• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

poniedziałek, 16 listopada 2015

#86 Kochasz książki? Uciekaj gdzie pieprz rośnie!


Wydawałoby się, że jeśli kochasz książki, kochasz ich zapach, ich dotyk; uwielbiasz je kartkować, wąchać, kupować, kolekcjonować, a przede wszystkim, kochasz je czytać, to pójdziesz na Filologię polską. Otóż, nie, nie idź na Filologię polską. Wydaje ci się, że to kierunek stworzony dla ciebie, w końcu pochłonięcie grubego tomiska w ciągu nocy to nie jest żaden wyczyn; wiesz przecież wszystko o tym, co czytasz, o narratorach, o autorach. Filologia polska to w tobie zmieni. We mnie zmieniło. 
targi książki, kocham książki, kocham czytać, filologia polska, polonistyka, studia, 
Nie urodziłam się miłośnikiem książek; ba, w dzieciństwie ich nienawidziłam. Jeśli miałam cokolwiek przeczytać, byłam w stanie wpaść w histerię, byleby móc wymigać się od obowiązku. Lektur nigdy nie czytałam; opracowanie za opracowaniem zamiast treści. Przyczyniło się to do dużych zaległości w podstawie, jaką jest ortografia. Na szczęście, pojawiła się magiczna książka, która odmieniła moje życie. Była niczym list z Harry'ego Pottera; niczym Gandalf pukający do mych drzwi. Nie była to lektura szkolna z głęboką metaforą życia czy ważnymi wskazówkami moralnymi. Nie, to była fantastyka; fantastyka niższej półki. Nie było to fenomenalne dzieło; nie posiadało w sobie nic wspaniałego,  poza jednym. Otwierało przede mną magiczny świat wyobraźni, magiczny świat fantasy. Bohater kotołak, polowania na upiory, wampiry, mumie; pierwszy czarodziej, pierwsze sceny erotyczne. Pierwsze prawdziwe przeżycie. Książka dla dorosłych, pełna wulgaryzmów, drastycznych opisów, z której płynęły strumienie krwi i nasienia. Miałam dziewięć? Jedenaście lat? Lektura nieodpowiednia, ale mnie zafascynowała. Prostotą języka, przystępnością i czymś nowym, czymś kuszącym, czymś zakazanym.
targi książki, kocham książki, kocham czytać, filologia polska, polonistyka, studia, 
Kolejne książki nie były lepsze, z biblioteczki mojej mamy albo przyniesione cichaczem przez brata. Horrory, erotyki, kryminały, harlequiny. Czytałam wszystko, co tylko wpadło mi w ręce. Ortografia przestała być problemem. Później zaczęłam pisać, ba, też chciałam zostać kimś sławnym, kimś, kto odmieni czyjeś życie. Nie były to górnolotne opowiadania; właściwie, nawet mierne nie były. Niemniej, moja miłość do czytania i pisania nie mijała. W gimnazjum podjęłam decyzję: pójdę na profil humanistyczny. Oczywiście, lektury czytałam sporadycznie (jeśli nie zainteresowało mnie pierwsze 20 stron, odkładałam ją na bok i sięgałam po coś odpowiedniejszego). Gimnazjum skończyłam, nadeszło liceum, kolejne książki i pominięte lektury. Zaczęłam kupować swoje kolekcje, zaczęłam kompletować swoją biblioteczkę. Po liceum przyszły studia filologiczne - nie od razu - ale to był trafny, najtrafniejszy wybór, który zmienił całe moje pożycie książkowe
targi książki, kocham książki, kocham czytać, filologia polska, polonistyka, studia, 
Jeśli kochasz książki, najpewniej kochasz to, co znajdziesz w Matrasie, Empiku i innych współczesnych księgarniach. Też taka byłam. Cena 40 złoty? Taniocha! Ale, ale, do czasu. Studia naprawiły to, co popsuła podstawówka. Lektury, które czytałam, nie były nudne. Informacje w nich zawarte nie były bezużyteczne, przedawnione. Twórcy przestali być martwymi dupkami sprzed wielu lat, którzy chcieli nam jedynie uprzykrzyć życie w szkole. 
targi książki, kocham książki, kocham czytać, filologia polska, polonistyka, studia, 
Wszystko nagle nabrało kolorów, jak czarno-biały film, kolorowany ręcznie wiele, wiele lat później. Właśnie profesorowie mieli farby, mieli materiał i kolorowali mój światopogląd na książki. Nie wiem kiedy to się zaczęło, a na pewno nie było to jak pstryknięcie palcami. Wpierw zaczęłam odwiedzać stare księgarnie i antykwariaty; targowiska z książkami, stoiska na ulicy. Przechodząc, po prostu zerkałam; czasem się zatrzymałam i przewertowałam kilka okładek. Później przestałam wchodzić do Empiku czy Matrasa - byli dla mnie za drodzy. Przecież w tych antykwariatach i na tych stoiskach książki są po parę złoty, czasem dwa, czasem pięć, ale nie czterdzieści. 
targi książki, kocham książki, kocham czytać, filologia polska, polonistyka, studia, 
Później, przeglądając całe stosy tomisk o starych, czasami poniszczonych okładkach, widywałam to, co czytałam na zajęciach. Nawet jeśli czytałam tylko opracowanie, pamiętałam po nim, że ta powieść jest warta by ją kupić i przeczytać. Dzięki mędrcom mnie prowadzących za rękę po stronach, których wcześniej nie rozumiałam. W mojej biblioteczce zaczęły się pojawiać klasyki, lektury szkolne, wydania z Biblioteki Narodowej (to jedyna seria naukowa, której ufam). Niedługo później zakupiłam pierwsze rozprawy metajęzykowe i filozoficzne. Kiedy zaczynałam studia, były dla mnie bełkotem pełnym mądrych słów - teraz rozumiem te teksty; chociażby ten, który cytowałam dwa lata temu. 
targi książki, kocham książki, kocham czytać, filologia polska, polonistyka, studia, 
Przyimkowemu okolicznikowi miejsca, zamykającemu pierwszy wiersz, odpowiada w drugim wierszu dopełnienie sprawcy po imiesłowie biernym, a przydawka dopełniaczowa w czwartym wierszu rymuje się z przydawką przyimkową piątego, w trzecim zaś - z okolicznikiem miejsca wiersza szóstego.
Jeśli tego nie rozumiesz, nie martw się, też nie rozumiałam. Nie rozumiałam bardzo długo. Dopiero kilka tygodni temu przeglądałam archiwum, wpadłam na ten fragment i zaśmiałam się: eureka! Rozumiem to! Tania „nowoczesna” literatura przestała mnie interesować - sięgam tylko po coś starszego. Szukam znanych nazwisk: Byron, Barthes, Mickiewicz, Molier, Iwaszkiewicz... Iwaszkiewicz! To od niego się zaczęło! 
targi książki, kocham książki, kocham czytać, filologia polska, polonistyka, studia, 
Byłam na targach książki, gdzie wszystkie wydawnictwa oferowały swoje twory w promocjach 20-75%. Kolorowe, twarde oprawy; nowoczesne tytuły, zapach nowości. Ludzie przepychający się między sobą, prawie tratujący by dopchać się do wybranej promocji. Coś jak walka o karpia (może trochę przesadzam, ale w antykwariatach kocham to, że jest pusto i cicho, a nie jak w ulu). Zerkałam ludziom przez ramię, oglądałam nowe wydania, patrzyłam na to co popularne i... Odechciało mi się. Cały zapał i chęć robienia czegokolwiek tam opadła do zera. Kupiłam kilka nowych wydań, ale to nie były powieści. Baśnie z całego świata dla dzieci; Bestiariusz słowiański o który trudno w starszych wersjach, no i Iwaszkiewicza! 
targi książki, kocham książki, kocham czytać, filologia polska, polonistyka, studia, 
To było tak: idę sobie aleją, mijam szmelc, ludzi; słucham dyskusji, targowań, narzekań. Dzieci, młodzież, dorośli. I przy pustym stoisku zauważam błękitną książkę, a z niej po oczach bije znane nazwisko „Iwaszkiewicz”. Przystanęłam, chwilę się zastanowiłam. Skąd ja go znam? Przypomniało mi się kilka jego tekstów z zajęć o interpretacji, więc wzięłam tomik do ręki. Nie było to wznowione wydanie jego dzieł; było to wydanie jego felietonów, zatytułowane „Rozmowy o książkach”. Wzięłam w ciemno, zaczęłam czytać i pojawiły się jego opinie na temat jego lektur szkolnych. To co dla mnie było martwym pisarzem, jego przereklamowanym dziełem mającym męczyć mnie w wolnych chwilach, dla niego było szlachetną współczesnością; nowością. Jednakże ten pisarz miał swoich martwych pisarzy, inne przereklamowane dzieła. Pisał o nich w następujący sposób: 
Serce Amicisa jest typową książką dla młodzieży, ukochaną przez dorosłych. Przyznam się, że nie udało mi się jeszcze spotkać dziecka, które by pokochało tę książkę. A sam pamiętam z mego dzieciństwa, jak bardzo jej nienawidziłem. [...] Książka ta w łaskawy sposób „demokratyczna” rewoltowała mnie i do dziś dnia lektura jej kart, niewątpliwie dobrze napisanych, zwłaszcza dobrze brzmiących w polskim przekładzie doskonałej pisarki, mierzi mnie [...] de Amicis chce wychowywać w pewnym duchu - i ci, którzy kochają Serce i polecają do czytania, na pewno lubują się w sentymentalno-filantropijnym tonie. 
Mój wniosek po przeczytaniu powyższego fragmentu? Można ładnie napisać, że książka się nie podobała; można podać merytoryczne argumenty na poparcie swojej tezy. Niestety, współcześnie ograniczamy się do: „jest do dupy”. Podobnie jak większość współczesnej literatury. Przede wszystkim, studia na Filologii nauczą, że tylko głupiec uważa, że „nieważne co czytasz, ważne, że czytasz”. Bo jak można porównać wartościową literaturę patriotyczno-edukacyjną z „Pięćdziesięcioma twarzy Greya”? Dla mnie nie można. Kiedyś to było możliwe, ale dzisiaj? Dzisiaj nie. 
targi książki, kocham książki, kocham czytać, filologia polska, polonistyka, studia, 
Na targach kupiłam „Historie tysiąca i jednej nocy”; „Barok” Hernasa (opracowanie akademickie za DWA złote!); „Wyspa skarbów”. Za całość nie zapłaciłam nawet dwudziestu złotych! W piątek kupiłam trzy tomy Juliusza Verne za dwadzieścia dwa złote! A wieczorem zrobiłam zamówienie na książki! Kolejno:„Dzieje Tristana i Izoldy”; „Grażyna”; „Katyń”; „Konrad Wallenrod”; „Literatura pozytywizmu”; „Oświecenie”; „Podróże Guliwera Swift”; „Faraon”; „Serce” (to o którym pisał Iwaszkiewicz); „Wojna trojańska”. Niektóre są powieściami, inne tekstami naukowymi. I wiecie co? Nie mogę się doczekać aż je dostanę do ręki.
targi książki, kocham książki, kocham czytać, filologia polska, polonistyka, studia, 

4 komentarze:

  1. Nikt nie zaczyna przygody z książkami od dzieł z górnej półki. Przygoda z książkami zaczyna się najczęściej od czegoś lekkiego, co odmieni pogląd na czytanie i uświadomi, jaka przyjemność z tego płynie. Dopiero z czasem gust się zmienia i człowiek zaczyna poszukiwać nowych, głębszych doznań. Dlatego właśnie uważam, że słowa "nieważne co czytasz, ważne, że czytasz" są jak najbardziej prawdziwe. I bynajmniej nie uważam się za głupca. Jeśli ktoś nie czyta nawet chociażby tych "Pięćdziesięciu twarzy Greya", to tym bardziej nie sięgnie po inne książki.
    Z lekturami sprawa jest taka, że sposób ich "przerabiania" w szkole zabija przyjemność z ich czytania. Przymus skutecznie zniechęca. Doceniasz teraz lektury, bo sama po nie sięgasz. Tak będzie z każdą książką. Do pewnych lektur też trzeba dojrzeć, by zrobiły odpowiednie wrażenie. Mówię z własnego doświadczenia. Lektur w większości nienawidziłam, a w liceum wiele zaczęłam i porzuciłam w którymś miejscu nieprzeczytane. Gdyby moją lekturą był np. Orwell i jego "Folwark zwierzęcy" czy "Rok 1984", zrobiłabym tym książkom to samo, co reszcie lektur. Przeczytałam je jednak już po studiach i zrobiły na mnie ogromne wrażenie.
    Rezygnowanie z książek, które teraz powstają, to robienie sobie krzywdy. Owszem, powstaje sporo książek nastawionych na zysk, ale prawdziwe perły także są wydawane. I warto się z nimi zapoznać. :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja się 'pochwalę' faktem z gimnazjum: jako jedyna z dwoma innymi osobami w klasie przeczytałam ,,Krzyżaków". I wiecie co? Ta książka bardzo mi się spodobała, tak bardzo, że nie mogłam znieść myśli o tym, że zostało mi może z 50 stron, a na drugi dzień ma być test z lektury. Ale ja nie chciałam spoilerów jakie czekałyby na mnie prze streszczeniu :D Więc zostałam w domu, doczytałam, a test napisałam w innym terminie :3 A lenistwo w klasie zatrważające, trochę słów, których znaczenia nie znają (a jest wytłumaczone na dole strony) i już im się nie chciało :( A szkoda, piękna książka.
    Niestety nawał pracy i przyznam to-pewne lenistwo- spowodowało, że prawie przez 2 lata z małymi przerwami czytałam tylko lektury. Teraz staram się wrócić na właściwy tor, ale muszę zaczynać z czymś lekkim.
    To uczucie, gdy książka jest tak wciągająca, że nie ważny jest komputer, lekcje i komórka- czytasz przez kilka bitych godzin, aż nie opadniesz z sił- po prostu bezcenne, chciałabym móc do tego wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wczoraj w trakcie dodawania komentarza straciłam połączenie z internetem i wszystko przepadło ._. Aż mi się odechciało ponownie zabierać za pisanie, ale ta daaam! Zawsze znajdę wymówkę, by się nie uczyć xD
    Czy mogę Ci się z czegoś zwierzyć...? A i tak Ci powiem, jaka by nie była Twoja odpowiedź :P W dzieciństwie nie ciągnęło mnie do książek. W ogóle. Niby w podstawówce chodziłam do biblioteki. Niby czytałam jakieś bajki. Ale... Robiłam to, bo mama mówiła, że powinnam czytać.Jedna książka w miesiącu to spory sukces. A potem... No, w 2000 roku - tuż po premierze, bo na święta - pod choinkę Święty Mikołaj wpakował mi książkę. Harry Potter i Kamień Filozoficzny. No i przepadłam, pochłonął mnie przepiękny, fantastyczny świat literatury. Jakby tego było mało, tę książkę czytałam razem z mamą. Nie mogła znieść tego, że musiała czekać w kolejce, aż ja ją przeczytam, więc co wieczór siadała ze mną na łóżku u mnie w pokoju i czytała na głos :) Po rozdziale każdego wieczora. Czasem dwa :)
    Po skończeniu liceum wiele razy zastanawiałam się nad powrotem do lektur. Przeczytać je jeszcze raz bez stresu, że czasu coraz mniej; że trzeba uważnie czytać, bo polonistka będzie się pytać o szczegóły.Tylko tak po prostu for fun. Filologii polskiej nie studiuję, od dogłębnej analizy tekstów dostaję wysypki, więc pewnie to doświadczenie nie będzie nieco inne, niż u Ciebie. Ja pewnie tych tekstów do końca nie zrozumiem. ALE! Ale może tym razem będzie to dla mnie przyjemność, a nie męki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zgodzę się ze zdaniem, że jak się kocha książki, to kocha się to co Empiku itd. ja zaczynałam od tego co... było w miejskiej bibliotece, a tam jak jest nowość, to jeden egzemplarz na... 50 tys mieszkańców, więc grzebałam po regałach w poszukiwaniu. Jak żyję to w takie sieciowej księgarni kupiłam... 2 książki może, to jeszcze w prezencie dla kogoś, są drogie i to jak, dlatego ich nie kupowałam i nie kupuję. Całe szczęście jestem z Warszawy i na całe szczęście mamy tu niezłe antykwariaty, a polecam szczególnie te po lewej stronie rzeki. ;)

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.