• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

wtorek, 6 października 2015

#83 Dlaczego lubię być studentem?

Photo credit: mer chau via Foter.com / CC BY


Kiedy człowiek ma dość sesji, studiów i użerania się z wykładowcami, studentami i całą masą problemów, naturalna jest niechęć do studiów. Kilka miesięcy temu, w okresie kończącym studia napisałam bardzo wylewny post o tym, „Dlaczego nie lubię być studentem”. Jednakże, po okresie wakacyjnej stagnacji i nudy, gdy nie widziałam ludzi przez długi, długi czas, odnalazłam kilka powodów, dla których uwielbiam być nie tylko studentem, ale być studentem dojeżdżającym. Dlatego, w kontrze do poprzedniego postu, przedstawię kilka faktów.

Komunikacja miejska
Masz czasami ochotę pobyć sam ze swoimi myślami? Albo w spokoju poczytać książkę? W domu bezustannie rodzice zaganiają do roboty, kot depcze stronice, gra telewizor, mama co chwilę wchodzi do pokoju i zostawia otwarte drzwi w chwili, gdy wychodzi. Codzienność nastolatka. Nie spotyka mnie na co dzień nawet połowa tych rzeczy: nie mam drzwi w pokoju, telewizor rzadko słyszę gdy siedzę u siebie w pokoju; gorzej z kotem i obowiązkami domowymi. Dlatego godzina w autobusie to dla mnie idealny moment na założenie słuchawek, włączenie ulubionej muzyki i co ważniejsze, zostawienie mnie z moimi myślami. Jazda autobusem to najbardziej kreatywny czas w ciągu dnia; siedzę i albo patrzę za okno, albo opieram głowę o okno i drzemię, cały czas napędzając myśli w stronę kreatywnej twórczości. Połowa tematów, jak i nie całe noty powstawały w mojej głowie w trasie do autobusu, włącznie z poprzednią, o kropce nad „i”.

Czasami, w autobusie, spotykam znajomych, których nie widziałam całe lata. Wówczas siadamy i prowadzimy luźną, niezobowiązującą pogawędkę o mało istotnych tematach, umilając sobie jednocześnie godzinę jazdy. Sporadycznie poznajemy nowe osoby; a to przystojniak na drugim końcu się patrzy i uśmiecha, a to dziewczyna obok zagląda niepewnie. Autobus to skarbnica, choć częściej po niej klnę jak chwalę.

Znajomi
Kiedyś moja koleżanka z okresu gimnazjum powiedziała bardzo mądre słowa na temat młodzieży szkolnej. „Nie muszę ich lubić, jak oni nie muszą lubić mnie. Jesteśmy losową zbieraniną ludzi z zupełnie różnych środowisk i miejscowości, nic nas nie łączy poza faktem, że musimy uczęszczać do tej szkoły i na te lekcje”. Właśnie tym jest szkoła podstawowa, gimnazjalna i średnia. Zlepkiem losowych ludzi. Idąc na studia, spotkamy już zupełnie inną zbieraninę; zbieraninę osób, które przyszły do tego miejsca z podobnych pobudek do Twoich. Lubisz pisać opowiadania, prowadzisz bloga, fascynujesz się literaturą zamierzchłych czasów, a może chcesz zostać dziennikarzem lub nauczycielem języka polskiego? Coś nas łączy, nawet jeśli jesteśmy zupełnie odmienni, różni.

Kiedy w pierwszym semestrze poznałam kilka osób, zastanawiałam, skąd oni się urwali. Są dziwni, inni, nie pasujemy do siebie i nigdy się nie dogadamy. Po dwóch latach razem; po niezliczonej ilości zaliczeń, udostępnionych notatek, zmów milczenia i ucieczek na piwo dochodzę do wniosku, że bez tych ludzi będzie pusto. Odnalazłam wspólny język z tymi, z którymi się nie spodziewałam. Niektórych odkryłam dopiero rok temu, innych na samym początku, jeszcze inne osoby poznaję. Nie ma znaczenia jak dobrze się znamy, jesteśmy mimo wszystko podobni. Mamy podobną dolę na uczelni. Dlatego ucieszyłam się na ich widok,  widok studentów czekających na egzamin; jak oni cieszyli się na mój, przybywającej wiecznie na ostatni moment.

Wiedza
Wiedza to coś, co zdobywa się na uczelni samemu. Pewną część informacji dostajemy na tacy, ale całą pozostałą część musimy odnaleźć sami, w bibliotekach, w podręcznikach i czasopismach, w Internecie. Na studiach nie ma zadań domowych, więc teoretycznie jest „lajtowo”. Koleżanka z uczelni słusznie powiedziała: „Chodziliśmy do szkoły średniej, bo musieliśmy. Myśleliśmy, że to zło konieczne, że na studiach chodzi się jak się chce. Gówno prawda. Wystarczyło mieć 50% obecności i zdawało się semestr, a tutaj? Spróbuj mieć więcej niż jedną nieobecność, do tego usprawiedliwioną zwolnieniem lekarskim”. W praktyce znów nie jest tak strasznie; nie wszyscy sprawdzają obecność, nie wszyscy się nią przejmują. Są służbiści, ale oni są wszędzie.

Wiedza, którą pozyskiwało się w szkole, była wiedzą ogólną. Wszyscy to wiedzieli; zarówno sprzedawczyni w sklepie, jak i kierowca autobusu, nauczycielka, uczeń profilu matematycznego i uczeń profilu humanistycznego. Wszyscy uczyli się tego samego. Na studiach jest inaczej; poznajesz elitarne informacje tej dziedziny. Możesz „zabłysnąć” w towarzystwie anegdotkami, możesz pochwalić się znajomością detali o Mickiewiczu, jakich w szkole nigdy nie poznasz. Nawet my, studenci, mamy zupełnie inny zakres wiedzy. Filologia polska to nie tylko czytanie książek i pisanie wypracowań; czasami mam wrażenie, że to najmniejsze obowiązku studenta. Studiuję edytorstwo i redakcję tekstu, wiem jak edytować tekst, potrafię projektować okładki w programach profesjonalnych, wiem jak powinna wyglądać korekta; poznałam fachowe nazewnictwo i zaznaczanie. Student dziennikarstwa również ma pewien zakres tej wiedzy, ale tylko zakres; posiada za to dużo większe obeznanie w gatunkach, wie jak napisać dobry artykuł, wie jak konstruować tekst do czasopisma. Nasza wiedza nachodzi na siebie tylko we fragmentach i zawsze możemy się dowiedzieć czegoś fajnego od drugiej osoby. W szkole tego nie było, w szkole wszyscy wiedzieliśmy to samo.

Okienka
Pomijając fakt bezsensowności okienek, czyli marnotrawienia cennego czasu na oczekiwanie na kolejne zajęcia, mogę powiedzieć, że to bardzo fajny okres. Jest to moment, kiedy mogę usiąść na spokojnie z koleżankami z uczelni, odłożyć notatki na bok i porozmawiać; po prostu porozmawiać o życiu, o doświadczeniu, o nas. Naszym ulubionym miejsce jest rzadko używana klatka schodowa za budynkiem, z widokiem na parking. Siedzimy albo na stopniach, albo na ławeczce i patrzymy na parkujące samochody; obgadujemy śmiesznie wyglądające osoby. To taka chwila przerwy; chwila oddechu w bitwie o zaliczenie semestru. Każdy student narzeka na okienka, każdy, ale jednocześnie każdy z nas dobrze je wspomina. Wyjścia na piwo, wspólna nauka, albo po prostu rozmowy, które działają lepiej niż niejeden psycholog.

Być oczytanym
Pisałam w poprzednim artykule, że na studiach należy być oczytanym i znać odpowiedzi na każde pytanie. Cóż, nie jest to do końca prawdą. Są wykładowcy, z którymi można normalnie porozmawiać o życiu, pośmiać się i pożartować, a wiedza jest czymś, co zdobywamy przez całe życie i mamy prawo „nie wiedzieć”. Niestety, są też tacy, dla których nasza niewiedza jest brakiem kompetencji idącym w parze z „nie powinno cię tu być”. Miałam przyjemność mieć zajęcia z panią magister o tym, że nie powinno się przyjmować studentów nie znających podstawowych ugrupowań literackich, ich przedstawicieli oraz głoszonych idei, ponieważ za jej czasów były rozmowy wstępne i na nich sporo studentów odpadało.

Cóż, cieszę się, że nie ma teraz rozmów wstępnych, a uczelnie biorą całe mięso armatnie jakie tylko się napatoczy, w trakcie pierwszego roku oddzielając ziarno od plew. O ugrupowaniach literackich tak czy siak się uczyłam, na innych zajęciach, rok później. Bardzo miło wspominam te zajęcia, podobnie jak panią prowadzącą. Na naszą niewiedzę reagowała niedowierzaniem, ale nigdy nie powiedziała, że nie powinno nas tu być. Doradzała, by się pod tym kątem pouczyć.

Na studiach przede wszystkim nauczysz się odpowiedzialności. Jeśli chcesz coś załatwić, sam bierzesz dokumentację, pukasz do dziekanatu i masz nadzieję, że pani jest w dobrym humorze, inaczej opieprzy cię z góry na dół. Warto wiedzieć, że kobieta w dziekanacie zmienną jest. Niemniej, nie wyślesz przecież mamusi by pomogła Ci wziąć warunek, albo załatwiła innego prowadzącego. Wszystko sam, Zosiu Samosiu. Chcesz sam mieszkać, to sam sobie ugotuj. Chcesz mieć współlokatora, przygotuj się mediacje, wojnę i znikające przedmioty (w zależności na kogo trafisz). Mieszkanie i jedzenie kosztuje, więc w wolnych chwilach łapiesz fuchy; rozpoczyna się pierwsza praca, pierwszy szef i spiny z pracownikami, i tak dalej.

Małe sukcesy
Kto grał choć raz w simsy, zna pewnie moment, w którym sim nie radzi sobie z brakiem awansu i sukcesów. Jest to czynnik ujemny na jego samopoczuciu. Niby nic, ale czasami, kiedy sobie tak siedzę i nic nie robię, mam wrażenie, że i u mnie pojawia się taki współczynnik. Blog to dobra odskocznia - małe sukcesy w ilości wejść czy komentarzy; nie zastąpi to jednak prawdziwego sukcesu zdania sesji. Sesja! 



Dla niektórych studia to pierwszy krok w dorosłość, a dla jeszcze innych to bezustanny czas imprez, picia. To, co wyciągniesz ze studiów, to zależy od Ciebie. Od Ciebie zależy, czy będziesz ich żałować. Dzienne, zaoczne, filologia polska czy kulturoznawstwo, matematyka czy prawo, to wszystko nie ma znaczenia. Znaczenie ma Twój pomysł na siebie, na swoje życie i to, jak wykorzystasz zdobytą wiedzę. Sam fakt ukończenia studiów nie gwarantuje niczego, włącznie z tym, że będziesz człowiekiem inteligentnym czy mądrym. 

2 komentarze:

  1. No domyślam się, że jesteś na dziennych, bo wspomniałaś o besensownych okienkach, które są jak dla mnie całkowicie nieprzemyslane. Ja studiuję na zaocznych od tego roku i nie mam czasu na znajomych, nie mam okienek, materiał mocno ściśnięty i same konkrety :) Gdybym miała iść znowu na dzienne to bym nie poszła. A z resztą ''plusów'' studiów się zgadzam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Studia są fajne, gdy nie ma takiej sytuacji, że na każdym kroku ktoś Cię zniechęca. A co może zniechęcać? Wykładowca, który traktuje studentów jak g*wno, ale do niego trzeba odnosić się z szacunkiem, bo przecież nie wypada się do niego brzydko zwracać.
    Typowe powiedzonka "Ale jak to wy tego nie mieliście w szkole średniej? Za moich czasów...". A co nas, studentów, obchodzi to, co było za czasów prowadzącego? Czasy się zmieniły. Podstawowy materiał realizowany w liceum się zmienił - został baaardzo okrojony. Całki, pochodne, czy choćby granice ciągów? Nope, tego w liceum już nie ma, a 3 lata temu zaczynając matematykę dowiedziałam się, że wybierając ten kierunek powinnam mieć opanowane do perfekcji liczenie całek. No w końcu taki wybór zobowiązuje.
    Również wizja 3-4 godzin okienek przyprawiała mnie o gęsią skórkę i wywoływała niechęć. Ileż można siedzieć i się uczyć? Czasem trzeba odetchnąć. A u mnie jeszcze było tak, że każdy rozchodził się w swoją stronę (akademik, biblioteka) i nikt nie był zachwycony z towarzystwa. Matematycy. Tacy odizolowani ludzie xD
    MIMO TEGO WSZYSTKIEGO, studia są fajne. Bo tak i już.

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.