNĄ, to niech sięgnie po książkę. One mają wszystko. Przynajmniej powinny - jeśli nie mają, można z ręką na sercu je krytykować. Ale film?


Wyjątkiem wolnych od oczekiwań filmów jest animacja, pospolicie zwana bajką. Kiedy ściągam coś, co teoretycznie przeznaczone jest dla najmłodszych widzów, oczekuję, że producenci uwzględnili fakt, iż w gronie odbiorców znajdzie się ktoś taki jak ja. To znaczy dorosły, który kocha bajki. Jestem w tym przypadku nieco bardziej wymagająca niż dziecko, a może to właśnie dziecko jest bardziej wymagające, tylko nie doceniam jego możliwości? Niemniej, animacja nie może zawieźć - musi zawierać w sobie niebagatelną historię, nawet gdy widziałam, czytałam czy usłyszałam ją wcześniej dwadzieścia razy. Naturalnie, oprawa graficzna, ścieżka dźwiękowa, psychologia bohaterów - to wszystko musi być w stopniu większym niż "Zadowalający".    
O dziwo, do tego typu animacji należy The Lorax. Tytuł bardzo tajemniczy, prawie niczego nie wnosi i dlatego też pozwolę sobie powiedzieć coś więcej. Mianowicie, kiedy rozsiadłam się wygodnie w moim ulubionym fotelu i gdy wcisnęłam przycisk play, nie spodziewałam się niczego pozytywnego. Myślałam raczej, że po kwadransie wyłączę telewizor, znudzona jak podczas oglądania Roman Barbarzyńca.
Niewiele się pomyliłam, a jednocześnie myliłam się bardzo. Jeśli chodzi o oprawę graficzną, już od pierwszej sceny nie miałam prawie żadnych wątpliwości, że twórcy postarali się i nie jest to tania grafika jak smok z polskiego wiedźmina. Niestety, już w pierwszych minutach całe miasto zaczęło śpiewać i tańczyć, co mnie niewiarygodnie zażenowało. Rozumiem, dzieci lubią piosenki, melodyjne i wpadające w ucho, ale ja nie lubię patrzeć na coś, co wygląda jak boolywodzki film. Wyłączyłabym w tym miejscu, gdyby nie to, że uważnie czytałam treść piosenki. Przeczytałam i zrozumiałam, że ta obciachowa scena nie może przekreślić całości.
Nie pożałowałam. Z początku wyglądało to jak typowa animacja Disneya o miłości, o zdobywaniu drugiej połówki. Jednakże, głównym bohaterem był chłopiec, a nie księżniczka. Żaden fenomen? To proszę o wymienić co najmniej trzy Disneyowskie bajki, których bohaterem nie jest kobieta (i jednocześnie bohater nie jest przedmiotem/zwierzęciem).
Bez pytania o to wujka google. Odpowiadając na zadane pytanie: oczywiście, że są takie bajki, ale trzeba dobrze pomyśleć, a nawet zerknąć w Wikipedię.
Nie jestem feministką i mam nadzieję, że nigdy nie będę, dlatego raduje mnie widok męskiego bohatera. The Lorax dostarczył mi nawet dwóch męskich, głównych bohaterów. Obraz postaci może troszeczkę przerysowany, bo fajtłapy jak w każdej tego typu historii, ale było coś, jakaś nuta w ich charakterach, która sprawiła, że po prostu mnie kupili. Kibicowałam im od samego początku do samego końca, złorzecząc im i wyklinając, gdy podejmowali błędne decyzje.
Ted to dwunastoletni chłopiec, którego poznajemy na samym początku i pragnie on, jak można się domyśleć, zaimponować dziewczynie. Once-leer natomiast to dziwak mieszkający poza miastem, który nie dotrzymał złożonego niegdyś słowa. Bohaterów łączy więź, której ani oni sami, ani tym bardziej obserwator nie dostrzeże na początku. Zwłaszcza, że spotykają sie dopiero na oczach widza, więc nikomu nie umknie nic z ich relacji.
Ostatnią postacią, która urzekła mnie w tej historii, jest babcia Teda. Istny szatan, zobaczycie!
Pewnie zastanawiacie się, skąd ten tytuł? Skoro główni bohaterowie to Ted i Once-leer, to kim jest Lorax? Pełni w filmie dość pocieszną rolę, ponieważ jest Adwokatem Drzew, i nie jest człowiekiem. Jest kimś, kogo mogłabym nazwać sumieniem ludzkości, sumieniem, które powinno się odezwać by nie było za późno.  

Z reguły nie piszę o filmach, tym bardziej, że nie potrafię pisać niczego, co przypominałoby recenzję. Postanowiłam jednak podzielić się wrażeniami z seansu animacji The Lorax, ponieważ do granic możliwości ujął mnie minimalizm i symbolizm świata przedstawionego. Jedno miasto, jedna kraina, jeden surowiec, jeden rodzaj drzewa i owoców. Wszystko jest symboliczne i dlatego też bardziej powinno uderzyć w odbiorcę, ale starszy widz tego nie dostrzeże. Dziecko to dostrzeże, bo właśnie w rękach dziecka, tak jak i w rękach młodego bohatera jest przyszłość.
W trakcie oglądania zaczynamy dostrzegać naukę zawartą bajce i zaczniemy zastanawiać się, jak można "temu" zaradzić. Temu, czyli katastrofie. Bo to się dzieje, bo to już trwa. Myślimy wówczas, że sami nic nie zdziałamy. Ba, ile razy w zwykłych sytuacjach mówimy, że jednostka nie może zmienić biegu wydarzeń? Że nic się nie da zrobić? Wówczas ktoś powinien stanąć na naszej drodze, ktoś taki jak Once-leer i powiedzieć słowa, które zmotywują bardziej niż całe poradniki motywacyjne.

Bo jeśli ludzie tacy jak ty nie zaczną się troszczyć, to nic się nie polepszy. Pokaż ludziom, że można żyć inaczej. Pewnie myślisz, że to mała i niepozorna rzecz, ale może ona przerodzić się w coś wielkiego. W tym nasionku tkwi wielka siła, tak jak i w tobie.

I tym pozytywnym akcentem zakończę recenzję, zapraszając do seansu.



Umrzyj ze słodkości, C.D.

Zgadujcie, kto jest "tym złym"?

Tańczące miasto. Idę umrzeć. 


TAK! Bajka jest pro-ekologiczna. 

2 komentarze:

  1. " (..) grafika jak z smok z polskiego wiedźmina." - wkradłi ci się dodatkowe "z"
    "Ted to dwunastoletni chłopiec, którą poznajemy (...)" - którego.
    Nie ma to jak zacząć pierwszy komentarz od wytknięcia małych błędów, które się Tobie wkradły... Jako twa nowa czytelniczka z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że powyższym tekstem zachęciłaś mnie do obejrzenia tej animacji. ^^
    A recenzja ci się udała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ci wielkie za wyłapanie tych błędów i za komentarz;) Czytałam trzykrotnie przed publikacją, ale jak widać, ślepa kura ze mnie.

      Usuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.