• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

środa, 29 kwietnia 2015

#51 Akt (nie)mocy twórczej

Robisz sobie kawę, herbatę lub inny napój, który pozwala Ci w procesie twórczym. Szykujesz sobie gniazdo - ulubione krzesło, poduszka, kącik. Playlista już gotowa, kursor miga na białym ekranie. Załatwiłeś wszystkie swoje sprawy, nie pozostaje nic innego jak zasiąść niczym maestro i... Twoje palce zamierają w bezruchu nad klawiaturą. Cisza. Nic nie stuka. Kursor dalej miga. Pustka kartka. Pusta głowa. Wstajesz, robisz kilka przysiadów, a potem zaczynasz krążyć po pokoju. Jedno kółko, drugie, trzecie. Jesteś niczym sęp wypatrujący swej ofiary - pomysłu. W końcu widać wydeptaną ścieżkę w podłodze, a Ty nadal nic. Siadasz na krześle, znów wstajesz i zaczynasz krążyć. W końcu zaczynasz wszystko układać, jakby gdzieś pod wypranymi, ale nieschowanymi ubraniami, schowała się wena twórcza. Ta, niestety, jest mistrzynią gry w chowanego. Nie znajdziesz jej, nie łódź się. 

W końcu, po kilku dniach umierania, postanawiasz poszukać jej u kogoś innego. Zaczyna się maltretowanie Twoich bliskich, znajomych, rodzinę. Po prostu wszystkich, których zdanie się liczy. Wenę mają, pomysły mają, ale Ty... Cóż. Nie bardzo wiesz jak to ugryźć. Lista rośnie, ale kursor dalej miga na białej kartce. Nic. Zero. Dochodzi do tego, że masz całą listę tematów, ale co z nimi zrobić? 


Masz tematykę o wiośnie. W końcu jest za oknem, kwiaty kwitną, drzewa zielenieją, trwa jest jakby miększa pod nogami. Przebiśniegi zalegają w parkach i na chodnikach, aż strach nogę postawić gdziekolwiek. Możesz ponarzekać na właścicieli psów, że nie sprzątają po czworonogach. Tylko krótko jakoś wyjdzie. Nie jesteś alergikiem, więc nie pisać o alergiach, pyłkach i innym dziadostwie unoszącym się w powietrzu. Pogoda. No w sumie można ponarzekać, bo raz jest gorąco, że aż prosi się o rozebranie, a zaraz zawieje lekko wiaterkiem i masz wrażenie, że zima chowa się za rogiem i dmucha Ci po pośladkach. Może o zakochanych? Wiadomo, ciepło i sprzyjająca aura sprzyja parom na ulicach, które... No, o parach można pisać dużo, właściwie chyba wszyscy o nich piszą. Nie chcesz być jak wszyscy, więc odpuszczasz. Dobra, wiosna na inny dzień. Nie masz nic sensownego do napisania. 

Może o gotowaniu? Lubisz gotować, ale czy Ci to wychodzi? Co więcej, przy Twojej częstotliwości narzekania na kucharskie blogi zakrawałoby to o hipokryzję. W końcu łatwo wejść na losowy, internetowy przepis, ugotować to i napisać jeszcze raz, z błyskotliwymi uwagami? Przy czym błyskotliwe to pojęcie względne? Oglądasz akurat Top Chef i jakoś tak... Nie. Gotowanie to nienajlepszy pomysł. 

O, super pomysł. Poradnik jak żyć. Olbrzymi potencjał w trzech słowach, temat marzenie. Wtem przypominasz sobie o wszystkich porażkach, błędnych decyzjach i tym, jak aktualnie radzisz sobie z obowiązkami. Entuzjazm z Ciebie ulatuje jak z dziurawej lali. Opierasz się o fotel, kładziesz dłonie mentorsko na brzuchu i patrzysz w pusty ekran. Kursor miga. Masz wrażenie, że odlicza czas do Twojej egzekucji. Postanowiłeś, że coś napiszesz, ale co się dzieje? Gdzie Twoja wena? Wzdychasz, wstajesz i znów szukasz weny po pokoju. Potem idziesz do kuchni i szukasz jej w lodówce, przy okazji robisz sobie kanapki. Nic. Nadal nie ma. 

Siadasz przy komputerze, wcinasz kanapki i myślisz. Gdzie jest pomysł? Gdzie jest wena? Przeglądasz stare dokumenty. O rety! Jest ich prawie trzydzieści! Trzydzieści pomysłów, które kiedyś chciałeś wykorzystać, ale nie miałeś czasu i odłożyłeś je na potem. Trzydzieści Twoich pomysłów, które teraz patrzą na Ciebie pusto z ekranu, a Ty masz wrażenie, że rzucają na Ciebie wyrok. W końcu zamykasz kopie robocze, przecierasz twarz dłońmi. Co zrobić? Niektórzy ratują się pytaniem na grupie. Inni czytają blogi innych, znajdują ich przemyślenia a następnie tworzą kontrę. Co robić? Co robić?

Co ja zrobiłam? Opisałam to, jak walczę z niemocą twórczą. To wszystko na ten moment, raczcie mi wybaczyć za ten jakże bezsensowny post, który zajął mi godzinę z życia. Kłaniam się i życzę miłego dnia. 

5 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze opisane poczucie braku weny, choć przyznam, że ze mną akurat tak nie jest. Weny nie ma, na razie nie będzie, więc nie maltretuję mojej rodziny i znajomych, by zaserwowali mi jakiś pomysł. Pomysł się znajdzie, prędzej czy później, ale jednak.
    Zostanę tu na dłużej, bo warto czerpać inspirację od takiej osoby jak ty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha świetne! :D Napisałaś tak długi post o tym ,że nie masz o czym go napisać :D Jestem pod wrażeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fabuły, fabuły to odpowiedź :)
    Poprzedni wygląd bloga był moim zdaniem ciekawszy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam już opinię, że ten szablon aż zaprasza do lektury i mnie też się podoba, jest bardziej "przyjazny" ;) Ale dziękuję za ocenę :D Cieszę się że zmiany nie zostają bez echa

      Usuń
  4. Wena lubi sobie pofikać i pograć nam na nosie. Mam dokładnie ten sam problem jeśli chodzi o tworzenie opowieści. Utknęłam gdzieś w środku i od dobrych kilku lat otwieram ten nieszczęsny plik worda i patrzę pustym wzrokiem na rzędy wyprodukowanych przeze mnie literek. Gdzieś tam w głowie pojawia się myśl, by kontynuować, bo przecież masz już 3/4 gotowej książki... z drugiej strony nie potrafię. Nie mogę i nie wiem skąd się to bierze. Coś uciekło, zablokowało się i choć staram się to nie wychodzi. Nie jest znowu tak, że kompletnie zero... bo czasem siadam i gładko mi się skrobnie jeden rozdział, może jego pół... ale najczęściej właśnie płakać mi się chce.

    Wena jest okrutna, natchnienie jeszcze gorsze, a dobry pomysł? O tym to już można sobie pomarzyć. http://ekspresem-przez-zycie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.