• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

poniedziałek, 25 stycznia 2016

#112 W glanach do Kościoła przyszedł, pieprzony satanista.



Wiesz o tym, że ludzie naklejają łatki? Już tłumaczę co mam na myśli. Ludzie, którzy z Tobą nigdy nie rozmawiali; ludzie, którzy nic o Tobie nie wiedzą, już mają o Tobie wyrobioną opinię. Wyrabiają ją sobie ot tak, jak pstryknięcie palcami. Nawet człowiek, którego raz spotkasz w swoim życiu, będzie miał już o Tobie pewne zdanie – oczywiście, bardzo szybko o nim zapomni. Jednak gdyby zobaczył Cię drugi raz, na pewno powiedziałby o Tobie to samo. Łatki to nie tylko zmora naszych czasów, ale w dobie tolerancji jest czymś, co ukazuje podwójne, społeczne standardy. 

Co sprawia, że katolik jest katolikiem? Jest ich wiele, ale z pewnością każdy chrześcijanin przyjmuje chrzest jeszcze w czasach, gdy był małym szkrabem, przez co religia – w pewnym sensie – zostaje mu narzucona. Później uczęszczanie na lekcje religii, komunia, następnie bierzmowanie. Sakramenty święte z całą pewnością sprawiają, że przynależymy do kościoła – ale jak wiadomo, czas działa na szkodę i pojawia się „wierzący, ale niepraktykujący”, czyli w mojej ocenie największa bzdura, jaka można powiedzieć. No ale, są i tacy katolicy, więc sobie będą. 

Mam wszystkie sakramenty za sobą, staram się regularnie chodzić na mszę świętą; przyznaję, nie zawsze mi to wychodzi, ale naprawdę robię co mogę by być przynajmniej raz w tygodniu w kościele. Ale, ale, dlaczego o tym mówię? Dlaczego dzisiaj wzięło mnie na tematykę wiary? Nie, nie chcę nikogo nawracać, mówić jak źli są ateiści. Wiem, że ludzie kościoła są… specyficzni w niektórych spawach, jak chociażby wolnej woli drugiego człowieka. To znaczy, Bóg pozwala człowiekowi robić co chce i decydować w co chce wierzyć. Ludzie kościoła już nie – nawracają, wyzywają i są w tym nieugięci. 

Ten artykuł chciałabym poświęcił właśnie ludziom kościoła, ale nie mówię tutaj o księżach, a o przeciętnej kobiecinie w moherowym kapelusiku, która codziennie gna na mszę i zajmuje honorowe miejsce w pierwszym rzędzie; o ludziach, którzy uważają siebie za wierzących, ale nie mają nic wspólnego z naukami boskimi. Tak, mimo że jestem katoliczką, nie cierpię tego rodzaju ludzi z wielu względów; począwszy od tego co napisałam, kończąc na tym, że są upierdliwymi towarzyszami podróży w autobusie. Przejdę może do meritum. 

Zima to nieprzyjazna pora roku – rano spadnie śnieg i jest go dużo; przez cały dzień się roztopi i wieczorem, kiedy wychodzę z uczelni, jedna wielkie g. na chodnikach. Dlatego moimi przyjaciółmi w okresie zimy są glany. Na ulicy nie robią wielkiego szumu, w autobusie też nie – ot, buty jak buty. Wszyscy to rozumieją, w przeciwieństwie do kaptura, ale o nim za chwilę. Niestety, z brakiem zrozumienia spotykam się… Gdzie? W kościele, a konkretniej, mówię o agresywnym zachowaniu pań w moherowych czapeczkach. 

Glany to buty ciężkie, zabezpieczające przez podeptaniem i przed głębokimi kałużami, i przed brudem, mokrymi skarpetami i tak dalej, i tak dalej, aż do znudzenia. Niestety, albo i stety, glany są przypisane do subkultury metalowej, a ta – jak doskonale wiadomo – jest pełna satanistów, którzy na niedzielnym stole mają potrawkę z kota i idą na mszę, owszem, ale czarną. W ten sposób patrzą osoby starsze, zwłaszcza w małych miejscowościach, gdzie społeczeństwo jest hermetycznie zamknięte na wszelkie nowości, a pojęcie tolerancji czy mody jest obce. Staję się ofiarą nietolerancji, i choć brzmi to niedorzecznie, jest prawdziwe. Nietolerancja to nie tylko niechęć do homoseksualistów, żydów czy muzułmanów, ludzi o innym kolorze skóry. 

To, jak jestem ubrana zawsze będzie nie tylko mnie cechować, ale też sprawi, że ludzie będą na mnie patrzeć przez pryzmat. Między innymi dlatego nie przejmuję się tym, co powiedzą ludzie – bo mówić będą, teraz i zawsze, ale to już ode mnie zależy jaki dam im temat. Czy temat do rozmów da rodzina, czy też moje glany i mój kaptur z uszkami. Póki nie łamię prawa albo nie dokonuję przestępstw na tle obyczajowym, ich opinia pozostaje bez wartości. Bo co mają na poparcie swoich słów? Jak udowodnią mi, że niedzielny kurczak był tak naprawdę kotem sąsiadów? A no nie udowodnią. 

Niestety, to nie jedyna sytuacja kiedy spotykam się z niechęcią z powodu mojego ubioru. 

Do czego służy kaptur? Do tego by przesłonić głowę, by nie przewiało uszu, by osłonić się przed deszczem. Co czwarta kurtka i co druga bluza ma kaptur. Nikt nie robi z tego wielkiej awantury – kaptur, po prostu kaptur. A no, niestety nie. Posiadam dwie bluzy, które posiadają nie tylko kaptur, ale i do tego kaptura przyszyte kocie uszka. Uwierzcie mi, ludziom odpierdala. Jeszcze nie zdarzyło mi się ubrać ich do kościoła (bluzy są za ciepłe), ale widzę reakcję ludzi w Katowicach – w mieście, do cholery, gdzie Afroamerykanin ubrany w różową koszulę wyprowadza królika na smyczy. Jestem sensacją większą od tego mężczyzny, bo mam kaptur z uszkami. Nie pytajcie jakie reakcje są w mieścinie, w której mieszkam – a mieszkam, szczerze powiedziawszy, na całkiem uroczej wsi. 

Dlaczego piszę o kapturze z uszkami? Ponieważ wywołuje nieoczekiwane reakcje ludzi, zaczepki a ostatnio nawet usłyszałam nieprzyjazne wygwizdywanie, i niewiele brakowało, a ktoś by mną poszarpał na ulicy. Taką mamy tolerancję i akceptację na uchodźców, że dziewczyna w kapturze może zostać ofiarą drwin i wyzwisk? No ale, ubieram kocie uszka z pełną świadomością i bez chwili zastanowienia, wiedząc, że wywołam oczekiwany efekt; efekt zaskoczenia. Za każdym razem gdy je mam, ludzie rozpierzchają się w autobusie i nikt nie usiądzie obok mnie. Jestem jak trędowata. 

W okolicy uchodzę za… Hm. Nie potrafię znaleźć przymiotnika, który oddałby sedno problemu. Kocie uszka i glany potrafią o Tobie wyrobić opinię, uwierz mi. Jeśli kiedykolwiek przejmowałeś się „co powiedzą ludzie”, wiedz, że oni będą mówić i dorobią sobie własną teorię, nieważne jakbyś się nie starał, by tak nie było. Wystarczy, że coś ubierzesz; że z radia poleci nie ten kawałek – cokolwiek, dzięki czemu wyrobią opinię. 

Słucham metalu i rocka, z czym się nie ukrywam; noszę glany i kocie uszka. Jestem satanistą i pożeraczem kotów – przywykłam do tej opinii i śmieję się z niej. Przywykłam też to opinii, że powinnam coś zrobić ze swoim życiem, a nie tylko bawić się w blogowanie, które jest domeną gimnazjalistów. To jest moja łatka, a jaka jest Twoja, hm? 

Naklejanie łatek jest problemem nie tylko powszechnym, ale i społecznie akceptowanym. Każdy człowiek na ulicy nawet się nie zawaha - wystarczy, że spojrzy na włosy czy ubiór. To wszystko. Już jesteś sklasyfikowany. Niestety, o ile na włosy czy ubiór mamy wpływ, to na kolor skóry i niepełnosprawność nie mamy wpływu, a między innymi to one bardziej niż ubiór klasyfikują.

Pamiętaj też, że rodzina ma wpływ na to, jak będą na Ciebie patrzeć – w małej społeczności nie będziesz tym, który skończył informatykę, tylko synem tego, który zdradził żonę i ożenił się drugi raz; synem tego, który pije i bije swoją rodzinę. Łatkę zawsze będziesz mieć naklejoną na plecy. Będziesz tym, który ma żonę z miasta; albo tą, która jest panną i ma kota. Jeśli malujesz usta, będziesz umalowaną; masz dziecko – jesteś nieletnią matką; mieszkasz z chłopakiem – żyjesz nie po bożemu. A nie daj Boże jesteś chory. „To matka tego chłopca na wózku”; „To ten chłopak z ADHD”; „To ta niepełnosprawna dziewczyna”. 

Kiedy ludzie nakleją Ci łatkę, nie masz imienia, nie masz nazwiska, nie jesteś osobą. Jesteś „ten” lub „ta”. Bezosobowo i bezpiecznie: bezosobowo, bo nie jesteś dla niego człowiekiem i bezpiecznie, bo nikt nie zwróci na to większej uwagi. I chyba właśnie to jest najbardziej krzywdzące w patrzeniu przez pryzmat stereotypu czy naklejonej przez kogoś łatki. To nie jest osoba, to nie jest człowiek – to jest „ten” albo „ta”. 

Czytałeś kiedyś Panią Miniaturową? Jeśli nie, pozwól, że uraczę Cię fragmentem artykułu Jestem mamą gorszego sortu
„Ludzie lubili ze mną rozmawiać, zawsze tak było. Poza moim naturalnym środowiskiem. Wracając w rodzinne rewiry nastawała cisza. „Ta niepełnosprawna dziewczyna już urodziła”. Nie było gratulacji dla mnie, były dla moich rodziców. Ze mną się nie rozmawia, chora przecież, młodziutka. To nie partner do rozmów. Zostaw nas dziecko w spokoju, dorośli rozmawiają… o tobie i twoim dziecku.”

Pani Miniaturowa doskonale wie o czym mówię – ludzie w mieście, ludzie obcy z którymi ma okazję porozmawiać potraktują ją jak normalnego człowieka, jak kogoś, kim naprawdę jest; ludzie z okolic z której się wywodzi, patrzą na nią przez wyrobioną opinię. Nie znają jej, ale i tak o niej wiedzą i o niej rozmawiają. Jak mówiła Pani Miniaturowa, zawsze będziesz „tą niepełnosprawną”, a ja dodam: „tą satanistką”, „tym kobieciarzem”, „tym alkoholikiem”. Raz przypięta łatka nigdy nie zostanie odszyta i nic na to nie poradzisz, tacy są ludzie. 

Nie rozmawiałam osobiście z Panią Miniaturową, nie spotkałam jej na ulicy i gdyby sama nie powiedziała o swojej chorobie, patrzyłabym na nią jak na normalną osobę. Przepraszam bardzo, nadal na nią patrzę jak na normalną osobę, bo JEST normalną osobą. Co więcej, wpierw poznałam ją – jej opinie, jej poglądy, jej bloga – a dopiero później dowiedziałam się o pozostałych rzeczach - rzeczach, przez które ludzie naklejają nam łatki. Mam świadomość, że sama jestem wpierw postrzegana przez to, co piszę i jak piszę, dopiero później przez to jak wyglądam, a na samym końcu pod rączkę idą wady i defekty. 

Dlatego ludzie tak chętnie korzystają z Internetu jako medium do komunikacji z drugim człowiekiem. Fakt, nigdy nie zastąpi to kontaktu fizycznego, wzrokowego, poczucia bliskości, zapewnia jednak zabezpieczenie: ktoś zna mnie, moje poglądy, a nie moją chorobę, niepełnosprawność czy opinie, jakie o mnie krążą. Pamiętam z czasów dzieciństwa, gdy nawiązałam kontakt z dziewczyną z Mikołowa. Była niedowidząca i gdyby mi o tym nie napisała, nie wiedziałaby o tym – co więcej, nijak nie wpłynęło to na naszą znajomość. 

Niestety, częściej mamy do czynienia z ludźmi na ulicy jak z ludźmi Internetu. Częściej padamy ofiarą krzywych spojrzeń, złośliwych uwag czy obgadywania za plecami. Zmienimy to? Nie. Jak zatem z tym walczyć? Tak, jak mówił o tym Tyrion Lannister:

Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni. Uczyń z tego swoją siłę, a wtedy przestanie to być twoim słabym punktem. Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie.
Łatki były, są i będą. Łatki, czyli stereotypy; łatki, czyli uprzedzenia. Chłopak o ciemniejszej karnacji może być zamachowcem; łysiejąca dziewczyna wzbudza sensację i śmiech, nikt nie pomyśli o dramacie związanym z chorobą. Samotnie wychowująca matka codziennie znosi trud krzywych spojrzeń, „bo chciała wrobić w dziecko”. Niepełnosprawni zawsze pozostaną na uboczu, jako nie-ludzie, bo nieidealni, nie tacy sami.

Klasyfikujemy wszyscy, bez wyjątku. W ten sposób chcemy oswoić to, co nieznane; boimy się, i to strach sprawia, że zachowujemy się tak, jak się zachowujemy. Cała agresja skierowana w uchodźców; cała nienawiść skierowana w homoseksualistów, żydów to strach, nic innego. Uważam jednak, że pogarda potrafi krzywdzić równie mocno jak nienawiść kierowana strachem. Pogarda, bo ktoś jest inny; pogarda, bo ktoś jest gorszy.

Nie ma sensu nawoływać: nie patrzcie stereotypowo, nie naklejajcie łatek. To forma samoobrony, oswojenia tego, co nieznane. Jednakże, czasami lepiej wyjść naprzeciw strachowi i poznać to, czego się nie zna i to, czego się boi. To też wszystko ludzie. Punk też ma kochającą mamę; upośledzone dziecko ma w sobie więcej dobroci niż niejeden ksiądz z ambony. To, że człowiek wygląda trochę inaczej, miał inny start lub jest po prostu inny, nie sprawia jednocześnie, że jest gorszy. Jest taki sam jak ja, jak Ty. Taki sam. 

Wspomniałam na początku o ludziach kościoła, o katolikach, o chrześcijaństwie. Nie przypadkowo - większość ludzi na ulicy to katolicy. Uważają siebie za dobrych ludzi, ale czy takimi są? Dodatkowo, bardzo skupiłam się na sobie i trywialnych rzeczach, jakimi są bluza i glany. Prawda jest taka, że z łatwością mogę na to wpłynąć. Wzbudza to jednak skrajne reakcje, których mogę uniknąć. Jednakże, co z ludźmi, którzy nie mogą na to wpłynąć? Co mają zrobić? 


Photo credit: LordKhan via Foter.com / CC BY

6 komentarzy:

  1. Ludzie łatki przypinali, przypinają i przypinać będą. Trzeba jakoś znaleźć w sobie siłę, by się tym nie przejmować i być sobą mimo wszystko. W niektórych przypadkach trzeba się jeszcze zaakceptować, bo choć wszędzie trąbi się o samoakceptacji, mało kto w pełni się akceptuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam glany

    zapraszam do mnie : http://eskucinska.tumblr.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nienawidzę tego. Raz ubrałam się do miasta cała na czarno I tylko słyszę z tyłu dwie panie:
    Ale ona chuda nogi ma jak patyki. Chyba Anoreksję ma I te ręce masakra. Taka cała na czarno... Dlatego często staram się nie wyróżniać z tłumu. Niestety nie da się. Nawet to że jesteś chuda sprawia że ludzie patrzą na Ciebie inaczej. .. Świetny post chyba mało się o takich rzeczach mówi...
    http://imbirkowy-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest to, że to często rodzina robi wyróżniającemu się spośród ogółu społeczeństwa pranie mózgu. Często słyszy od nich, że np. w tych ciuchach nigdzie z nimi nie wyjdzie, bo tylko przyniesie im wstyd. No dobra, to moja historia.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja się cieszę że nie przejmuje się opinią publiczną. Mam tatuaze, piercing i niedlugo jeszcze kolorowe wlosy :) a i w pracy wiem ze nie bede miala z tym problemów bo sa osoby ktore rowniez "barwnie wygladaja".
    niech nazywają mnie jak chcą, najważniejsze by nie dbać o to. Jak by sie tak kazdy przejmować opinia publiczna.... To swiat dawno by stanął w miejscu.

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.