• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

poniedziałek, 16 lutego 2015

#40 Lepsza jakość życia w dziesięciu krokach



Podobnie jak w poprzedniej nocie, inspiracją tematyczną okazało się bardzo ciekawe pytanie odnośnie jakości życia. Z początku chciałam odpowiedzieć krótko, na samo pytanie, ale później zastanowiłam się nad tym głębiej. Życie - jedni są zadowoleni, inni nie. Jedni bezustannie narzekają, że albo pada, albo słońce za bardzo grzeje; że woda za zimna albo za ciepła; zupa za słona albo niedosolona. Pomijając fakt, że my - Polacy - narzekanie mamy we krwi, to zdarzają się wśród nas jednostki, które uśmiechają się patrząc na deszcz, grad i krowy porwane przez tornado. To właśnie te osoby traktujemy jak osoby lekko nienormalne, które nie doświadczyły prawdziwego życia. W końcu ktoś, kto nie zaznał prawdziwego bólu, nie może się ot tak uśmiechać, bo słoneczko świeci, czy deszcz pada.

Każdy taki uśmiechnięty szaleniec przyciąga wzrok na ulicy. Czujemy się niepewni, może lekko zagrożeni - bo ten ktoś znalazł przepis na to, jak być szczęśliwym. Jakim prawem on może, a my nie potrafimy? Sztuka bycia szczęśliwym jest stosunkowo trudna, bo to walka z samym sobą, z przyzwyczajeniami. Każda zmiana, którą chcemy wprowadzić, boli. Boli psychicznie, fizycznie, ale po dwóch tygodniach, trzech, może czterech stanie się codziennością. To co złe zniknie, zostanie rutyna, która poprawi nasz stan codzienny. Idyllicznie? Może i tak, ale dlaczego nie złapać się tej idylli, tego sielankowego widoku i nie dążyć do niej? Nie bądźmy pesymistami! Przecież coś musi się udać.

Tylko wariaci są coś warci, powiedziała pewna znana postać książkowo-filmowa, stąd może warto zaczerpnąć odrobinę odwagi i być takim wariatem? Zmienić swoje życie tak, by uśmiechać się na ulicy i by ludzie patrzyli na nas jak na dziwaków? Przemyślałam pewne sprawy i znalazłam kilka kroków „zmienić jakość swojego życia” i myślę, że jest to coś, na co warto zerknąć. Nie wszystko jest ważne, bo dla każdego z nas dany punkt będzie mniej lub bardziej ważny. Grunt, to popracować nad sobą.

1.   W S T A Ń   R A N O   -   Z E R O   D R Z E M E K 

Należę do tego grona osób, które - jak zadzwoni telefon - wyskakuje z łóżka jakby to miało zaraz wpaść do rzeki z lawą. Przynajmniej taka byłam do pewnego momentu i pamiętam, że kiedy wyskakiwałam z łóżka jak żołnierz, czułam się wypoczęta i zadowolona. Wstawałam, pakowałam się, uczesałam włosy, umyłam ząbki i wio. Żadnego leżenia, patrzenia się w sufit ani tym bardziej pięciominutowej drzemki. Nie i koniec.

Teraz, kiedy pozwalam sobie na jeszcze pięć, dziesięć, dwadzieścia minut snu, a czasem nawet godzinę (komu się spieszy na wykłady o ósmej rano, co?), wiecznie jestem niewyspana. Bolą mnie mięśnie, chce mi się spać, do tego mam problemy z koncentracją. Wcześniej tego nie miałam. Mój wniosek jest następujący - lepiej wstać od razu niewyspanym, niż pozwolić sobie choć na pięć minut drzemki, które nie tylko nie dadzą nam więcej wypoczynku, to zmęczą nas powtórnym wstawaniem.

2. W Y J D Ź   Z E   S T R E F Y   K O M F O R T U!

Cóż to jest ta strefa komfortu? Ci, którzy nie wiedzą, niech się nie martwią. Sama dowiedziałam się o czymś takim miesiąc lub dwa temu. Otóż, każdy z nas posiada wokół siebie taką strefę, w której czuje się bezpiecznie. Ludzie, których zna; czynności, które wykonuje każdego dnia; rzeczy sprawiające przyjemność. To jest właśnie nasze zadowolenie, spokój, harmonia. Teoretycznie powinniśmy w tym zostać, bo w końcu skoro to jest coś, co sprawia nam przyjemność, nie ma sensu tego opuszczać. Teoretycznie...

Praktycznie, tkwiąc w strefie komfortu, przez cały czas będziecie w tym samym miejscu! Chłopaku! Chcesz zagadać do tej ładnej dziewczyny z klasy, ale się boisz, prawda? To jest właśnie wyjście ze strefy komfortu! Boisz się, bo ta dziewczyna znajduje się poza Twoją strefą. Jeśli chcesz ją mieć, jeśli chcesz by zaczęła z Tobą gadać, przełam się. Wyjdź z tej bezpiecznej otoczki i do boju - nic bardziej nie zaimponuje kobiecie jak odwaga. Nawet jeśli nie wyjdzie, to będziesz z siebie zadowolony, bo opuściłeś to bezpieczne miejsce i udowodniłeś sobie, że nie ma się czego bać. Bo co ta dziewczyna zrobi? Może odmówić, ale może się zgodzić na randkę. 50 na 50!

Ostatnio opuściłam własną strefę komfortu. Primo, bardzo boję się, że zrobię sobie krzywdę, więc całe życie unikałam rzeczy, które mogłyby mi coś zrobić. Secundo, zawsze marzyłam o sportach zimowych, ale patrzy punkt pierwszy. Mój luby zabrał mnie na zimowisko, wynajął deskę snowboardową i wio! Nie ma że boli, nie ma że się boisz! Przed nami tylko dwa(lub trzy) kilometry trasy w lesie! Co się może stać? (Cóż, w tym momencie byłam w stanie wymienić mnóstwo rzeczy, od złamań, do wybić, otarć, paraliżu, śmierci, wylądowania na lodowym drzewie lub innym narciarzu.)

Wyobraźcie sobie mnie, siedzącą na środku wysokiego zbocza. Na nogach ciężka deska, pupa obita, plecy przeharatane, krzyż boli jakby się miał oderwać od kręgosłupa, kolano rwie (krwiak rośnie). Pode mną stroma, zaśnieżona i oblodzona ścieżka. Mijają mnie inni narciarze, snowboardziści. Dużo bardziej zaawansowani ode mnie zaliczają spektakularne gleby. Z boku siedzi mój chłopak i próbuje mnie mobilizować, momentami mnie pospiesza. Tak, to był wyjście ze strefy komfortu! Czwarty dzień bolą mnie plecy, czuję każdy mięsień, ale wiecie co? Jestem cholernie zadowolona z tego wypadu i j a   c h c ę   j e s z c z e   r a z!

3. N I E   P O D D A W A J   S I Ę!

Tak, będąc na stoku, bałam się jak cholera. Każdy upadek demotywował mnie niewiarygodnie, każde nowe bolące miejsce mówiło „wystarczy już”. Jednak siedząc z boku i patrząc na mojego chłopaka, który tak cierpliwie czekał aż się pozbieram, wstanę na nogi i ruszę dalej wiedziałam, że nie mogę go zawieść. Bo jeśli nie wstanę i nie pojadę dalej, zawiodę nie tylko go, ale i siebie. Zepsuję wyjazd nam obojgu, nawet jeśli zaoszczędzę na kilku siniakach. Czy byłoby to warte takiej ceny? Otóż - nie.

To nie porażka nas demotywuje, ale to, że się poddaliśmy. Przypomnij sobie, drogi Czytelniku, droga Czytelniczko - czy była w Twoim życiu sytuacja, w której nie poddałaś/eś się, tylko brnęłaś/eś dalej? Choć chciałaś/eś się poddać, nie zrobiłeś tego? Pamiętasz smak sukcesu, gdy się udało? Co prawda to było kilka dni temu, ale nie zapomnę tego, jak mój luby powiedział, że jest ze mnie dumny i że jestem zdolną uczennicą. To są pochwały, na które ciężko pracujemy, ale które docenimy i zapamiętamy do końca życia. Dlatego, nieważne jak ciężko będzie, I D Ź   D A L E J!

4. N I E   B Ó J   S I Ę   M A R Z Y Ć!

Marzenia są najlepszym, co możemy mieć w życiu. To takie światełko w tunelu, kiedy wszystkie inne światła zgasną. Nie są atrybutem dzieci, z nich się nie powinno wyrastać. Jeśli ktoś Ci mówi, że masz przestać marzyć, nie słuchaj go. Marzenia to nic innego jak cele - mniejsze, większe, bardziej lub mniej realne. Warto je mieć. Nie spełnią się wszystkie, to mogę powiedzieć od razu. Jednak nie mogę powiedzieć, że nie spełnią się żadne. Jeśli chcesz je zrealizować, nie poddawaj się i wyjdź ze strefy komfortu! Nikt nie mówił, że będzie łatwo, prawda?

Pamiętam, jak odkładałam marzenie studiów filologicznych, bo nie byłam pewna, czy się dostanę. Bałam się porażki. Dlatego wpierw wybrałam się na studia pedagogiczne. Z nimi poszło różnie, po roku wypadłam i z racji na pewne problemy, nie dostałam się na żadne inne studia (opóźnienia w rejestracji). Przez ten rok pracowałam, byłam na stażu i liznęłam życia biurowego, które mi nie odpowiadało. Postanowiłam wrócić na studia i tym razem złożyłam papiery na filologię polską. Bałam się, że się nie dostanę, bo wyniki z matury tylko podstawowe. Niepotrzebnie odkładałam, bo byłam studentką już podczas pierwszego naboru.

Później, siedząc pod salą wykładową usłyszałam rozmowę dwóch studentek, z których jedna dostała się na studia mając wynik 40% z podstawy. Cóż. Dwa lata zmarnowałam, bo bałam się porażki, niepotrzebnie. Nie mówię ani o pierwszej sesji! Przed pierwszym egzaminem spędziłam pełne trzy dni, leżąc w łóżku i czytając podręczniki akademickie. Zdałam bez problemu, ale przypłaciłam to niewyspaniem, rozdrażnieniem, kiedy inni podeszli zupełnie na luzie. Cóż. Niektórzy za bardzo na luzie. Pewna osoba zdawała (z tego co słyszałam) ten egzamin osiem razy, z czego ostatnie cztery zdawała z konkretnej, malusiej partii. No i zdała. Jej zdrowie! 
Nig­dy nie re­zyg­nuj z ce­lu tyl­ko dla­tego, że osiągnięcie go wy­maga cza­su. Czas i tak upłynie. 
H. Jackson Brown, Jr.

5. R Z E C Z Y   W A Ż N E   I   M N I E J   W A Ż N E.

W życiu musimy nauczyć się dokonywać selekcji na rzeczy ważne i mniej ważne. Nie ma rzeczy nieważnych lub mało ważnych, bo wszystko na co zwracamy uwagę, ma dla nas jakieś znaczenie, jakiś sens, jakąś wagę. Dlatego musimy nauczyć oddzielać jedne od drugich. Musimy wiedzieć czy ważniejsze jest dla nas pojęcie własnej indywidualności, czy poklask grupy. Musimy zdecydować czy bardziej wartościowa jest dla nas impreza, czy kulturalny wypad ze znajomymi. Musimy, po prostu musimy wiedzieć, czy edukacja jest czymś mniej ważnym od wypadu na zakupy.

W okresie dojrzewania imprezy, zakupy i poklask grupy jest ważny, ale czy to idee na całe życie? Nie potępiam gimnazjalistów. To hormony, okres buntu. Jednak kieruję teraz swą wypowiedź w stronę licealistów, w stronę studentów, w stronę ludzi - mam nadzieję - dojrzałych. Wiesz, co jest w Twoim życiu ważne, a co mniej ważne? Bez czego sobie poradzisz, a co będzie Ci niezbędne? Dla mnie niezbędne staje się gotowanie, kiedy dwa lata temu nie czułam potrzeby usmażenia zwykłej jajecznicy. Niezbędne stają się dobre relacje z rodzicami, samokształcenie, edukacja, dobra posada. Imprezy, kino, zakupy odchodzą na dalszy plan.

Ważne i mniej ważne... Czy umiejętna selekcja pozwoli stwierdzić poziom dojrzałości? Może tak, może nie. Bo oceniamy swoją miarą, a ta nigdy nie jest obiektywna. Niemniej, nauczmy się oddzielać to co mnie ważne od tego, co jest ważne. Ułatwi to nam życie, przestaniemy stawać przed trudnymi wyborami. Dlaczego? Bo będziemy wiedzieć.

Zdarza nam się jeszcze przejmować rzeczami, na które nie mamy wpływu. Siedzimy wówczas spędzi, trujemy swoje zdrowie i nerwy najbliższych. Tak szczerze, jest co zawracać sobie głową czymś, na co i tak nie możemy wpłynąć? Hej, nie poszedł egzamin i nie wiesz czy go zdasz? Poczekaj, nie ma się co denerwować - teraz już nic nie zrobisz, pozostało oczekiwać na wyniki! Nie poszło? Poprawisz.

6. U Ś M I E C H!

Dla hecy przeglądam sobie bezużyteczną i czytam złote myśli, czasem wyssane z palca. Czasem. Jednak w pamięci utknęło mi kilka ważnych, wydawałoby się, aforyzmów. Jedna z nich mówi, że kiedy uśmiechasz się, mimo smutku, samoistnie poprawiasz sobie nastrój. Moim zdaniem coś w tym jest. Sama, kiedy mam doła, włączam muzykę i uśmiecham się do niej, ot tak. Wiecie co? Pomaga.
Druga złota myśli brzmi: Udając szczęście, kiedy jest Ci smutno, pokazujesz jak silną osobą jesteś.


7. N I E I S T O T N I E   I S T O T N E

Liść tańczący na wietrze? Słoneczko przyjemnie piekące policzki? Wiatr chłodzący w upalne dni? Szum morza? Fale obmywające stopy? Piasek subtelnie pillingujący nasze ciało? Śmiech dziecka gdzieś tam w parku? Pies wygłupiający się z panem? Kot leżący na kolanach? Śnieg sypiący się w twarz? Szum deski snowboardowej? Łabędzie pływające po jeziorze?

To wszystko jest nieistotnie istotne, ale to mogą być powody, by czuć zadowolenie. To może być przyczyna naszego uśmiechu. Dobry kawałek w radiu, dowcip pasażera obok - cokolwiek. Niech to wywoła uśmiech i niech on tkwi na naszych ustach jak najdłużej! Radość jest w nas, a otoczenie wokół nas to lustro. Jeśli przeszkadza nam śmiech dziecka, to nasz problem, nie dziecka. To nasze nastawienie jest istotne! Dostrzegajmy to, na co warto patrzeć! Jeśli czegoś szukamy, to to znajdziemy. Przeważnie nasze nastawienie sprawia, że szukamy tego co złe, a zapominamy i nie dostrzegamy tego, co dobre. Zmieńmy to w sobie! Szukajmy dobra!

8. P A S J A   -   Ź R Ó D Ł O   S A M O Z A D O W O L E N I A...

... a co za tym idzie, źródło szczęścia. Jeśli mamy w życiu coś, co pozwoli nam się realizować, w czym osiągamy sukcesy, nie powinniśmy z tego rezygnować. Nawet wtedy, gdy ktoś każe Ci się poddać, każe Ci zmienić pasję, zajęcie. Nigdy, przenigdy nie rób tego! To, co sprawia Ci frajdę jest dla Ciebie, nie dla innych. To Ty decydujesz w którą stronę pójdziesz, to od Ciebie zależy jak daleko zajdziesz i co osiągniesz. Nie od innych. Od Ciebie. Cały potencjał jest w Tobie. Ktoś może Ci wskazać drogę, ale nikt nie powiedział, że to będzie właściwa droga. Sam obierz swoją.

O tym, że powinnam rzucić pisarstwo słyszałam wielokrotnie, z różnych ust. Począwszy od nauczycielek polskiego, po czytelników, hejterów i anonimów. Nawet na blogu pojawił się głos, że jeśli zajmuję się czymś 10 lat, to nie mam szans pójść dalej. Nie wierzę tej osobie. Nie będzie mi anonim wyznaczał drogi, nie będzie mi mówił gdzie mogę a gdzie nie mogę zajść. Zajdę tam, gdzie będę chciała. Nie będzie to łatwe, nie będzie to proste.

Spotkałam na swej drodze również osoby, które życzliwie wskazywały mi inne ścieżki. Dzięki tym osobom trafiałam na skróty, ale w efekcie końcowym wracałam na własną drogę. Otarłam się o ich drogi, poznałam smak ich życia, ich kunsztu, ich duszy, a to z kolei wpłynęło na mnie i na moją twórczość. Ludzi, jakich spotykamy w naszej pasji warto zachować w sercu, ale to nie oni decydują gdzie jest nasza meta. Jednych zadowoli dobrze napisany list, innym wystarczy kunszt poezji. Jedni chcą malować realizm, innym wystarczy sam fakt malowania farbami olejnymi. Nieważne jaki masz cel, nieważne czym się zajmujesz, nieważne jaką drogę obierzesz - obierasz ją sam i ma sprawiać Ci jak najwięcej frajdy.

Zapomnij o sztucznej skromności, nie uchylaj się od komplementów. Nasze polskie myślenie, że nie można być pysznym jest szkodliwe dla nas samych. Jesteś pewien, że jesteś w czymś dobry?

W Y K R Z Y C Z   T O! Bo jesteś dobry w czymś, w czym nie jest dobra znaczna część społeczeństwa. To powód do wstydu? Nie sądzę!

9. Z A   C I E P Ł O?   N I E   N A R Z E K A J!

Oczywiście, trudno jest po prostu nie narzekać. Nabraliśmy narodowej cechy oddychając polskim powietrzem, jedząc nasze polskie jedzenie, pijąc polskie piwo i wódkę. Nabraliśmy tendencji do narzekania w chwili, gdy wymieniliśmy pierwsze zdania z naszymi sąsiadami. Już jako dzieci uczyliśmy się narzekać na to, że coś jest dobre - niedobre; słodkie - słone; narzekaliśmy że za dużo - za mało czułości. Już jako berbecie sięgające ledwie do pasa narzekaliśmy.

Teraz, mając naście lat (lub dzieścia) musimy po prostu przestać narzekać. Po tylu latach przyzwyczajenia? Kiedy to sąsiad wita nas pytaniem 'Panie, widział pan ostatnie obrady sejmu?' trudno odpowiedzieć z uśmiechem i optymizmem, nieprawdaż? Dlatego unikam obserwowania obrad sejmu. Polityka, teoretycznie powinna mnie interesować, bo to leży  w moim interesie, ale jeśli będę chciała sobie obejrzeć średnio śmieszną komedię bez głębszego sensu, włączę sobie amerykańskie komedie romantyczne.

Dobrze jest zacząć dzień od uśmiechu! Dlatego nie narzekaj. Cóż, zobowiązanie jakich mało. Nadal mam problem z wyplewieniem tej narodowej cechy, bo raczej trudno, patrząc na tych wszystkich ludzi...

10. Z A D B A J   O   S I E B I E!

Teoretycznie, ten podpunkt chciałam poświęcić jakże złotej, mądrej myśli: bądź kim chcesz. Wydaje mi się jednak, że nie ma sensu pisać o czymś tak oczywistym, o czym trąbią wszystkie możliwe poradniki i złote myśli gimnazjalistek. Widuję ten cytat, jak i setki mu podobnych na ścianie na facebooku, kiedy to znajomi lajkują go z równie ambitnych stron. Dlatego opuściłam ten punkt i postanowiłam zawrzeć nieco inną myśl: Z A D B AJ    O    S I E B I E.

Kiedy to mówię, mam na myśli zmianę tego co jesz, tego co na sobie masz, tego co masz na głowie. Jeśli coś Ci nie odpowiada, bo coś tam, to nie męcz się tylko to zmień.

❤ Zawsze marzyłam o rudych włosach. Długo walczyłam z sobą, aż zaczęłam powolny proces farbowania, hennowania. Byłam zachwycona efektem! Znów wrócę do tej rudości, z którą czułam się tak zacnie. 

❤ Przeszkadzają Ci brwi? Idź do kosmetyczki, ona na to poradzi. Nie podobają Ci się spodnie, które nosisz? Zaoszczędź i kup sobie inne, takie, które Ci będą odpowiadać. Chcesz zacząć nosić sukienki? Kto Ci broni? Połowa naszej atrakcyjności to nie to, co mamy na sobie, ale jak się czujemy mając to na sobie. Jeśli coś Ci nie odpowiada, i jesteś w stanie to zmienić, zmień! Jeśli jednak nie potrafisz czegoś zmienić, uwypuklij to, co jest Twoim atutem tak, by przyćmiło to, co uznajesz za wadę. Nie maskuj tego, bo to tylko będzie bardziej widać. 

❤ Otaczaj Cię ludźmi, dla których będziesz w rzeczach ważnych (a nie mniej ważnych). Szanuj ludzi, którzy szanują Ciebie i otaczaj się takimi. Otoczenie to olbrzymia część naszego samopoczucia! Możemy się upierać, że jesteśmy odludkiem. Może jesteśmy. A może ludzie z naszego otoczenia to kurwy? 

❤ Wyskocz do kina, teatru - zrób coś dla siebie. Spędź miło czas, rozerwij się (tylko nie jak samobójca-zamachowiec). 

❤ Zadbaj o siebie - stwórz siebie byś był/była z siebie zadowolona/y. 



Zainspirowałam Lily Rhosyn i postanowiła napisać swój przepis na szczęście. Gorąco polecam, bo wymieniła punkt, który nie znalazł się u mnie. A Ty? Masz jakiegoś asa w rękawie? 
Photo credit: Yashna M via Foter.com / CC BY

4 komentarze:

  1. Punkt 4... Posiadasz szósty zmysł? Telepatia czy coś w tym rodzaju? Ostatniej nocy odbyłam z przyjaciółką bardzo poważną rozmowę o marzeniach; ich posiadaniu, spełnianiu.

    Wzięłaś dbanie o siebie od strony fizycznej. A jestem ciekawa - czy dbaniem o siebie możemy nazwać wyjście do teatru/opery? Przecież w ten sposób dbamy o swój rozwój kulturalny. To samo można powiedzieć o czytaniu dobrych książek (DOBRYCH - mam na myśli... hmm... cóż, ambitniejszych niż "Zmierzch" czy cykl "Strażnicy Wieczności", takich z głębszym sensem).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że można też zadbać o siebie psychicznie czy samorozwojowo. Osobiście zabrałam się za psychoanalizę Freuda:) Tak więc dbanie o siebie to szeroki wachlarz, słusznie zauważyłaś, że skupiłam się tylko na fizyczności. Psychika jest równie ważna! I masz absolutną rację!

      Usuń
  2. Wspaniale to napisałaś. Aż humor mi się poprawił :) Nie rozumiem ludzi, którzy krytykują Twój sposób pisania, jest świetny.
    Jeśli chodzi o pasję- ja z wielu zrezygnowałam, gdy odkryłam, że nie będę najlepsza na świecie w np. graniu na gitarze. Powoli mi mija takie myślenie i zaczęłam znowu grać na keyboardzie, tak dla siebie, a nie, żeby dawać koncerty.
    Kasia z http://katldark.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wpis! Taki motywujący, sprawiający, że mam ochotę nagle wprowadzić wszystkie te punkty w swoje życie... Ale ups, wcale nie muszę wszystkich od początku, bo wiele z nich już jest. Przede wszystkim to narzekanie - nie lubię kiedy ludzie wiecznie narzekają, ba! wręcz doprowadza mnie to do szału. Oczywiście sama mam chwile, gdy muszę sobie "ponarzekać" - a bo sesja zbyt ciężka, a bo pogoda przytłacza i najchętniej zaszyłabym się pod kołdrą itp. Jednak od jakiegoś (już sporego) czasu, do większości rzeczy podchodzę z uśmiechem i z większym luzem. Zauważyłam poza tym, że to mi pomaga, a i efekty są lepsze - podejście do egzaminów z myślą "jak nie zdam, świat się nie zawali, a przecież wiem, że dam radę" i co? I poszło świetnie.

    Ogólnie do każdego punktu mogłabym coś napisać od siebie, bo są zdecydowanie dobre. Ale może skupię się na jeszcze jednym (no, ewentualnie dwóch :D). Te marzenia, w połączeniu z pasją - to coś, o czym wiele osób zapomina, a szkoda. Dawniej wydawało mi się, że moje marzenia i tak się nie spełnią, więc po co w ogóle je tworzyć. Teraz wiem, że nie muszą one być wygórowane, małymi kroczkami - a osiągnę swoje cele. Ważne, by po prostu nie rezygnować z tego w czym jest się dobrym (czyli właśnie te nasze pasje), nawet kiedy ludzie wokół nas twierdzą inaczej.
    Pozdrawiam,
    A. :)

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.