• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

niedziela, 5 lipca 2015

#62 Jak to jest być katalizatorem?



Odpowiem od razu na pytanie zawarte w tytule: do bani. Zawsze tkwię między młotem a kowadłem, między tym co chcę zrobić a co wypada zrobić. Zawsze jestem tym cholernym bezpiecznikiem, katalizatorem. Kiedy dwie strony się pokłócą, zaraz przychodzą do mnie na skargę. Jedna mówi jedno, druga mówi drugie. Obie mają rację, a najgorsze jest to, że nie mogę być po stronie ich obu. Dlaczego? Ponieważ zaraz słyszę, że nigdy się z nikim w pełni nie zgadzam. To denerwujące. 

Denerwuje mnie to o tyle, że prawda zawsze jest pośrodku. Kiedy strona A opowiada mi o pewnym wydarzeniu, wiem, że ma rację. To jej postrzeganie - wie jakie miała zamiary, jak zostały one odebrane, jak została potraktowana. Nie przekręca faktów, bo nie ma jak przekręcić. To jej postrzeganie, to jej racja, to jej cholerna dupa. Następnie strona B opowiada mi o tym samym wydarzeniu, ale zawsze mam wrażenie, że mówi o czymś zupełnie innym. Zupełnie inne cele, zamiary i odbieranie tej samej sytuacji. Ona również ma rację. Pytanie, kto ją ma w ostateczności? Nikt. I tego też nikt nie potrafi zrozumieć.

O tym, kto tak naprawdę ma rację mogę zadecydować dopiero w momencie, kiedy jestem przy danym wydarzeniu obecna. Wtedy widzę i wiem, kto ma rację albo kto nie ma, kto jak postrzega taką sytuację. Wtedy mogę być tym cholernym katalizatorem i załagodzić spór, bo wiem, kto ma rację i potrafię potłumaczyć. Kiedy mnie nie ma, to co mogę zrobić? Wysłuchać. Nic więcej. Mogę posłuchać, próbować coś ewentualnie potłumaczyć, ale nie stanę po niczyjej stronie. Nie było mnie, nie widziałam, nie wiem, więc nie powinnam. Niestety, nie jest to tak oczywiste. 

Słuchanie nie powinno być męczące, ale jest. Jest o tyle, że gryziesz się w język i starasz przemilczeć się jak najwięcej - nie powinnam się wypowiadać, skoro mnie przy tym nie było. Nie raz jednak cisną mi się na usta komentarze, bo znam tę osobę. Wiem jak reaguje, jak się zachowuje, jak ubiera myśli w słowa. Może nam się wydawać, że jesteśmy kulturalni, ale prawda jest taka, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. To co dla mnie jest podłogą, dla innych jest sufitem. Dlatego staram się trzymać język za zębami, ale jak mówiłam, nie jest to ani proste, ani łatwe, bo sama siebie wypalam.

Chciałabym komuś wytknąć wady i potknięcia, ale nie robię tego. Zagryzam zęby - jestem katalizatorem, a nie oliwą dolewaną do ognia. Dlaczego ktoś może po prostu reagować jak choleryk, narzekać, w kółko opowiadać o tym samym, mieć pretensje do całego świata, a ja muszę tego słuchać w milczeniu, kiwać głową nawet kiedy się nie zgadzam? Dlaczego kiedy ja reaguję jak choleryk w podobnej sytuacji, to nikt w stosunku do mnie nie ma tyle wyrozumiałości. Odechciewa się być katalizatorem, tym cholernym bezpiecznikiem. 

Będąc bezpiecznikiem między ludźmi, których lubię i szanuję, czuję się jakbym tańczyła po polu minowym. Zły krok sprawi, że pokłócę się z jedną albo z drugą stroną; a co gorsza, obie strony oczekują ode mnie ruchu. Kiedyś myślałam, że ludzie przychodzą do mnie bym godziła zwaśnione strony, bo była to oznaka zaufania i szacunku. Teraz wiem, że to wyrok. Jeśli ktoś chce zrobić z Ciebie bezpiecznik w sporze, nie gódź się na to. Nigdy. Bo bycie katalizatorem/bezpiecznikiem jest po prostu chujowe.

4 komentarze:

  1. Ha! Cały czas się zastanawiam, jak to jest, że tak często udaje Ci się trafić w samo sedno i opisać uczucia, które niejednokrotnie podzielam. Tak przynajmniej jest w przypadku tej notki; bez problemu potrafię pojąć, co masz na myśli, bo często sama jestem w podobnej sytuacji i zastanawiam się, jak załagodzić spór i przemówić moim znajomym do rozsądku, nie narażając się przy tym na przykre uwagi. Jak to trafnie ujęto, "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" (swoją drogą, dobrze, że przytoczyłaś to powiedzenie; idealnie pasuje do opisywanej sytuacji), a nie każdy potrafi zrozumieć, że prawda leży po środku. Szczególnie spodobało mi się to, co napisałaś w pierwszym akapicie, że w gruncie rzeczy obie strony mają rację. ;)
    Taka uwaga: nie wiem, czy dobrze pojęłam Twoje intencje, ale jesteś pewna, że "katalizator" to odpowiednie słowo? Jak dla mnie można powiedzieć, iż katalizator to coś, co określasz mianem dolewania oliwy do ognia. W końcu używamy go, by sprowokować reakcję. Aczkolwiek jest już późno, więc możliwe, że to tylko ja szukam dziury w całym.
    Pozdrawiam,
    Fran

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie masz rację z katalizatorem, tylko że jest to substancja, która ogranicza potencjał. Tzn. zamiast wielkiego bum jest mniejsze bum. Dlatego użyłam słowa katalizator - nie zapobiegam sporom, pilnuję jedynie, by nie nabrały na sile.

      Dziękuję Ci za komentarz, moja droga. Cieszę się, że nie tylko ja patrzę na to w ten sposób. Ba, że mogę mieć rację, gdzie od kilku godzin przekonuje się mnie, że nie mam w ogóle racji. To wiele dla mnie znaczy :)
      Pozdrawiam ciepło, Kot.

      Usuń
  2. Bardzo nie lubię takich sytuacji, a często niestety w nich uczestniczę. Wtedy zawsze jestem postawiona pod murem i muszę wybierać - nigdy tego nie robię, zazwyczaj mówię to co myślę i wtedy dodatkowo mi się obrywa, że jak ja mogę nie zauważyć tego, że tamta jest zołzą, a ona ma racje. Nie wiem czy jest na to jakaś recepta. Tak źle, a i tak nie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ich pogodzić, nigdy nikogo. Najgorsze jest to, że ludzie nie są wyrozumiali w stosunku do innych.

      Usuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.