• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

czwartek, 17 grudnia 2015

#97 Premiera „Warcraft”, czyli o co tyle hałasu?



Na ten moment myśli wszystkich krążą wokół zbliżającej się premiery „Gwiezdnych Wojen”. Są reklamowane dosłownie wszędzie, nawet pomarańcze w markecie są opatrzone naklejką R2D2. Można oszaleć, prawda? A premiery jeszcze nie było! Wyobraźcie sobie co będzie, gdy wszyscy ludzie wyjdą z kin i zaczną udostępniać statusu o oburzeniu lub zachwycie na Facebooku, Kwejku czy innych popularnych stronach; zaleją nas gify, memy, wyrazy oburzenia, że to albo to zostało spieprzone. Ta premiera akurat nijak mnie kręci, choć przyznam się szczerze, jestem ciekawa co z tego wyniknie. Kręci mnie premiera filmu Warcraft, premiera, na którą czekam znacznie dłużej niż fani imperium galaktycznego.

„Warcraft”, czyli o co tyle hałasu?

Wszystko zaczęło się dziesięć lat temu, kiedy to zaczynałam grać w World of Warcraft ze starszym bratem i jego znajomymi. Przegrałam prawie sześć lat swojego życia i prawdę mówiąc, nie żałuję ani minuty. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, do niektórych pojechałam na drugi koniec Polski i spędzałam u nich weekend. Rozmawiałam o problemach, rozmawiałam o życiu. Ludzie stanowili podstawę tej gry, a nie sama gra. Stanowili oni społeczność, która miała ze mną coś wspólnego i nie traktowała mnie jak dziwaczkę; wspierała mnie w pisaniu i interesowała się tym co u mnie. Tworzyliśmy - odważę się to powiedzieć - rodzinę. Dzięki temu przetrwałam ciężkie okresy w moim życiu, dzięki temu uniknęłam nastoletniego buntu, kłótni z rodzicami, nie wciągnęłam się w alkohol i papierosy, nie zostałam nastoletnią matką. Nie interesowało mnie picie po szkole, nie interesowały mnie imprezy. Wracałam do domu, odpalałam kompa i „co słychać?”. Nie potrzebowałam społecznej akceptacji, bo byłam akceptowana; dlatego nie musiałam robić wielu rzeczy, które robi się współcześnie by rówieśnicy spojrzeli przychylnie. My ludzie potrzebujemy mieć poczucie akceptacji - potrzebna jest nam świadomość, że ktoś nas rozumie, ktoś nas lubi takimi jakimi jesteśmy.

Ktoś może powiedzieć, że dużo straciłam; straciłam dużo doświadczenia życiowego, że nie wiem jak to jest na imprezach, nie znam świata, nie znam ludzi. Jednakże, mam wrażenie, że po tych wszystkich miesiącach spędzonych z tamtymi ludźmi, w tamtej grze, jestem bogatsza nie tylko w doświadczenie, ale i lepiej rozumiem siebie, swoje wnętrze; miałam czas by rozmawiać o sobie, o tym co czuję, dlatego lepiej słyszę swój wewnętrzny głos, wiem czego chcę, rozumiem siebie. Czy może to powiedzieć ktoś, kto zagłuszał prawdziwego siebie muzyką z imprez lub upajał alkoholem? Nie mówię, że ktoś jest gorszy, bo imprezował; co to, to nie. On wybrał swoją ścieżkę, ja wybrałam swoją i każde z nas wyciągnęło to, co chciało wyciągnąć.

Czego nauczyła mnie gra? Słuchania. Spędzając całe dnie na graniu i rozmawianiu na czatach czy teamspeakach nauczyłam się słuchać, a nie tylko słyszeć. Kiedy ktoś miał gorszy dzień, wyczuwałam to; kiedy ktoś chciał się wygadać, wysłuchałam; kiedy ktoś szukał rady, starałam się pomóc. Nie tkwiłam egoistycznie w JA, ale w KTOŚ. Bartka, mojego chłopaka, najbardziej zaskoczyła sytuacja, kiedy mimo zmęczenia, mimo że byłam na niego zła, potrafiłam wysłuchać jego problemów; pozwalałam mu się wygadać, choć teoretycznie nie musiałam. Chciałam. Akceptacja też jest czymś, czego nauczyło mnie obcowanie z ludźmi z całej Polski i świata, posiadających różne opinie, różne doświadczenia i różne wyznania. Co więcej, wspieraliśmy siebie. Pamiętam chłopaków z klanu, którzy wrócili oburzeni z tekstu gimnazjalnego i narzekali na radioaktywne biedronki. Wiedzieliście, że są radioaktywne, bo jedzą mszyce?

Z grą World of Warcraft mam wiele dobrych wspomnień, wiele miłych doświadczeń i to nie tylko z ludźmi. Niemniej, przez całe sześć grania, pojawiała się, od czasu do czasu, plotka. Plotka o tym, że ma powstać film Warcraft. Fenomen, od którego cały serwer  trząsł się w posadach. Niezliczone spekulacje, możliwości scenariusza; to co chcielibyśmy pożądać a czego nie. Każde miejsce, w którym można było rozmawiać, rozmawiano.

O Warcrafcie można dyskutować bez końca i - będę z Wami szczera - z moimi starymi znajomymi nadal to robimy. Film był tematem numer jeden dawno temu; najstarsza wzmianka na Filmwebie o filmie ma miejsce z 2004 roku! I wiecie co? DZIESIĘĆ LAT CZEKANIA opłaciło się, bo oto, nie tak dawno, firma Blizzard zaprezentowała trailer, zwiastun, zapowiedź - zwał jak zwał. Jaki był tego efekt? W trakcie oglądania zwiastuna popłakałam się. Tak się wzruszyłam, że w końcu się doczekałam samego zwiastuna! A co dopiero będzie kiedy film wkroczy na wielki ekran? Nie wiem co wtedy będzie, ale wiem jedno: nie wejdę na fejsa, nie wejdę kwejka, nie wejdę na żadną stronę ponad bloga by uniknąć screenów, memów, gifów i wszystkich innych spoilerów. Nie po to czekałam na niego dziesięć lat, by internetowa banda zepsuła mi przyjemność oglądania.

Niezwykłość uniwersum „Warcraft”

Jak Demetriusz z Lexpressive pisał już o niezwykłości uniwersum Georga Lucasa, tak ja powiem o niezwykłości uniwersum Warcrafta. Nie jest to taka sobie gierka, na podstawie której ot tak zrobiono film. Nie jest to mały świat, który po prostu sobie dryfuje i nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Otóż, World of Warcraft ma potężną historię, zapoczątkowaną w bardzo popularnej serii gier strategicznych: Warcraft, choć największą popularnością cieszy się Warcraft III z dodatkiem Frozen Throne. To właśnie w kampaniach ludzi, elfów, orków i nieumarłych stworzono indywidualne cechy ras, historie, miejsca a nawet języki, czyli wszystko co, co niezbędne do zbudowania ciekawych cywilizacji. Do tej pory wiem, że orkowe „kek” to ludzkie „lol”. Niby szczegół, a cieszy!

Co więcej, wydarzenia z poprzednich części Warcrafta nie tylko warunkują rzeczywistość zawartą w Worlf of Warcraft, to jeszcze pozostawiają po sobie trwałe ślady. Skomplikowane zadania, niebanalne lokacje, znane postacie - to wszystko tworzy smaczek nietypowej gry RPG. Jednakże, gra nie jest zamknięta; nie jest sobie takim RPG jak Wiedźmin. To coś więcej. Mianowicie, gdy ktoś się mnie spyta jaki jest fenomen tej gry odpowiadam, że taki sam jak CS:GO. Bierzesz sobie czterech kumpli, rejestrujecie się i logujecie, i zaczynacie grać w piątkę. O ile CS ma ograniczenie do kilku map, czterech kumpli i prostej rozgrywce: podłóż bombę/rozbrój bombę, o tyle Warcraft ma dużo większy wachlarz możliwości. Po pierwsze, możliwość gry:


  1. Liczba przeciwników jest nieograniczona, bo świat jest otwarty i masz nie tylko komputerowe postacie, ale również te, którymi grają inni gracze. Są tacy, co są słabsi; tacy, co są mocniejsi. Nie masz wpływu na to, kogo spotkasz na plaży, w lesie czy w wiosce. Co więcej, Twój przeciwnik może składać się z różnych ras, a każda rasa ma konkretne możliwości:

    Alliance: ludzie, nocne elfy, krasnoludy, gnomy, dreanei, wilkołaki.
    Horda: orkowie, trolle, taureny, krwawe elfy i gobliny.
    Tutaj w kolei masz kolejną kombinację klas: łowca, druid, shaman, wojownik, mag, paladyn, czarnoksiężnik, kapłan, mnich, rycerz śmierci, łotrzyk.
    Każda klasa ma trzy możliwości: na przykładzie druida możesz być feral (przemiana w dzikie zwierzęta), balance (czyli walczący za pomocą magii) i heal (czyli leczący, nieumiejący walczyć).

    Kombinacji jak widać wiele, podobnie w walce nikt nie jest równy. Druid ma problem pokonać łotrzyka, ale za to bez problemu poradzi sobie z paladynem. Nauka wszystkich możliwości, kombinacji i sztuk walki z każdym przeciwnikiem jest nie tylko czasochłonna, ale i fascynująca. Każdy druid ma takie same umiejętności, ale ich kombinacja całkowicie zmienia możliwości i szanse na zwycięstwo.
  2. 1-5, czyli granie w dowolnej liczbie. Możecie rozwiązywać zadania, chodzić do specjalnych lokacji o zawyżonym poziomie trudności, możecie robić rozpierduchę w lokacjach wroga. Tak zwane party jest możliwością gry w większej ilości osób, dzięki czemu zadania na wyższym poziomie są łatwiejsze do wykonania, a przeciwnicy nie mają szans; niestety, dzieli się to również w podziale doświadczenia (tzw. expa do zwiększania poziomu).
    Gra, pomijając możliwość grania wg, nazwijmy to, „scenariusza”, poprzez poznawanie historii świata i rozwiązywania problemów jego mieszkańców, opiera się w dużej mierze na wojnie między Alliance i Hordą. Poza obszarami neutralnymi, na których nie ma żadnych zasad w walce (czyli czterdzieści osób bez problemu może napadać na każdego, bez wyrównanych możliwości), są również miejsca przeznaczone stricte do walki. Tutaj zaczyna się większa zabawa. Myślisz, że walka w CS:GO, gdzie masz jednego nieogarniętego kompana w party jest trudna?
  3. 40, czyli przednia zabawa w Alterac Mountains. Wyobraź sobie, że w czterdzieści osób atakujecie drugą czterdziestkę graczy na zamkniętym obszarze. Masz ograniczony czas na minięcie się z armią przeciwnika, dotarcie do jego bazy i zabicie dowódcy; vice versa z przeciwnikami, którzy mają dotrzeć do Twojej bazy. Kto zabije pierwszy, wygrywa; ale ale! Kto powiedział, że nie ma podkładania świń? Że jakiś przeciwnik nie siedzi w bazie i nie leczy dowódcy, albo łotrzyk krąży gdzieś pomiędzy walczącymi i nie zabija leczących? Walka na takim obszarze sprawdza umiejętność planowania i dowodzenia! Co więcej, zapomnij o tym, że będziesz widzieć cokolwiek, kiedy Twoją postać otoczy chmara kolorowych zaklęć, tworząca na ekranie noc sylwestrową. Grasz na czuja, uwierz mi!

    Nie podoba Ci się takie rozwiązanie walki? Zapraszam na inny turniej, czyli Warsong Gulch. Dwie dziesięcioosobowe drużyny muszą dostać się do bazy przeciwnika, porwać flagę i zanieść do swojej bazy. Jednocześnie flaga drużyny musi pozostać na swoim miejscu, więc tutaj znów musisz kombinować. Walka o flagę jest po prostu... Szalona. Znów nie to?

    Arathi Basin na pewno Ci się spodoba! Drużyny przejmują lokacje typu tartak czy młyn, produkujące surowce. Drużyna, która jako pierwsza uzbiera 1600 surowców wygrywa; jednak by tego dokonać, wszystkie lokacje stają się krwawą łaźnią i są przejmowane z rąk do rąk. Niemniej, na pewno jest znacznie więcej miejsc do rywalizacji, ale niestety, nie pamiętam ich lub nie brałam w nich udziału, jako że byłam nastawiona na zupełnie inny rodzaj rozgrywki.
  4. Wybór rozgrywki właśnie jest tym, co podoba mi się najbardziej w WoWie. Zadania robisz tak czy siak, bo to najszybszy sposób na zdobycie wysokiego poziomu. Jednakże, co w momencie, gdy osiągniesz maksymalny poziom i nie zdobywasz doświadczenia? Gra się nie kończy! Praktycznie, nie można jej przejść, więc to nie koniec. Teraz pozostaje Ci wybrać, PvP czy PvE. Player versus Player to to, co opisywałam powyżej. Zabawa z innymi graczami, taktyki, znajomość ubioru, statystyk, umiejętności jest bardzo czasochłonna i wierzcie mi, bardzo wciągająca. Można na tym stracić kilka godzin życia nawet się nie obróciwszy! Zawody za zawodami, po wygranych zawodach zbierasz żetony, a żetony wymieniasz na rzadkie surowce, wierzchowce czy przedmioty. Osobiście, nie przepadałam za walkami z innymi graczami. Za bardzo to przeżywałam, za bardzo przeklinałam i najbardziej wkurzała mnie zawodność innych osób. Dlatego moją drogą było PvE, czyli, jak w przypadku PvP, specjalne miejsca, ale z bardzo potężnymi przeciwnikami komputerowymi.

    To nie tak, że z przeciwnikiem komputerowym jest łatwiej; oba przypadki mają swoje mocniejsze i słabsze strony. Po pierwsze, musisz znać wszystkie taktyki. Wszystkie. Na każdego jednego przeciwnika z instancji, a tych jest kilkadziesiąt razy więcej od turniejów i przeciwników graczy. Trzeba dużo czytać, znać otoczenie bossa i wiedzieć jaka rzucana przez niego umiejętność ma moc. Przykładowo, kościany smok zamraża jednego z Twojej drużyny, a pozostali mają kilka sekund na schowanie się za tym jednym; inaczej fala uderzeniowa zabija wszystkich tych, którzy są poza bezpieczną strefą. Czterej jeźdźcy muszą znaleźć się w czterech różnych rogach sali; a szaman zmienia się w olbrzymiego niedźwiedzia. Musiałam znać te wszystkie taktyki nie dla samej przyjemności, ale dlatego, że nie raz odpowiadałam za rajd. Moim zdaniem było tłumaczenie wszystkiego tym, którzy tego nie wiedzieli; wystarczyło, że kilka osób nie zastosuje się do reguł, a cały raid - całe dziesięć, dwadzieścia czy czterdzieści osób padało jak kaczki na polowaniu. Jak widać na poniższym filmiku, wystarczy JEDNA minuta by wszystko się rypło. 

Oczywiście, wszystko kosztuje! Posiadanie wierzchowca, kupowanie drogich przedmiotów, czy chociażby nauka nowych umiejętności. Dlatego powstał Action House, czyli dom aukcyjny z całego serwera. Zarobienie na nim nie było takie proste: należało kontrolować rynek, wiedzieć co wystawić i o której, a najważniejsze, za ile. Cena musiała być konkurencyjna, ale też nie za niska. Dobrze było sprzedawać biżuterię, ale biżuterię należało zrobić; żeby nie płacić za kupowanie składników, należało te składniki zrobić samemu. Jeśli się zrobiło, należało wystawić i pilnować aukcji. W ten sposób każdy uczył się podstaw marketingu i tego, jak działa rynek. Jeśli ceny za bardzo spadały, nikt niczego nie wystawiał, aż półki pustoszały. Kiedy pustoszały, wracali starzy wyjadacze i zawyżali ceny; aukcje stały dalej, kupowali tylko najbardziej potrzebujący, aż liczba przedmiotów znów zmniejszyła sprzedaż. I tak dalej, i tak dalej. Opanowałam zasady perfekcyjnie, będąc jedną z najbogatszych osób pośród wszystkich z klanu. 

Nie będę opisywała więcej o szczegółach gry, bo mogłabym opowiadać bez końca o mapach, o drogach rozwoju, o zadaniach tych lepszych i gorszych, ale jaki to ma sens, skoro w dużej mierze ktoś, kto nie grał w Warcrafta, nie ma zielonego pojęcia o czym mówię. Przy czym słowo daję, staram się pisać jak laik! Dlatego uważam, że Warcraft jest fenomenem? Ponieważ nie jest tylko grą. Autorzy nie ograniczają się do rozgrywki, ale wydali całą serię książek wpuszczającą fana w nowe szczegóły historii, nowy świat. Idą dalej ku swoim odbiorcom! Tworzą film, na który czekam od dziesięciu lat! A premiera już w maju. Jak tu nie skakać z radości? No jak?

TAK! Jestem graczem; jestem kobietą graczem. I to najlepsze, co mnie w życiu spotkało! Dlaczego? Ponieważ nigdy nie zapomnę, kiedy wbiłam na TeamSpeak klanu po raz pierwszy. Przysłuchuję się gorącej dyskusji i w końcu znajduję lukę, w której mogę się przedstawić. 
„Cześć Wam”
Chwila wymownej ciszy.
„Kto ma taki spedalony głos?” 
Tego się nie zapomina. Po prostu, tego nie da się zapomnieć; ludzie to największy atut tej gry, bo nie muszę ograniczać się do czterech znajomych. Mogę grać z całym klanem, grając samodzielnie; mogę gadać z kilkoma osobami w osobnym pokoju, albo mogę z dyskutować z całością o polityce, pogodzie, poglądach. Rozmowa jest podstawą, zrozumienie jest podstawą, LUDZIE są podstawą. Dlatego tak bardzo brakuje mi grania w „World of Warcraft”. Jednocześnie wiem, że to co najlepsze, gra już mi dała. Nie wrócę do niej, ale nie pozostawię uniwersum Warcrafta. Odpalę sobie stare gry strategiczne, sięgnę po książki z tej serii, a na pewno pójdę na premierę do kina. 


2 komentarze:

  1. Haha, cytat z grupy na końcu mnie rozwalił:D dzięki za wspomnienie mojego bloga:D Wczułem się w twoje emocje dotyczące tej gry. Sam mam swoje ulubione uniwersum - Gwiezdne Wojny, które zawsze budzi niesamowite wspomnienia i jest dla mnie takim samym jak dla Ciebie WOW, powodem do wzruszeń. Po tym wpisie wiem więcej o Warcrafcie niż wiedziałem przez całe moje życie. Najbardziej spodobała mi się interakcja graczy, o której piszesz i to, że właściwie ten świat jest nieskończony. Zastanawiam się nad jednym - nie wiem czy nie doczytałem czy o tym nie pisałaś, ale czy tam można zginąć... tak na śmierć. Czy możesz się odradzać w nieskończoność? Bo tak sobie myślę - grasz pierdyliard godzin i nagle przegrasz rozgrywkę. Co wtedy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście, nie jest jak w typowej starej grze: umarł i trzeba od nowa. Nie jest też jak w przeciętnym RPG: umarł i trzeba wczytywać. Na każdym obszarze są zrobione anioły (które są widoczne tylko po śmierci postaci). Można zmartwychwstać u nich, ale to generuje pewne koszty czasowe. Przez jakiś czas ma się obniżone wszystko o 75%, więc właściwie nic się nie da zrobić. Można "wrócić" do swojego ciała, ale należy przebiec dystans (czasami to cała mapa, bo aniołów jest tyle co kot napłakał). Ta część jest o tyle fajna, że widzisz duchy innych, więc... Po śmierci ścigaliśmy się kto pierwszy dobiegnie do ciała. Ostatnia opcja to wskrzeszenie przez innego gracza: kapłana, druida lub shamana, ale i to generuje koszty finansowe (by wskrzesić druidem, niezbędne są ziarna pewnej rośliny, a te są nieziemsko drogie).

      Usuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.