• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

poniedziałek, 9 lutego 2015

#39 Walentynki 2015 - coming soon.


Ask jest źródłem inspiracji, o czym pisałam już nie raz. Ba! Ludzie sami w sobie są najlepszym źródłem do szukania tematów. Do czego zmierzam? No dobrze, przejdźmy do sedna tego jakże ujmującego wstępu. Otrzymałam trzy dni temu pytanie na asku i miałam ochotę odpowiedzieć niemalże od razu. Odpowiedź brzmiałaby krótko i treściwie:
Mam ambiwalentny stosunek do walentynek.

Pisałam o tym święcie raz, rok temu (olaboga, tyleż czasu to już minęło? I nadal się ze mną męczycie?). Teoretycznie zawarłam w tamtej notce wszystko, co mogłabym powiedzieć o tym uciążliwym, kolorystycznym święcie, pełnym przepychu i sprzedaży tandetnych prezentów. Teoretycznie. Minął rok, a przez ten rok mój stosunek mógł się zmienić, nieprawdaż?


Dla tych, co już zacierają rączki i cieszą się, że mogą się doczepić, iże jestem zmienna i nietrwała w opiniach. Dalej nie przepadam za tym świętem, a moje pobudki są niezmienne. Tandetne wyjścia do kina/kawę, kolejki stąd do chin, całujące się pary (nie mówię o buziaczkach, ale o wymianie płynów ustrojowych i o bliźniakach syjamskich złączonych językami). Nie lubiąc Walentynek, mam w głowie wizję sklepów pełnych poduszek, pluszaków, figurek, zestawów kosmetycznych (podarunek sugestia?) 

Jednakże... Walentynki mają, mimo wszystko, coś w sobie. Okazanie uczucia w sposób nietypowy jest bardzo, ale to bardzo fajny (jakże niefilologicznie). Owszem, w ten dzień wszyscy oczekujemy tych niespodzianek, ale takie świadome oczekiwanie na coś jest miłą formą masochizmu. Gorzej, gdy tego czegoś nie doczekamy. Awantury, płacz, wielkie fochy... No ale nieważne. Ważne jest to, by okazać uczucie w sposób nietypowy.

Samodzielnie upichcona kolacyjka przy świecach jest znacznie ciekawszym rozwiązaniem niż restauracja pełna ludzi, nie raz cuchnących papierosami. Ustroić pokój, jakieś świeczki, kwiaty i klimat jest filmowy. Seans w domowym zaciszu chyba też niezgorsza metoda na tłok w kinie i setki całujących, śmiejących się do rozpuku par? Nie musi być najnowszy, kinowy hit. Dobrać coś, co podpasuje naszej drugiej połówce i... Patrzcie, jaka oszczędność. No dobrze, żartuję. Jednak, co częściej robicie razem? Wychodzicie do kina czy urządzacie sobie romantyczny wieczór w domu? Osobiście częściej gotuję drugiej połówce niż wychodzę z nią do kina, no ale... 

Kolejną walentynkową kwestią są... Prezenty
Kwestia prezentów jakie chcemy komuś ofiarować to kwestia bardzo indywidualna i inspirowanie się listami tego typu jest w porządku, ale szukanie rozwiązania nie jest dobrym pomysłem. Dlaczego? To M Y kupujemy prezenty N A S Z E J najbliższej osobie, i to my ją Z N A M Y. To znaczy znamy jej potrzeby. Jeśli nie wiemy co kupić, powinniśmy się szczerze zastanowić, czy tak naprawdę wiemy kim jest osoba, którą pragniemy obdarować. Brutalna teza, przyznaję się od razu i prawdopodobnie w dużej mierze krzywdząca. Jednak każdy w podświadomy sposób sygnalizuje czego mu brakuje, a naszym obowiązkiem jest wyłapanie takich sygnałów. Jeśli nie wyłapiemy sygnału, znamy przecież zainteresowania, prawda?

Wyznaję zasadę, że prezent dla samego prezentu jest bez sensu. Dla mnie bardzo ważna jest użyteczność tego daru, jego przeznaczenie (lub symbolika/radość, jaką sprawi). Drugim wyznacznikiem jest to, czy dana osoba sama sobie to kupi. Najlepiej sprezentować coś, co jest potrzebne i się przyda, a czego nie kupi sobie osoba przez nas obdarowywana. Dlaczego nie kupi? Może ma ważniejsze wydatki, albo nie pomyśli, że jej się to może przydać... I tak dalej, i tak dalej. Powodów może być setki. Trzecią wytyczną przy wybieraniu prezentu jest ekonomia, czyli taniość. Drogie prezenty zobowiązują, stawiają osobę obdarowywaną w krępującej sytuacji, gdzie my kupujemy coś za stówkę albo dwie, a ona ma coś drobnego, upominek, bo na więcej nie miała funduszy. I pomyśleć, że kiedyś denerwowały mnie szkolne Mikołajki, gdzie musiałam się ograniczyć do dwudziestu złotych! Teraz wiem, że to było rozsądne. Przechodząc do meritum sprawy...

D L A C Z E G O   N I E   K U P O W A Ć   K S I Ą Ż E K

Jestem fanką książek, kocham je wprost i najchętniej przygarnęłabym wszystko, co widzę w księgarni albo na bazarach na mieście. Prawda jednak jest taka, że bardzo nie lubię ich otrzymywać. Jest kilka powodów, dla których uważam książkę za prezent nietrafiony. Primo, ktoś narzuca mi co mam czytać. Swoją drogą, mogłabym napisać jakich mi brakuje na półce, ale to z kolei jest sugerowanie prezentu, czego nie lubię. Co więcej, przeważnie wybieram całe sagi po kilkaset złotych, które zamierzam sobie sprezentować sama. Czekam tylko na odpowiedni moment. Wiecie, wygranie w RMF albo obrabowanie banku. Secundo, 3/4 książek otrzymanych jest z serii tomowej. Tak więc mam kilkanaście pierwszych tomów bez kontynuacji, drugi tom magicznej serii i... Takie, które mnie nie rajcują. Owszem, czuję się zobowiązana i czytam, choć nie zawsze uważam to za dobry sposób na spędzenie wolnej chwili. Na koniec, ktoś kupuje książkę w ślepo, bo mu pani w sklepie powiedziała, że się spodoba. Dupa! Większość pań nie ma żadnych kompetencji! Prędzej pani bibliotekarka znajdzie odpowiednie tomiszcze na prezent, ale i na nią trzeba uważać. W końcu może pracować po znajomości! No i nie każdy lubi Coelho czy Kinga, którzy podobają się wszystkim. Mnie nie.

N O T A T N I K



Tak naprawdę pomogłam komuś dobrać prezent pod chłopaka, z którym się spotyka. Nie jest to najtańszy prezent, bo o ile pluszak/kubek kosztują po dwie dyszki, tak notatnik który zaproponowałam nie kosztował kilku złotych, a minimum pięćdziesiąt. Mianowicie, osoba obdarowana jest muzykiem i uwielbia pisać teksty. Jednakże zapisuje je w zwykłym zeszycie za kilka złotych... Troszkę bez polotu, tak mi się wydaje. Podsunęłam myśl, że skórzany notatnik doda klimatu, prawda? Udało mi się znaleźć aukcję na alledrogo i podesłałam. Podpowiedź się spodobała, do notatnika zostanie dorzucony długopis (stylowy, pewnie z tych droższych) i już mamy naprawdę ładny prezent dla kogoś ważnego, kogoś, kto lubi zapisywać coś na papierze. Jest to prezent nie tylko dla tekściarzy-muzyków, ale również dla poetów, pisarzy czy introwertyka, który lubuje się w prowadzeniu pamiętnika.

Notatnik skórzany to duży wydatek i kłóci się z tym, co pisałam wcześniej - t a n i e. Jednakże za dwie dyszki można znaleźć naprawdę ładne notatniki, tym bardziej, że za dwadzieścia złotych możemy sami wykonać notatnik! Nadal niedoceniane hand-made są prezentem równie wartościowym, co drogi zakup. Pieniądze mamy za poświęcony czas w pracy (lub wyrzeczenia), więc równowartością jest poświęcony czas na zrobienie prezentu. Czas jest tutaj mianownikiem wspólny. 


B R A N S O L E T K A





Wbrew pozorom, nie jest to tak tandetny prezent, jak można go o to podejrzewać. Nie jest to również damski prezent, bo mój luby bardzo lubi nosić sznurkowe lub żyłkowe bransoletki. Jest to prezent... W sam raz. Jeśli ktoś lubi wisiorki i ozdóbki, bardzo dobrze jest sprezentować coś takiego od serca. Sama raczej nie potrafię klecić podobnych cudów, ale znam kogoś, kto potrafi. Jeśli ktoś jest ciekaw ceny i potencjalnych wzorów (to nie są jedyne opcje), zapraszam do konsultowania się z Rapti Mortengel.



Chciałam pisać dalej o prezentach, ale... Kogo to interesuje? Bądźmy szczerzy, każdy z nas pójdzie do marketu, kupi byle badziew za kilkanaście złotych i będzie zadowolony, że odbębnił to święto. Taka prawda. Późno dodaję kilka porad o prezentach? Może i tak, ale wiecie co? Po co czekać na specjalną okazję by kogoś obdarować, jak można umilić zwykły, szary dzień i zrobić coś specjalnego w te niespecjalne popołudnie? 

Romantyczność to nie tylko jeden czy dwa dni do roku. Okazywanie sobie uczuć to przyjemne gesty każdego dnia. To moje zdanie. Dlatego nie lubię walentynek. Bo to jest okazja, bo wywiera presję. Bo walentynki. Ja nie chcę walentynek i tyle. Nie lubię ich właśnie dlatego, że wywierają presję, bo są dniem zakochanych. Chciałabym, by każdy dzień był świętem zakochanych. Miłość właśnie taka jest - jest świętem samym w sobie.

O ho! Teraz można ostrzyc na mnie zęby, bo powiedziałam, że miłość jest czymś... Fajnym. Bon appetit! 

2 komentarze:

  1. Mamy bardzo podobne zdania, chociaż ja nie umiem wyrazić tego w tak ładnych słowach ;) Walentynki zawsze mnie odpychały i nigdy nie czułam potrzeby, by tego dnia organizować coś wyjątkowego. Zwykłe, komercyjne święto.
    Spodobał mi się opis prezentów. Zawsze, gdy mam coś dać mojemu chłopakowi mam problem. Niby znam go najlepiej i tak dalej, a jednak prezenty sprawiają mi kłopot ;)
    Bardzo fajna notka, pozdrawiam! [http://magia-ukryta-w-slowach.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, ja nie obchodzę walentynek, bo najzwyczajniej w świecie nie mam z kim, ale gdyby w końcu udało mi się znaleźć tą swoją (na pewno lepszą) drugą połowę, to miałabym walentynki codziennie. No, przynajmniej tak zakładam. Przecież ukochanej osobie okazujemy swoje uczucia codziennie, nawet jakimiś drobnymi gestami, a nie tylko raz w roku, prawda?
    Zastanawiam się, po co są prezenty w ten dzień. Nie lepiej po prostu sobie zafundować kolację we dwoje? Czy może jakaś tandetna, niepotrzebna pierdoła jest lepsza?
    A! No i ten... Miłość jest fajna ^^ Tylko jeszcze nie wszyscy jej doświadczyli ;P

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.