• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

sobota, 7 marca 2015

#47 Gwałt na duszy: Ile gwałtów jest w stanie znieść Twoja dusza?



Opowiem Ci historię, drogi Czytelniku, droga Czytelniczko. Jest to historia dziewczyny, którą trudno w jakikolwiek sposób darzyć sympatią. Opryskliwa w stosunku kolegów, nieprzyjemna dla rodziców, egoistka i indywidualistka, niezadająca się z nikim, bezustannie tkwiąca w domu przed komputerem, albo czytająca książki. Zapomnij, że wyciągniesz ją na zakupy, do kina, a o dyskotece nawet nie myśl. Nie proś o możliwość spisania zadania domowego, nawet nie pytaj, bo samo jej spojrzenie zje Twoją duszę. Sporadycznie odpowiada na powitania, i to tylko tych nielicznych, których być może minimalnie darzy sympatią. Opis brzmi znajomo? Znasz kogoś, kto pasowałby do powyższego opisu?

Moja dziewczyna ma na imię Kasia i jest takim, jak to ładnie nazywamy, outsiderem. Trzyma się na uboczu i raczej stroni od ludzi. Nie przepadamy za takimi osobami, bo wydają nam się nieprzyjemne, a jakakolwiek próba nawiązania trwalszej relacji jest przez nią palona, zbywana, ignorowana. Nie lubimy być ignorowani. Wydaje nam się, ze Kasia trzyma nas na dystans, ma się za kogoś lepszego, prawda? Nie lubimy, gdy ktoś uważa się za lepszego od nas, więc jesteśmy nieuprzejmi i izolujemy tę jednostkę, nawet jeśli sama się wyizolowała.

Kasia. Każdy zna taką Kasię albo taką Kasię kojarzy. Jednakże, czy znasz jej historię, droga Czytelniczko, drogi Czytelniku? Wiesz, co przeszła od momentu gimnazjum po koniec klasy liceum? Teoretycznie, to tylko sześć lat, ale masz pojęcie, co może się wydarzyć przez sześć lat? Otóż, Kasia kilka tygodni temu rozstała się z chłopakiem. Tak, miała chłopaka, ale o tym nie wiedziałaś, nie wiedziałeś, prawda? Nie mówiła, więc skąd mogłeś wiedzieć? Rozstali się, ponieważ ją zdradził, a ona się o tym dowiedziała.

Pewnie uznałeś lub uznałaś, droga Czytelniczko, drogi Czytelniku, że Kasia sobie na to zasłużyła. W końcu jest taka nieprzyjemna w obyciu, taka chłodna i opryskliwa. Kto byłby w stanie wytrzymać z nią więcej niż chwilę? Otóż, powiem Ci, że Kasia nie była nieprzyjemna dla swojego chłopaka. Wbrew pozorom, obdarowała go ciepłem, troską, zainteresowaniem. Dbała o niego tak, jak dziewczyna potrafi dbać o osobę, którą kocha. Jednakże, on ją zdradził. Dlaczego?

Między nimi od tygodni się psuło. Zazdrosna, kłóciła się ilekroć dowiadywała się, że spotkał się z jakąś koleżanką. Próbowała na początku rozmawiać, ale w końcu emocje brały nad nią górę. Zaczynała płakać, krzyczała. On ją zapewniał, że mu zależy, że kocha ją, że przecież jej nie zdradzi. Jednakże, zdradził. Możemy doszukiwać się przyczyn tejże zdrady. Możemy powiedzieć wprost, że to jego wina, bo nie dotrzymał słowa. Mógł się powstrzymać albo mógł odejść od Kasi. Mógł, ale tego nie zrobił. Zdradził ją. Możemy również doszukiwać się winy w Kasi. W końcu robiła sceny, była zazdrosna o koleżanki, w pewnym sensie podejrzewała chłopaka o niewierność i on miał tego dość? I poszukał zrozumienia w ramionach innej? Nie dowiemy się prawdy, możemy tylko spekulować. Nie jesteśmy tutaj osądzać o winie. Jesteśmy tutaj, ponieważ chcę powiedzieć Ci o czymś ważnym, droga Czytelniczko, drogi Czytelniku.

Nim Kasia poznała swojego chłopaka, miała przyjaciółkę. Znały się od dawna, praktycznie od dzieciństwa i były nierozłączne. Przyjaciółka ta nazywała się Monika. Monika poznała ze sobą przyszłych kochanków, zapraszając ich oboje na urodzinową imprezę. Tak, Kasia wówczas chodziła na imprezy. Niewiarygodne, prawda? Tak jak wspomniałam, przyszła Kasia i chłopak do koleżanki, i od razu przypadli sobie do gustu. Rozmowa niezwykle się kleiła, nie powstała żadna bariera, jaka często powstaje przy obcych sobie ludziach. Nie spodobało się to Monice. Widziała rosnącą fascynację i z początku próbowała cieszyć się szczęściem tejże dwójki, później jednak zaczęła między nimi mieszać. W ten oto sposób, do Kasi chłopak przestał się odzywać. Z początku nie rozumiała dlaczego i kiedy spotkała go na ulicy, całkowitym przypadkiem, dowiedziała się co wygaduje o niej przyjaciółka. Że alkoholiczka, że daje dupy, że niewarta uwagi. On nie chciał takiej dziewczyny, dlatego się zdystansował. Kłamstewka Moniki wyszły na jaw, para się zeszła, a Kasia zerwała kontakt z osobą, którą przez wiele lat nazywała przyjaciółką.

To nie wszystko, droga Czytelniczko, drogi Czytelniczko. Kasia jeszcze wcześniej miała innego chłopaka, ale odeszła od niego. Wiesz dlaczego? Możesz się domyśleć. Monika, jej serdeczna przyjaciółka, skłóciła ich. Ilekroć Kasia przychodziła i opowiadała, że coś się dzieje nie tak, Monika natychmiast wyolbrzymiała problem i wmawiała go przyjaciółce, aż ta sama zaczynała w niego wierzyć. Wówczas w zaciszu domu odgrywały się sceny, kłótnie i inne awantury o rzeczy, które nie miały miejsca. W końcu rozeszli się, w niezgodzie, i po dziś dzień ze sobą nie rozmawiają. Dlaczego Monika skłóciła ze sobą szczęśliwą parę, tak jak później próbowała skłócić Kasię z chłopakiem? Może była zazdrosna? Może sama chciała być z którymś z chłopaków? A może to Kasia nie miała wystarczającego czasu dla Moniki i przychodziła tylko wtedy, gdy działo się źle? Nie mnie to osądzać, nie mnie to oceniać.

Kasia nie zdała, bo kiedyś była długo chora i koleżanka z klasy, która miała pomóc jej w nauce, w nadgonieniu zaległości, wolała spotykać się z dziewczynami, chodzić na zakupy. Nie raczyła podrzucić materiałów, podobnie jak pozostali członkowie klasy. Nie ich wina, prawda? Byli młodzi, koleżanka poza miastem mieszkała, więc na dojazd trzeba było poświęcić z godzinkę. Nie opłacało się, prawda? Nie miał kto przyjść wytłumaczyć, bo może w podręcznikach było wszystko, to niektóre rzeczy wymagały omówienia. Każdy obiecywał, że przyniesie i tak jak każdy obiecywał, tak każdy nie dotarł. Zdarza się, prawda? Są rzeczy ważne i ważniejsze, niestety.

Podobnie było, gdy koleżanki i koledzy potrzebowali zadania. Biegli jako pierwsi by spisać, a ostatni do pomocy, gdy sama tego potrzebowała. Ile razy służyła pomocą dla kogoś, kogo uważała za bliskiego, a ten był tak długo, jak z tego miał korzyści? Oprócz Moniki, Kasia miała jeszcze inną przyjaciółkę, Wiolę. Wiola bardzo często czegoś chciała - a to pieniążki pożyczyć, a to ciuch, a to zadanie spisać, a to ściągi otrzymać, a to mieć alibi na nocne wyjścia. O dziwo, Wiola odzywała się tylko wtedy, gdy czegoś potrzebowała. Mogła się nie odzywać tygodniami, mogła ignorować telefony, nie odpisywać na wiadomości. Na propozycje wspólnych wyjść zawsze znalazła wymówkę, a potem pojawiały się zdjęcia z galerii, kina, basenu, gdzie była z... Po prostu z kimś, kto nie był Kasią.

Z Wiolą był również inny problem, bo kiedy już spędzała czas z Kasią, bezustannie gadała. Nie na zasadzie, że trajkotała i nie pozwalała innym dojść do słowa (choć w tym sensie również), ale w sensie, że obgadywała. Wszystkie tajemnice powierzone Wioli przez inne osoby wypływały na wierzch przy byle okazji, ubarwione nierzeczywistymi, aczkolwiek pikantnymi szczegółami. Zabawnie się tego słuchało, zabawnie się o tym rozmawiało. Obgadywanie ma to do siebie, że człowiek zaraz czuje się lepszy, jednak gdy Wioli nie było obok przez długi czas, Kasia zaczęła się zastanawiać. Skoro tajemnice innych nie były bezpieczne u Wioli, jaką miała pewność, że jej tajemnice są tam bezpieczne? Otóż, nie były bezpieczne i Kasia bardzo szybko pożałowała, że powiedziała przyjaciółce o tym, który chłopak jej się podoba, co sądzi o najpopularniejszej dziewczynie w szkole, o wszystkich wstydliwych sprawach...

Tak, to niezwykła kumulacja nieszczęścia, ale każde jedno zdarzenie zmieniło podejście Kasi do ludzi. Człowiek, którego znasz i którego nie lubisz, najpewniej też się na nich zawiódł. Nie w takiej kompilacji, ale kiedyś, na czymś - kto wie?





Ale, ale! Jakież są tego konsekwencje, pomyślał ktoś? 

Zaufanie to taka rzecz, na którą ciężko pracujemy, a jedna błędna decyzja sprawia, że je tracimy. Stracone, jest trudne do odzyskania, bo gdzieś w podświadomości pozostaje taka pustka. Niestety, współcześnie zaufanie jest towarem przereklamowanym. Każdy pragnie ufać innej osobie, ale czy sam jest osobą godną tego, by jej ufać? Niestety, znaczna część społeczeństwa nie dba o to czy ludzie jej ufają. Niedotrzymywane obietnice, spóźnienia, lekceważenie drugiego człowieka, egoizm i egocentryzm, a na samym końcu, zdrady. Każda z wymienionych rzeczy to gwałt na duszy drugiego człowieka - człowieka, który ufa lub chce ufać. 

Historia Kasi jest od początku do końca wymyślona, podobnie jak sama Kasia. Jednakże, w całej przytoczonej historii chyba każdy odnalazł cząstkę siebie, cząstkę, gdy został zdradzony? Myślę, że każdy z nas w głębi nosi konsekwencje zdrady, choć ta nie musi być wielka. Osoba, która spóźnia się za każdym razem na umówione spotkanie traci zaufanie względem punktualności. Ludzie przestaną jej wierzyć, gdy mówi, że będzie o siedemnastej. Może stać się obiektem żartów, a nierzadko również drwin. Złośliwi zaczną komentować go podczas jego nieobecności, ponieważ brak zaufania łączy się nie raz z utratą szacunku.

Nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak nasza serdeczność buduje zaufanie. W końcu, gdy ofiarujemy komuś raz pracę domową, pomoc w formie pożyczki, podwózki i te pe, odmowa stanie się nagle obrazą. Bo jak możemy odmówić pomocy? Możemy, zwłaszcza gdy nasza pomoc jest jawnie wykorzystywana, jak w przypadku Kasi. Niestety, w tej sytuacji utrata zaufania jest obustronna - my stajemy się tymi, którzy nie pomogą, a inni stają się tymi, którzy nas wykorzystali. Nie jesteśmy świadomi, jak cienka granica jest między wykorzystywaniem a byciem wykorzystywanym. Dlaczego? Ponieważ każdy z nas kogoś wykorzystuje, jak i jest przez kogoś wykorzystywany. Nie widzimy tego, ale tak właśnie jest. 

Czasami to, co mówimy o innych jest tym, co nas definiuje. Mówiąc o innych, komentując ich i obgadując, stajemy się niegodni. Dlaczego ktoś miałby nam ufać, kiedy naszą jedyną pasją jest omawianie innych? Dlaczego mielibyśmy ufać komuś, kto bez przeszkód przytoczy nam życie obcej osoby, od jej narodzin aż po dzień dzisiejszy? Sytuacja ta sama w sobie nie potrzebuje komentarza, tak sądzę. 

Fałszywe pogłoski... Tak, one potrafią zniszczyć każdego. Ploteczki, ploteczki i jeszcze raz ploteczki, by ująć w zaletach, by dodać w wadach. Mają jeden cel - ośmieszyć, poniżyć, zrównać z ziemią. Sprawić, by ktoś poczuł się lepiej, a ktoś gorzej. Nie wiem kto i kiedy miesza w naszym życiu, a o ironio, bardzo często są to najbliżsi, bo tylko oni wiedzą w którą nutę uderzyć by poleciała muzyka. 

Zdrada... Każdy kto słyszy to słowo, myśli sobie o zdradzie w związku. Dlatego właśnie od niej rozpoczęła się historia Kasi, to właśnie ona zaczęła wszystko. Z początku chciałam ją dać na końcu, jako wisienkę na przysłowiowym torcie, ale później doszłam do wniosku, że lepiej dać ją z początku. Pokazać proces, który doprowadził do zdrady. Tak, starałam się stworzyć ciąg sytuacji, które sprawiły, że Kasia przestała ufać i jak inni ludzie zniszczyli jej związek. Bo właśnie tym były wszystkie poszczególne zapomnienia, spóźnienia... One były formą zdrada jest niczym innym, jak gwałtem na duszy.

Jako dzieci jesteśmy czyści, jesteśmy nieskalani. Ufamy bezgranicznie, dlatego łatwo stajemy się ofiarą. W skrajnych przypadkach pana z samochodu, ale zazwyczaj kolegów z klasy, bardziej dojrzałych rówieśników. Zaczynamy być wykorzystywani i wykorzystywać. Uczymy się życia. Niestety, często to życie nas uczy, że nie warto być uczciwym, że nie warto oferować pomocy, że nie warto ufać. Zaufanie to słowo klucz dnia dzisiejszego, słowo klucz, który otwiera każdy akapit.  Ludzie uczą nas, że nie warto ufać. Jedna, druga, trzecia zdrada tej samej kategorii i puf, coś znika, najprawdopodobniej nieodwracalnie. Czasem wystarczy jedna zdrada, jedna niedotrzymana obietnica by zgwałcić czyjąś duszę brutalnie. 

Zgwałcona dusza staje się tajemnicza, nikomu o niczym nie mówi, nikomu nie ufa. Staje się samotnikiem, staje się Kasią z początku. Każdy z nas zmierza właśnie w tę stronę. Nie lubiliśmy jej, bo myśleliśmy, że uważa się za lepszą. Niedługo, lada dzień, każdy z nas będzie taką Kasią, może już jesteśmy? Może sprawiliśmy, że ktoś stał się nią? Może przyczyniliśmy się do tego, że ktoś z naszego otoczenia już nigdy nikomu nie zaufa? Nie musimy przecież jednej duszy gwałcić na wszystkie możliwe sposoby. Wystarczy, że my zgwałcimy raz, ktoś inny drugi, jeszcze inna osoba trzeci... 
Powiedz mi, proszę, droga Czytelniczko, drogi Czytelniku...

Ile gwałtów jest w stanie znieść Twoja dusza? 



*W całej powyższej nocie starałam się zachować neutralność, nie oceniać żadnej z postaw, ponieważ życie takie jest, że czasami nie mamy innego wyjścia. Czasem nie możemy przyjść na spotkanie, czasami przykład osoby może uratować inną... Okoliczności były, są i będą ważne...
**W podziękowaniu Detective za prośbę o napisaniu tychże przemyśleń. Sama nigdy bym na ten temat nie wpadła. 


Photo credit: peasap via Foter.com / CC BY

8 komentarzy:

  1. Ahh, trudny temat, dużo pisania, ale niech będzie! Bo jak to ja, mam swoje zdanie na ten temat, troszkę inny i po przeczytaniu tej notki, odczułem potrzebę podzielenia się swoimi przemyśleniami + uwagami odnośnie tego co napisałaś.
    Napisałaś że każdy pragnie ufać innej osoby i tutaj chciałbym zwrócić uwagę że w sumie owszem, mamy potrzebę stworzenia z jakąś garstką ludzi więzi, zaufania im, jednak nie znaczy to że potrzebujemy ufać każdemu. Co więcej, uważam że z pewnym wiekiem, tak jak uświadamiamy sobie że wkładanie ręki do ognia może skończyć się nieprzyjemnie, oraz że seks bez zabezpieczeń, grozi dzieckiem, tak też powinniśmy sobie uświadomić że ludzie są różni, jedni fajni, inni mniej fajni, a jeszcze inni to nazywając rzeczy po imieniu: zwykłe chuje. Dlatego jestem wrogiem "nie oceniaj ludzi po okładce" i "ja nie oceniam, nie powinno się od razu szufladkować". Co do okładki i oceniania, raczej nie spotkałem się z horrorem w różowej okładce w króliczki, tak jak nie spotkałem się z człowiekiem, który miałby tatuaż z logiem jakiegoś zespołu i nie byłby tego zespołu fanem (pomijam ludzi którzy przegrali zakład, tych którym zmienił się gust i inne wyjątki). Można więc zauważyć, że jednak "okładka" coś mówi nam o książce. Teraz kwestia oceniania i szufladkowania. Dam prosty przykład: Idziemy sobie ciemną uliczką, podchodzi do nas jakiś stereotypowy dres, z nożem, który ocieka z krwi, leżącej za plecami stereotypowego dresa ofiary. Owszem, niewątpliwie możemy nie ocenić człowieka i nie zaszufladkować, stwierdzić "a może chce nam pochwalić się nożem, lub tez poprosi o chusteczkę by nóż wyczyścić", jednakże wydaje mi się że rozsądniej jest zaszufladkować tego kogoś w kategorii "niebezpieczeństwo" i... uciec. I chyba jestem w stanie podjąć to ryzyko, że pomyliłem się, że on jednak chciał tylko chusteczkę, że ma na imię eee..Norbert i w przyszłości byłby moimi najlepszym przyjacielem. Jeśli w ten sposób przegapię wartościowych ludzi, to zdecydowanie akceptuję to ryzyko, trudno. Być może za to dłużej pożyję.
    Problem z ocenianiem ludzi, polega na czymś innym - gdy już raz komuś damy metkę, nie potrafimy jej zmienić. Oceniamy kogoś potem już cały czas przez pryzmat "dres", "debil", "ktoś tam", mimo że jednak zdarza nam się źle kogoś ocenić i umieścić w złej szufladce.

    Napisałem o tym, gdyż jest to o tyle ważne, że oceniając ludzi, jesteśmy w stanie już wstępnie zmniejszyć ryzyko tego, że ktoś zdradzi nasze zaufanie... gdyż po prostu kogoś takiego możemy skutecznie z grona naszych znajomych wykluczyć/mieć do niego na tyle duży dystans i nie ufać mu w 100%. Bowiem pomimo tego, że niekoniecznie zdarzenia, które przeżyła Kasia są przyjemne, to jednak czy nie była ona zbytnio naiwna, lub też po prostu... głupia?

    OdpowiedzUsuń
  2. Znowu w jedynym komentarzu się nie zmieściłem, więc part 2:
    Może to dziwny pogląd, ale pewnego dnia, uzmysłowiłem sobie że nie mam prawa powiedzieć komuś "ej Ty, wbiłeś mi w nóż w plecy!" gdyż tak naprawdę to my sami dajemy ludziom noże, odwracamy się do nich plecami i mówimy "wbijaj!". Jakim więc prawem, mamy potem do nich pretensje że wykorzystali okazje? Każdy żyje po swojemu, dąży do swojego własnego dobra, aczkolwiek czasem to własne dobro, jest przy okazji dobrem innych (np. gdy pomaganie innych kogoś uszczęśliwia = taki dobry egoizm). Nie możemy jednak zakładać że wszyscy są mili, kochani itp. Dlaczego że zaufanie polega na tym ryzyku - ja Ci ufam i liczę że nie wykorzystasz tego na swoją korzyść, ale jeśli wykorzystasz, to cóż, to moja wina bo Ci ufałem. Czy ktoś nas zmusza do ufania? Sami się na to decydujemy, a gdy ciągle dostrzegam ludzi, którzy piszą mi jak to zdradzili ich wszyscy przyjaciele, itp. itd., a potem mówią mi "no znaliśmy się już całe 9 miesięcy" to zastanawiam się, czy przypadkiem nie zbyt łatwo nazywamy ludzi "miłością życia", "przyjacielem", czy zbyt łatwo nie ufamy.
    I pisząc to, patrzę też na siebie - ja dla odmiany, pomijając jakieś drobne rozczarowania i mniejsze ukłucia (o które nie mam do innych pretensji), nigdy się nie zawiodłem na ludziach i mimo że z tego co piszę, może wyjść że jestem człowiekiem nieufnym, to raczej tak nie jest. Po prostu, nawiązując do nazwy rozdziału z książki "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" - staram się nadać psu właściwie imię. Szanuję ludzi, jednak wychodzę z założenia że Ci ludzie też powinni szanować mnie, bo jaki sens ma bycie Kasią i zadawanie się z Wiolą? Jak w ogóle można napisać: "Oprócz Moniki, Kasia miała jeszcze inną przyjaciółkę, Wiolę." W jaki sposób, Wiola była przyjaciółką Kasi? Wiem że czasem są sytuację, że ktoś jest i to już wielka przewaga tego kogoś na innymi, których nie ma, ale to dalej nie uzasadnienie by nazwać kogoś przyjacielem "tak o". Oczywiście odwołuję się do tego co napisano w tekście i staram się wyobraźnią, poza niego nie wykraczać.
    Czytałem też raz ciekawy artykuł, w którym było o eksperymencie na 2 i 4 letnich dzieciach. Przeprowadzono na dwóch grupach wiekowych, ten sam eksperyment. Nie pamiętam dokładnie w jaki sposób go przeprowadzono, ale pamiętam sens i wyniki i to właśnie na tym się skupię: Były 3 postacie, tj. trójkąt - który się wspinał po drabinie, kółko - które pomagało trójkątowi się wspiąć i kwadrat, który przeszkadzał trójkątowy, był antagonistą. W grupie 2-latków, 100% dzieciaków wybrało że chciałoby być trójkątem, bądź kółkiem (nie pamiętam proporcji, ale coś w stylu 65% do 35%), natomiast w grupie 4-latków, już chyba koło 30-40% dzieciaków, chciało być kwadratami. Wynika z tego, że z wiekiem uczymy się pewnych wzorców, które nie są nam zakodowane od urodzenia, uczmy się że przeszkadzanie innym, bycie "bee", może dawać nam pewne korzyści i że warto kimś takim być.
    Skoro zatem już 4-latki dochodzą do takich wniosków, to czemu osoby po gimnazjum i szkole średniej, nie mogą dojść do wniosku, że nie wszyscy są "nieskalani"?

    OdpowiedzUsuń
  3. Part 3:
    I to by było chyba tyle, odnośnie zaufania, zdradzania itp., chociaż mam dziwne wrażenie że coś pominąłem. Jednakże, w trakcie pisania tego komentarza i czytania po raz wtóry Twojego tekstu, nasunęła mi się jeszcze jedna myśl. Napisałaś: "Niestety, często to życie nas uczy, że nie warto być uczciwym" i zgadzam się z tym. Mam jednak pytanie, co do uczciwości, rozumianej jako mówienie prawdy:
    Mamy dzisiaj czasy fejsbuków, czasy gdy wszystko musi być, jak to mówi piosenka Daft Punków "Better, faster harder, stronger". Wszyscy wrzucają swoje jakże seksi zdjęcia, dostają miłe komentarze z emotkami i pojawia się tutaj ktoś, kto jeszcze nie nauczył się zasad i próbuje być szczery. Chcąc być miłym, pod zdjęciami kolegów/koleżanek pisze swoje prawdziwe odczucia, np. "Nie rozumiem komentarzy innych osób, na tym zdjęciu wyszedłeś/wyszłaś bardzo niekorzystnie, wolałem Twoje stare profilowe." Myślę że każdy z nas jest w stanie sobie wyobrazić ciąg dalszy takiego działania. I teraz moja teza, która jest pytaniem do Ciebie: Czy nie jest przypadkiem tak, że trochę liczmy na to że ludzie będą nas okłamywać? Że UFAMY, że nas OKŁAMIĄ, powiedzą "Kochanie, nie jesteś gruba", "tak, w tej sukience Ci ładnie", "Twoje profilowe jest świetne" itp.? Nie mówię że Ty, nie mówię że ja... ale czy u niektórych tak to nie wygląda? Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mhm... Okej. Zgadzam się co do tego, że wydarzenia kształtują ludzi. Ja nie usprawiedliwiam osób, które robią drugą osobę w konia. Z autopsji mogę napisać, że mam takie postacie po prostu gdzieś. Żyjemy w takich czasach, że można kogoś poinformować w różny sposób o tym, że "coś nam wypadło" - piszę to w kontekście spotkania. Na zaufanie bardzo długo się pracuje, gdy raz je straciliśmy - uważam, że czasami nawet nie da się go odzyskać. Bowiem, jeśli ktoś nas raz zdradził, to później będzie to robił chociażby w naszych myślach. Wykorzystywanie wykorzystywaniem, a pomoc pomocą. Zależy kto, co, komu...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam na imię Kasia, charakterystyka powyżej.
    Notka męcząca, życie tamtej Kasi niebezpiecznie przypomina scenariusz "Dlaczego ja?". Piszesz notki ciekawe, ale i przesadzone, pretensjonalne, ta niestety należy do tej drugiej kategorii.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam na imię Kasia. Charakterystyka znajduje się powyżej.
    Z Twoim blogiem mam pewien problem: czasem piszesz naprawdę ciekawie, ale przeważnie notki są przeraźliwie sztywne, pełne na siłę wciskanych pytań. Tu mamy niestety drugą opcję. Temat przedstawiony wyjątkowo niestawnie, a historia Kasi wygląda jak scenariusz odcinka "Dlaczego ja?".
    Mam pytania: jak Ci się pisało tę notkę? Zmuszałaś się, czy pisałaś jak zwykle?

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam na imię Kasia. Charakterystyka znajduje się powyżej.
    Z Twoim blogiem mam pewien problem: czasem piszesz naprawdę ciekawie, ale przeważnie notki są przeraźliwie sztywne, pełne na siłę wciskanych pytań. Tu mamy niestety drugą opcję. Temat przedstawiony wyjątkowo niestawnie, a historia Kasi wygląda jak scenariusz odcinka "Dlaczego ja?".
    Mam pytania: jak Ci się pisało tę notkę? Zmuszałaś się, czy pisałaś jak zwykle?

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny artykuł. Wszystko co się dzieje w naszym życiu, kształtuje nas samych, niejednokrotnie doprowadzając do postaw, których inni nie rozumieją. Tylko jak sobie radzić z takimi gwałtami zadanymi naszej duszy? Wiele można znieść, oczywiście to zależy od progu wytrzymałości, jednak nigdy na daną sprawę, nie będziemy już patrzeć w ten sam sposób. Dojdzie do utraty zaufania, o którym wspominasz. Ludzi zaczniemy traktować z większym dystansem i rezerwą.
    Z przyjemnością mi się czytało :)

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.