• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

sobota, 4 lipca 2015

#61 Hangover - zamach w Tunezji



Sprawozdanie z zamachu w Tunezji. Zabijał na plaży, na basenie i w hotelu! 

Kto z nas nie marzy by wyjechać na kilka dni za granicę, gdzie słońce jest pewne, woda w morzu gorąca, a kelner z uśmiechem podaje schłodzone napoje? Marzymy o tym. Co więcej, krok po kroku zbieramy grosz do grosza, aż mamy wystarczająco dużo, by pozwolić sobie na tydzień laby. Jedni zbierają na to rok, albo lata, a inni z kolei biorą kredyt. Marzymy o tym i co ważniejsze, realizujemy te marzenia. Niestety, jak to powiedział Abbadon w książce Siewca Wiatru:
Uważajcie o co prosicie, bo przy odrobinie pecha możecie to otrzymać. 
 Tak właśnie miały osoby, które wyjechały to Tunezji na wakacje. Nie mówię o tych, których ściągano. Mówię o zamachu w Tunezji. O trzydziestu ośmiu ofiarach. Mówię o tych, którzy walczyli o życie. Mówię tutaj między innymi o moich rodzicach, którzy tamtego dnia byli na tamtej plaży; o ludziach, którzy opowiedzieli jak to naprawdę było.

Mama:
Przyjechaliśmy dopiero do hotelu w czwartek popołudniu, więc niewiele mieliśmy z tego dnia. Piątek miał być pierwszy prawdziwym dniem urlopu. Poszliśmy z ojcem na plaże, bo wiesz, że uwielbiam zbierać muszelki. Było gorąco, więc tata poszedł pływać. Morze pełne glonów, fale, więc nie potrafiłabym popływać. Chciałam wrócić do hotelu; wróciliśmy razem.

Tata:
Najgorsze jest to, że przeszliśmy przez tamtą plażę. I poszliśmy dalej, aż w końcu Twojej mamie znudziło się zbieranie muszelek, bo nie było ich za wiele. Poza tym, w morzu były fale i glony, więc ogólnie jej się nie podobało. Zawyrokowała, że wraca na basen, a ja poszedłem z nią. 

Mama: 
Nie minęło nawet piętnaście minut jak rozłożyliśmy się na hotelowych leżakach. Koledzy pytali nas jak morze; powiedzieliśmy im o glonach i falach. Stwierdzili, że chcieli pójść, ale teraz zrezygnowali.  Ja rozmawiałam z koleżankami, a tata poszedł do baru. Usłyszałam jak strzelają, ale myślałam, że to petardy. Na początku tak to brzmiało.

Tata: 
Ja w tym czasie byłem przy barze, odbierałem kawy. Nie słyszałem co się stało, ale widziałem panikę ludzi pracujących w hotelu. Zaczęli wszystkich ściągać do środka. Poszedłem po mamę. Widziałem obsługę basenu krzyczącą coś i wskazującą na plażę. Wiedziałem, że coś się stało. "Karina, chodźmy, coś się dzieje." Uszliśmy kilka metrów a Twoja mama chciała wrócić po sukienkę. Nie pozwoliłem jej. Słyszeliśmy, jak za murem strzela. Był blisko. 

Mama: 
Nie wiedzieliśmy  co się dzieje. Ludzie w panice uciekali z plaży, wszyscy szybko do hotelu. Nigdy nie widziałam czegoś takiego. Jeden mężczyzna był mokry jakby dopiero co wyszedł z wody. Hol hotelu był cały z marmuru. On niósł dziecko i poślizgnął się na schodach. Ludzie w ostatniej chwili złapali to dziecko; on wyrżnął głową o stopień. Wszędzie pełno krwi. Wszyscy się bali. Jedna kobieta miała podrapane plecy i by nie wzbudzać paniki, przykryła je ręcznikiem. Ktoś zauważył przebijającą się krew; zaczął krzyczeć, że postrzelona jest.

Tata:
Nigdy nie widziałem takiego strachu w ludzkich oczach. Wszyscy się bali; my się baliśmy. Czekaliśmy na wieści. Obsługa tylnymi korytarzami prowadziła nas do pokoi, zabronili wychodzić. Bali się; wiedzieli co się dzieje. Cały czas słyszeliśmy strzały. Potem wybuch. Nie wiedzieliśmy co się dokładnie dzieje, ale uwierz mi, wiedzieliśmy, że nic dobrego. 

Mama:
Zastrzelili go na drodze prowadzącej do naszego hotelu. Gdyby tego nie zrobili, kto wie, czy nie wszedłby do nas i nas wszystkich nie wystrzelał. 

Tata:
Był z nami kolega, ratownik medyczny. Był wtedy na plaży. W pierwszym momencie zaczął uciekać jak wszyscy, ale zawrócił. Wiedział, że może pomóc, więc zawrócił. Natrafił na Anglika. Postrzelone ramię, udo, kula przeszła przez brzuch i rozpłatała skórę. Widoczne wnętrzności, niewiele brakowało a by wyciekły. Mówił wtedy do niego łamaną angielszczyzną, że wyjdą z tego cało, że go nie zostawi, że wszystko będzie dobrze. Kiedy jednak padły kolejne strzały, ten postrzelony, w krytycznym stanie człowiek uciekł tak szybko, że nasz kolega nawet nie wiedział kiedy, a pozostał po nim tylko ręcznik. 

Mama: 
Potem też uciekł, schował się w barze plażowym. Na plażę prowadziła pusta droga - nic, za czym można by się schować przed kulami. Gdyby ten człowiek był wcześniej tam, zabiłby ich wszystkich; wszystkich plażowiczów. Jednak miejscowi sklepikarze i mieszkańcy wszystkich u siebie ukryli. Otworzyli drzwi i zwoływali ludzi; gdyby nie oni, ci wszyscy ludzie zginęliby. Były tam osoby z naszego hotelu, opowiadały, jak siedzieli w tych domach i słyszeli, jak biegnie i strzela. Domy i samochody, wszystko zniszczone. Miejscowy budowniczy rzucał w niego kamieniami.

Tata: 
Wiesz co jest najgorsze? On nie był tylko na plaży. Szedł przez plażę z karabinem przy boku i nikt go nie zatrzymał; wszyscy na niego patrzyli. W końcu dotarł do przedostatniej hotelowej plaży i zaczął strzelać do ludzi leżących na leżakach. Do bezbronnych, leżących ludzi. Do dzieci. Nikogo nie oszczędził. Później wbiegł na basen hotelowy. Brama nie była strzeżona; nikt nie próbował go zatrzymać. Zabił kolejnych ludzi na basenie, a następnie wbiegł do hotelu. Do środka; mówiono, że na recepcji odpalił bombę z odłamkami szkła i gwoździ. Zabił w ten sposób kolejnych. Później wrócił przez basen na plażę i uciekał.

Mama: 
Było małżeństwo z małym dzieckiem. Uciekli z plaży, zostawiając wózek; właściwie wszystko. Wyobraź sobie, przez tę chwilę ich okradziono. Okradziono większość osób, które zostawiły cokolwiek na plaży. Później jeden z naszego hotelu chodził i prosił o pożyczenie telefonu; chciał zablokować swój telefon, ale nikt nie chciał mu pożyczyć.

Tata:
Kiedy ten zamachowiec szedł przez basen hotelowy, usłyszał ludzi za sobą. Odwrócił się i  chciał ich zabić. Chłopak z obsługi, nastolatek, stanął między nim a turystami, zasłonił ich własnym ciałem. Zawołał za nim "Allah Akbar", , a ten odpowiedział mu "Nie przyszedłem tutaj po ciebie, idź do domu". Zamachowiec nie wrócił po tamtych turystów; poszedł dalej. Ten chłopak uratował im życie. 

Mama: 
Ten nasz kolega, ratownik medyczny, opowiadał jak schował się z miejscowymi w sklepiku. Kiedy było po wszystkim, kiedy tego człowieka zastrzelono, na trzynaście osób ukrywających się, tylko on nie miał broni. Wszyscy mieli. Wszyscy, k*rwa, mieli broń, pistolety, a nikt go nie zatrzymał. Nikt nawet nie próbował. Zginęło tylu ludzi i zginęliby kolejni, gdyby go nie zatrzymano. Zostało mu jeszcze magazynków, podobno miał ładunki wybuchowe. Kto wie co by się stało, gdyby dotarł do naszego hotelu?

Tata:
Mogliśmy wrócić, wszyscy wracali. Na cały hotel ponad pięciuset osobowy zostało tylko sto pięćdziesiąt osób. Całe wybrzeże opustoszało. W ciągu trzech dni ponad połowa personelu straciła pracę, a kolejna połowa straci wkrótce. Jak przyjechali turyści z Czech, to pensjonariusze się popłakali. Kiedy byliśmy na mieście, to miasto było praktycznie puste. Taksówkarze się o nas o mało nie pobili, a było nas szesnaście osób. 

Mama:
Strach był przez cały czas. Ledwie coś trzasnęło, wszyscy byli na nogach gotowi do ucieczki. Wszyscy piliśmy. Najbardziej ten ratownik, ten nasz kolega. Próbował zapić wspomnienia. Był tam, w środku tego wszystkiego. Nikomu nie życzę takich wakacji, nikomu.

Tata:
Najgorsze jest to, że ten jeden człowiek zniszczył całe państwo. Niech nikt mi nie mówi, że jednostka nie ma siły sprawczej, bo tamten morderca pokazał, że ma. 


Mogło wyjść trochę chaotycznie, ale zapisałam wszystko tak, jak opowiadali. Oni mieli Hangover, wakacje na kacu, ale to ja przeżywałam koszmar w domu. Wiedziałam, że nic im nie jest - napisali sms, że wszystko dobrze i siedzą w hotelu. Jednak nie mogłam przestać się martwić, aż do momentu, jak zobaczyłam ich na lotnisku.
Tak jak oni nie życzą nikomu takich wakacji, tak ja nie życzę nikomu takich stresów.



7 komentarzy:

  1. Przerażające.
    Natomiast mnie w tym wszystkim zastanawia dlaczego z taką nonszalancją reklamowano wszystkim Tunezję. Dokładnie dzień po zamachu jadąc do pracy otworzyłem sobie w pociągu miesięcznik "Podróże" i zobaczyłem reklamę właśnie tej miejscowości. I naprawdę gdyby to się wydarzyło w Hiszpanii, w Grecji, w Chorwacji, nawet w Turcji to nie powiedziałbym złego słowa na kogoś kto wymyślał takie reklamy. Ale Tunezja? To można było przewidzieć. Oczywiście to nie chodzi o to żeby nikt miał do Tunezji nie jechać, ale polecanie na taką skalę ludziom, którzy nie mieli pojęcia o napięciach i sytuacji w tym kraju jest naganne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat magazyn można wytłumaczyć tym, że do druku jest gotowy wcześniej i że nie zawsze zdążą wyedytowac. Do tego czas druku i rozprowadzenia po sklepach...
      Fakt faktem, można było temu zapobiec.

      Usuń
  2. Straszna historia...Słuchając tego w TV jest inaczej, a całkiem inaczej, gdy znajdzie się tam ktoś nam bliski lub my sami...cieszę się, że Twoi rodzice wrócili cali i zdrowi, to jest w tym momencie najważniejsze !
    thesimlyred.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) tez.się ciesze, dziękuję za odwiedzenie mojego bloga

      Usuń
  3. Wszyscy wyrażają głębokie kondolencje rodzinom ofiar tej tragedii, osoby będące świadkami tego wydarzenia jeszcze długo będą o niej pamiętać. Dobrze, że w przypadku twoich rodziców historia potoczyła się w ten sposób.

    Należy pamiętać, że Tunezja oparła się fali radykalizacji w tamtym regionie świata, płacą w ten sposób straszliwą cenę bo przez jednego fanatyka ich wizerunek po raz kolejny legł w gruzach. Organizacje terrorystyczne robią wszystko by dopiec nowym władzom. Zamachowiec skrzywdził tak naprawdę własny kraj bowiem turystyka to jedna z najistotniejszych gałęzi tunezyjskiego przemysłu.

    Ja wierzę, że większości tamtejszego społeczeństwa zależy by kraj się rozwijał a problem ekstremistów został rozwiązany inaczej z kraju zostaną zgliszcza.

    Dzisiaj Tunezja wprowadza stan wyjątkowy, oby tym razem władze postąpiły bardziej zdecydowanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak robale zjadaja nas od srodka, ostatnie zamachy w Europie pokazuja o skali problemu. Pontony i lodzie dryfujace u wybrzezy Wloch sa swietnym sposobem na wpuszczenie wiekszej ilosci Robactwa do Europy.
    Europa i Stany, swiat cywilizowany w ktorym licza sie prawa czlowieka i ze kazdemu nalezy sie sprawiedliwy sad. Panstwa Islamskie, zero praw czlowieka i jakiegokolwiek poszanowania. Mordowac i jeszcze raz mordowac tylko to ich interesuje, bo jaka to pewnosc maja kim sa ofiary jesli na oslep zabijaja bezbronnych ludzi na plazy? Skad wiedza jakiego sa wyznania i jakie poglady glosza? Koran w tym przypadku to wymowka do zwyklych atakow terrorystycznych, aby zworcic na siebie uwage i "zyskac" na popularnosci. Ci wszyscy co chca wstepowac w ich szeregi to zaslepieni glupcy i nie jednokrotnie wyrzutki spoleczenstwa (patrz "JIhadi John"). Jesli bedziemy sie z nimi rozprawiac, w "cywilizowany" sposob boje sie, ze mozemy nie zdarzyc, bo tu nalezy zwolac stan nadzwyczajny i tepic ta zaraze zanim sie jeszcze bardziej rozpleni.

    Pan Absztyfikant

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni się zgadzam, mimo iż uważam siebie za osobę tolerancyjną. Ich nie można zwalczyć humanitarnie, wg prawa, bo sami tego nie robią. Walczą nieuczciwie. Ogień zwalczaj ogniem, jak to mówią.

      Powiem szczerze, Panie Absztyfikancie, bałam się, że już Pana nie zobaczę. Miło mi znów Cię widzieć. Gdyby się kiedyś nudziło, zapraszam na fejsbukową pogawędkę.
      Pozdrawiam, Kot.

      Usuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.