• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

środa, 27 stycznia 2016

#113 Jestem ładna = jestem suką



Coraz częściej obserwuję społeczną akceptację na zachowania bestialskie; nie mówię tutaj o mordowaniu zwierząt ku uciesze tłumu i wrzucaniu takich filmików na youtube. Mówię o tym, że osoby piękne, a przynajmniej ładne, zarówno kobiety jak i mężczyźni, mogą znęcać się nad drugim człowiekiem i ośmieszać go na forum, nie ponosząc przy tym żadnych konsekwencji. Ani grama piętna społecznego; ani słówka sprzeciwu. Wszystko odbywa się albo w cichej akceptacji, albo wręcz przeciwnie, przy salwie oklasków i podżegań do dalszej zabawy. Im słabsza ofiara, tym więcej zabawy. Oczywiście, podobnie jak w temacie Leczę „ego” przez Facebooka, wybieram tylko pewną grupę osób; wybieram tylko konkretne zjawisko i co ważniejsze, trochę generalizuję i ujednolicam. Robię to na rzecz artykułu, by uwrażliwić na tego typu zachowania, bo sami spotykamy się z nimi każdego dnia.

Zjawisko „maltretowania” jednostki nie jest czymś nowym; wręcz przeciwnie, to zjawisko znane od dawna. Czy wynika z zakodowanych przez nas instynktów, jak przykładowo lew odgania inne lwy ze swojego terenu; czy jest to wynikiem ewolucji? (Odganiamy osobników o gorszych genach); czy po prostu pokazuje pokurwienie ludzi? Nie wiem. Zapytałam moją mamę o to, czy w jej czasach szkolnych zdarzało się, by osoby popularne były wredne w stosunku do osób niepopularnych. Powiedziała mi, że było tak, ale jednocześnie w tamtych czasach ludzie trochę się hamowali. Przede wszystkim, nie było wielkiego parcia na sławę i rzesze fanów, a po drugie, środowiska były małe, ograniczone do miejscowości i szkół. Teraz, jak sama powiedziała, wszystko się poluzowało. To już nie ta moralność, nie te podejście do życia, nie te ideały co kiedyś. Ktoś może się ze mną nie zgodzić; że wcześniej wcale nie było lepiej. Ta osoba może mieć rację, ale dla mnie wtedy właśnie życie było bardziej kolorowe; bo współcześnie kolorowa jedynie jest telewizja.

Telewizja! To według mnie pierwsza przyczyna pokurwienia ludzkich zachowań. Telewizor stał się członkiem rodziny; jest obecny podczas rodzinnych obiadów czy wieczornego posiedzenia. Bezustannie lecą albo programy informacyjne, gdzie na dziesięć podanych wiadomości, dziewięć mówi o katastrofach, mordach, zamachach. Obserwujemy moralny upadek cywilizacji: MTV to nie muzyka, a TV show. W programach dla dzieci zmaksymalizowano przemoc, a zminimalizowano pozytywne przesłanie. Programy rozrywkowe i humorystyczne, wymagające od człowieka myślenia zostały wycofane, a zastąpiono je dennymi serialami paradokumentalnymi. Nie mówię już o amerykańskim zjawisku „wyścigu szczurów”, gdzie albo się dostosujesz, albo wypadasz; człowiek musi wybrać, albo kariera, albo rodzina. Najgorsze według mnie jest to, że wpychamy w ten trybik dzieci: MasterChef Junior, Aplauz Aplauz czy Mali giganci. Odbieranie dzieciństwa staje się powszechne przez spełnianie niespełnionych ambicji rodziców; rzeźbienie talentów na siłę i eksponowanie ich światu (nawet jeśli dziecko ma talent, nie popychajmy go do przodu; niech obierze własne tempo). Wyścig szczurów w byciu najlepszym!

Jak już wspominam o programach paradokumentalnych, to czy ktoś przyjrzał się problemom młodych ludzi w tychże „programach”? Przytaczam pierwszy, który przyszedł mi do głowy:
„Przyjaciółki” przerabiają zdjęcia swojej koleżanki i tworzą profil na FB, gdzie niby reklamuje swoje usługi i oferuje nagie zdjęcia za opłatą. Kiedy w sprawę mieszają się nauczyciele, cała klasa obwinia właśnie tę ofiarę i zaczynają jeszcze bardziej się  nad nią znęcać (wcześniej też się znęcali, bo sprzedajna). Nagrywają nawet film i szantażują ją, że ma wycofać oskarżenia; co więcej, kryją te przyjaciółki z bożej łaski. Jestem w stanie się założyć, że w różnego typu show kobiety również podstawiają sobie nogi, byleby pokonać konkurencję. Idą do łóżka z kim się da, i tak dalej i tak dalej, i wiele innych, patologicznych zagrań. Tak w ogóle, zauważyłeś, że kapuś zawsze jest winny, nawet jeśli działa w obronie słabszego albo samego siebie?

Główną zmorą naszych czasów jest wyścig szczurów, podsycany przez naszych rodziców już od najmniejszych lat. Ręka do góry, kogo nie denerwował taki oto dialog:
- Dlaczego dostałeś tylko trzy? Przecież Piotrek dostał cztery!
- Mamo, ale Paweł dostał dwa.
- Nie interesują mnie inne dzieci. 
Doświadczyłam go w swoim życiu raz, przyrównana do sąsiada (który chodził ze mną do szkoły podstawowej). Zawsze miał lepsze oceny i nigdy nie miałam mu tego za złe, podobnie jak nie czułam się z tym źle. Przynajmniej do czasu takiego oto dialogu: później zaczęłam się czuć źle, bo nie chciałam być na końcu, a chciałam być na pierwszym miejscu. W liceum myślenie się zmieniło na: byle zdane.

Niestety, nie wszyscy zmieniamy ten tok myślenia i zamiast po prostu odpuścić i być szczęśliwym, przyspieszamy, nabieramy tempa. Pragniemy być na pierwszym miejscu; chcemy by inni widzieli nasze plecy, a nie my ich. Rywalizacja jest zdrowa, ale w pewnym etapie przestaje być rywalizacją, a staje się walką: brutalną walką. Walką, w której są ofiary, ponieważ zaczynamy podstawiać nogi i stosować nieetyczne zagrania. Najładniej wygrać przez wyeliminowanie przeciwnika; nawet jeśli nie jest dla nas zagrożeniem.

Tym dla mnie jest znęcanie się nad inną osobą. Jest to nieetyczne, niehumanitarne i bardzo popularne; w szkołach, w pracy, nawet na ulicy. Inspiracją do napisania tej noty było właśnie zachowanie tego typu, zachowanie atrakcyjnej fizycznie dziewczyny, która bez wahania zdecydowała się ośmieszyć w okrutny sposób chłopaka, który do niej pisał. Nie dość, że dopuściła się upublicznienia prywatnej rozmowy, co jest bardzo nieetyczne same w sobie, to zrobiła to w celu ośmieszenia go. Chłopak po prostu do niej pisał, ponieważ zainteresował się jej osobą. Warto podkreślić, że dziewczyna bardzo często publikowała zdjęcia typu „jeśli mu zależy, nie podda się”. No i chłopak się nie poddawał, mimo że każda wiadomość została zignorowana. W końcu dziewczynie nerwy puściły, odpisała mu dość wulgarnie, a następnie rozmowę zascreenowała i udostępniła na swoim profilu. Zrobiła to w jednym celu: by go upokorzyć jeszcze bardziej.

Jeśli popatrzeć na naszą zwierzęcą naturę, możemy od razu wykluczyć walkę o terytorium czy współzawodnictwo. Kobieta i mężczyzna to zupełnie dwa światy i na tle emocjonalnym nie powinni stanowić dla siebie zagrożenia. Stawiam, że tutaj chodzi o odtrącenie od stada osobnika o kiepskich genach. Znaczy, jeśli założymy, że dziewczyna jest zwierzęciem bez możliwości logicznego myślenia. Niestety, jako ludzie nie możemy sobie pozwolić tylko na instynkt. Tak bardzo pokazujemy swoją wyższość nad zwierzętami, chociażby sam fakt, że posiadamy przeciwstawne kciuki, że nie możemy sobie pozwolić na luksus tłumaczenia: bo to taki instynkt. Nie, to pokurwienie.

Kilkadziesiąt lat temu przeprowadzono pewien eksperyment, w którym brali udział studenci niekaralni i można powiedzieć dobrzy. Podzielono ich na dwie grupy - klawiszy i więźniów, dając strażnikom władzę nad tymi drugimi. O całym eksperymencie można poczytać na wikipedii, ale najważniejsze w całości jest: 
Eksperyment zakończono już szóstego dnia z dwóch powodów. Strażnicy zaczęli dopuszczać się coraz bardziej gorszących praktyk, m.in. zmuszając więźniów do symulowania aktów homoseksualnych. Ponadto Christiana Maslach, późniejsza żona Zimbardo, doktor ze Stanfordu, stanowczo sprzeciwiła się eksperymentowi po tym, jak przeanalizowała jego zgubny wpływ na psychikę więźniów. Była to pierwsza osoba, która zanegowała moralną stronę eksperymentu. [...]

Wśród strażników można było wyróżnić trzy podstawowe typy zachowań. Pierwsza grupa była surowa, choć sprawiedliwa. Strażnicy z drugiej grupy starali się nie krzywdzić więźniów i udzielać im „drobne przysługi”. Pozostali natomiast znajdowali satysfakcję w znęcaniu się nad skazańcami, mimo że żaden test osobowości nie wykazywał u nich takich tendencji. Wszystkich strażników łączyło jedno: nie odmawiali wykonania żadnego rozkazu.
Wniosek z tego eksperymentu jest jeden, przynajmniej dla mnie - ludzie z władzą tracą kontrolę oraz wszelkie zahamowania. Dlatego jestem przeciwna władzy absolutnej. Ale, to nie na temat.

Wracając do głównego wątku: jeszcze większym pokurwieniem według mnie jest to, że ludzie jej entuzjastycznie przyklasnęli. Okej, ludzie byli świniami, świniami są i prawdopodobnie nimi będą, a zachowania tego typu przybiorą jeszcze gorszy obrót. Nie rozumiem jednak tego, że społeczeństwo klaszcze jak ucieszone małpy w zoo na widok jakiejkolwiek rozrywki. Ktoś kogoś kompromituje, ktoś nad kimś się znęca i nikt, naprawdę nikt nie napisze, że to nieetyczne, amoralne, lub po prostu, okropne i okrutne;  a jeśli już taki osobnik się znajdzie, to odzywają się przyklaskiwacze, broniący swojego przywódcy. Co się czepiasz? Sam się prosił.

Nie, nie prosił. Nikt się nie prosi o cierpienie, wyśmianie czy skompromitowanie. Później nie dziwię się, że chłopcy boją się zagadać na ulicy, bo jeszcze taka głupia cipa wyśmieje (a razem z nią koleżanki, może chłopcy przypatrujący się temu z boku). Uraz pozostaje do końca życia, bo to może odbić się na psychice. Wówczas takie osoby ratują się portalami randkowymi i spotted; wówczas znów się z nich śmieją, bo ofiary losu boją się zagadać do dziewczyny na ulicy. Tak, boją się, a wiecie dlaczego? Przez takie głupie kobiety.

Głowi mnie pewna rzecz, mianowicie właśnie przyklaskiwacze. O ile silniejszy ośmiesza słabszego by pokazać swoją pozycję, władzę lub pozbyć się konkurencji, to co kieruje takimi osobami? Chęć wkupienia się w łaski silnego osobnika? Zaimponowanie mu? Może lęk przed tym, że sami staną się ofiarą? Interwencja i obrona słabszego wymaga pewnego rodzaju heroizmu, wyjścia przed szereg i stanięcia tak, by kamienie sypały się nie na ofiarę, lecz na obrońcę. Nie jest to czyn łatwy, ponieważ osoba taka może sama stać się ofiarą. Pytanie jednak, czy dla własnej wygody i bezpieczeństwa powinniśmy na to pozwalać? Jesteśmy ludźmi, posiadamy uczucia wyższe i niby jesteśmy lepsi od zwierząt. Udowodnijmy to - nie znęcajmy się nad słabszymi i stawajmy w jego obronie.

Wywołuje to we mnie pewne wspomnienie. Mianowicie, kilka lat temu przeprowadzono eksperyment z przejściem dla pieszych. Jeśli człowiek ubrany w zwykłe ubrania wejdzie na czerwonym świetle, ludzie tylko będą na niego patrzeć. Jeśli jednak ten sam człowiek ubrany jest w garnitur i niesie aktówkę, społeczeństwo chętniej wchodzi za nim na pasy. Jak odczytać ten eksperyment? Bardziej ufamy tym „ładnym”, ponieważ pozostaje w nas trochę dziecinne, trochę średniowieczne myślenie „ładny” = „dobry”. Niestety, ładny nie znaczy dobry, o czym przekonuję się każdego dnia.



Photo credit: Interiorrain via Foter.com / CC BY-ND


3 komentarze:

  1. Nigdy nie należałam do pasztetów, ale mimo to byłam prześladowana przez większość szkoły (!) w gimnazjum. Po tylu latach nie udało mi się pozbierać do końca i dziwię się, że jeszcze żyję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do opisanego eksperymentu to był film taki. Jakos nie zrobił on na mnie żadnego wrażenia.
    Rozumiem co chcialas napisac jednak uważam ze zrobiłaś to nieco płytko.
    Przeciez nie zawsze "popularni" musza "maltretować innych".
    Ja wiele lat należałam do grona osob ktore miały jakas tam dosc wysoka pozycje w szkole czy nawet w pracy. I co? To nie oznacza zaraz ze ze znajomymi znęcaliśmy siś psychicznie czy fizycznie. Wrecz przeciwnie.
    To ze robia tak niektorzy to nie znaczy ze zaraz wszyscy "popularni" (czy inni ktorzy maja wysoka pozycje) sa źli.

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie zawsze wkurzał nakaz bronienia słabszych.
    U nas w gimnazjum była grupka dziewczyn (nie ładnych, ale trzymających się razem od początku ) które dokuczały reszcie klasy. W końcu upatrzyły sobie jedną dziewczynę, która nie miała życia do końca liceum.
    Na początku próbowały wybrać mnie, ale kilka razy odpowiedziałam na ich zaczepki i dały mi spokój. Kłóciłam się już tylko z jednym chłopakiem, ale to była po prostu obupulna niechęć.
    Ale reasumując tej koleżanki w ogóle nie było mi żal. Próbowała się zaprzyjaźnić z dziewczynami z mojej paczki, ale nie robiła nic poza łażeniem za nami. To my miałyśmy wymyślić temat rozmowy, pomagać jej w lekcjach i bronić przed tamtymi dziewczynami. Ona była wręcz obezwładniająco bierna. I w końcu została sama, gdy też ją olałyśmy.
    Najlepsze jest to, że przez nią miałyśmy pogadankę u pedagoga. Że MY się nad nią znęcamy, bo nie chcemy się z nią przyjaźnić. O tamtych dziewczynach słowem nie wspomniała.

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.