• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

środa, 3 lutego 2016

#116 Irytujące typy ludzi, czyli brzydka generalizacja

Irytujące typy ludzi, czyli brzydka generalizacja

„W pubie o bardzo ciemnym wnętrzu siedzi przy barze znudzony facet i popija drinka. Czuje, że obok tez ktoś siedzi i zagaduje:

- Eee, opowiedzieć ci dowcip o blondynce?

Na to odpowiada kobiecy głos:

- Możesz, ale musisz wiedzieć, że jestem blondynką 1,80m wzrostu i 70 kg wagi i jestem naprawdę silna. Obok mnie siedzi też blondynka 1,90 wzrostu, 80 kg wagi i podnosi na co dzień ciężary. A jeszcze dalej przy barze siedzi też blondynka, 2 metry wzrostu, mistrzyni w kick-boxingu. Dalej chcesz opowiedzieć ten dowcip?
Facet pociąga powoli ze szklanki, myśli i mówi:
- Nie, już nie... Nie będę go trzy razy tłumaczył...”

Blondynki to wdzięczny obiekt do żartów, tym bardziej, że nie raz żarty odnajdują odpowiedniki w realnym życiu. Chociażby autentyk z mojego życia: w Tarnowskich Górach jest Tesco, i na parkingu tegoż molocha zepsuł się samochód. Czyj? Oczywiście, blondynki. Kobieta zadzwoniła do swojej psiapsióły, też blondynki. Podpięły samochód na hol. Gdzie tkwi haczyk? A no obie kobiety wsiadły do pierwszego samochodu by sobie porozmawiać. Ciągnięte auto, pozostawione samopas, wyrządziło sporo szkód. Historia zabawna, ale i przekłamana. Krążyła z ust do ust, obrosła w miano miejskiej legendy: że to miało miejsce - nie mam wątpliwości, ale czy obie kobiety były blondynkami - już tak. Możliwe, że zostały przefarbowane w opowieściach by podkreślić ich głupotę i dołożyć kolejną cegiełkę stereotypu „blondynka” = „idiotka”. Tak, wiem - mówienie o typach ludzi jest krzywdzące, bo kategoryzuję poprzez generalizację, a przecież każdy z nas jest inny. Wrzucanie człowieka do jednego wora z innymi, którzy mają podobne cechy, jest okrutne, ponieważ nie znamy tego jegomościa. Nie wiemy nic o jego przeszłości, o tym kim jest i co przeszedł. Może jest jaki jest, ponieważ ma ku temu powody? Szlachetny to głos rozsądku, przyznaję, ale szkoda, że ten głos rozsądku milczy, gdy mówimy o Muzułmanach jako terrorystach; o Cyganach jako złodziejach; Żydach jako złu całego świata; Niemcach jako nazistowskich oprawcach. Buntujemy się, że „Polacy to złodzieje”, podczas gdy sami chętnie powtarzamy każdy inny stereotyp.


Dlatego bez obaw powiem o typach ludzi, którzy irytują każdego; a co więcej, ja, Ty, Twoja i moja znajoma czy znajomy spotykamy ich przynajmniej raz w swoim życiu. Uwaga: włączam tryb generalizacji.

Typ: wiem wszystko najlepiej

Wie lepiej, nawet jeśli nie wie. Przeczytał w książce w podstawówce, ktoś mu powiedział. Próbujesz coś zrobić, stoi Ci za ramieniem i mówi, że robisz to źle, choć tak naprawdę nie ma pojęcia, co tak właściwie robisz. 

Nie muszę daleko szukać - wystarczy uczelnia. Jeśli (ze mną studiujesz i) wiesz o kim mówię, uśmiecham się do Ciebie serdecznie z drugiej strony monitora. Mianowicie, był sobie pewien jegomość ( znaczy nadal jest, ale już nie na moim roku), który wszystko wiedział lepiej. Mało tego, nieważne o czym była rozmowa, miał odmienne zdanie. Niby fajnie, można podyskutować z kimś o innych poglądach; przynajmniej do momentu aż odkrywasz haczyk. Po pierwsze, zawsze odmienna opinia. Zawsze. Zawsze zawsze. Po drugie, zawsze odmienna opinia, nawet jak się na czymś nie znał. Nie będę szukała daleko - dyskusja na korytarzu odnośnie filmu. Załóżmy, że Władca Pierścieni. Twierdzę, że ekranizacja to majstersztyk; koleżanka stoi w opozycji, że nie, bo pierwsza część strasznie nudna. Podchodzi ON i mówi, że jemu się Władca Pierścieni nie podobał. Koleżance to nie wystarczyło: „Dlaczego?”. 

Też nie lubicie, gdy pada odpowiedź „Bo tak.” to nie jest odpowiedź adekwatna do dyskusji, do poruszanych tematów czy do sytuacji, gdy nie da się stanąć skrajnie po jednej stronie, odcinając się od argumentacji opozycji. Tym bardziej to nie jest odpowiedź godna filologa, gdzie słowo i argument są naszą największą (i chyba jedyną) bronią.

Tutaj moja koleżanka wyciągnęła pytanie, którego ja bym nigdy nie zadała. „Widziałeś chociaż?” to pytanie, które nie dość, że nie przeszłoby mi przez gardło, to jeszcze nie przemknęło mi przez myśl. Szczękę musiałabym zbierać z podłogi, gdyby padła odpowiedź „Nie.” Sęk w tym, że odpowiedź brzmiała „nie”. Dwukrotnie: na zapytanie czy widział i na pytanie czy czytał. Nie widział, nie czytał, ale Władca Pierścieni jest daremny.
Cóż, pająk przedstawia jedyną słuszną możliwość w dyskusji z taką osobą. Lub jakąkolwiek interakcją, ponieważ z takim człowiekiem nie da się rozmawiać. Przynajmniej jest ciężko.

Typ: użalam się nad sobą

Jest taki beznadziejny, nic nie ma sensu. Co? Ma coś zrobić? Po co? Nic mu nie wychodzi, dlatego nawet nie próbuje. Dlaczego nic nie robi? Bo wie, że mu nie wyjdzie. Skąd wie? Bo jest beznadziejny.   

Nie muszę daleko szukać, ponownie, bo i takiego typu osobowość miałam przyjemność poznać. Kim był ten człowiek - pozostawię tę informację dla siebie. Szczegółów rozmów również nie przytoczę, ale wszystko ogranicza się do „jestem beznadziejny”, „nic mi nie wychodzi” i „nie ma sensu”. Człowiek ten ma wiele ambicji, zrobiłby wszystko, pomysłów ma co nie miara, ale bardzo szybko się poddaje, bardzo szybko traci wiarę w siebie. Rezygnuje w połowie, kiedy nie można jednoznacznie powiedzieć czy będzie to klapa, czy będzie to sukces. Dlatego też samoocena takiej osoby leży w rynsztoku z odpadkami i jedyne, czego ona się domaga, to wyciągania ją z tego rynsztoka. Przy czym to jest oporne wyciąganie, bo ona na siłę chce tam tkwić.

Brzmi strasznie, ale tak to widzę, kiedy ktoś bezustannie powtarza jaki to jest beznadziejny, a mnie już szczęka boli od zaciskania zębów i powtarzania, że wcale nie jest taki beznadziejny. Możesz powiedzieć to sto razy, ale wystarczy że ktoś inny raz podda to w wątpliwość wartość tej osoby, to zaraz koniec świata. Mówisz, że świetnie coś robi, ale raz się potknie, albo ma jedno niedociągnięcie: koniec. Wracamy do punktu wyjścia i każda rozmowa zaczyna się lub kończy od tego, jaki on jest beznadziejny. Skręca Cię w środku; mnie na pewno, bo mam szczerą ochotę złapać za ramiona i potrząsnąć, tak mocno, bardzo mocno.

Nie myl tego, proszę, ze zwykłymi dołkami. Każdy z nas ma czasami dzień, że chce pojojczyć, ponarzekać, posmucić się i poużalać nad sobą. Jednak jest różnica, kiedy to się dzieje raz na rok, raz na miesiąc czy raz na tydzień; ale jeśli codziennie rozmowa opiera się na tym samym, jest się zmęczonym wyciąganiem z rynsztoka, bo jakby nie patrzeć, osoba taka dołuje. Ma destruktywny wpływ na nasze samopoczucie, na naszą samoocenę. W końcu sami jesteśmy beznadziejni, skoro nie możemy pomóc komuś, na kim nam zależy. Zauważyłam, że w pewnym momencie przestaję się tym przejmować i odpisuję, bo odpisuję. Tak sobie, bo i tak nie ma sensu się starać. Zerowe efekty, a szkoda mojego czasu i zdrowia.

Typ: wszyscy winni, tylko nie ja

Jezu, znowu mu nie wyszło jak miało. Mandat dostał, uwalił egzamin, dziewczyna go rzuciła. Głupi policjant, głupi profesor i głupia baba. 

Z tymi osobami spotykam się częściej niż często. Dostałem mandat - to wina policjanta, bo jest głupi i upierdliwy, a nie mój, bo złamałem przepisy. Uwaliłem egzamin - to wina profesora, bo się uwziął, a nie dlatego, że nic się nie uczyłem. Dziewczyna mnie rzuciła - to jej wina, na pewno mnie zdradzała, co z tego, że nie miałem dla niej czasu, bo kumple byli ważniejsi i dużo piłem. Nieważne co im w życiu nie wyjdzie, jest to winna kogoś innego - nie jego. Mogłabym wymieniać setki kompilacji, ale jedno jest pewna: wina nie leży po jego stronie. 

To ciężki typ osobowości, nie tylko do związku czy przyjaźni, ale i zwykłej znajomości. Jeśli przyjedziesz spóźniony: Twoja wina, bo jesteś spóźniony. Jesteś punktualnie a on się spóźni: Twoja wina, nikt nie kazał Ci być punktualnie. Jesteś wcześniej - po co, byliście umówieni o tej i tej porze. Pójdziecie na kiepski film do kina - masz kiepski gust; okaże się, że dziewczyna ma chłopaka - mogłeś lepiej trafić; nie możesz iść na piwo bo dziewczyna ma urodziny/macie rocznicę - jesteś lamus i pantoflarz. Taki człowiek nie szanuje nikogo, poza sobą. On sam jest jedyną wartościową rzeczą w swoim życiu. Na nic nie musi zasłużyć, bo sam fakt jego istnienia sprawia, że zasługuje. 

Typ: roszczeniowy (wszystko mi się należy)

Wszystko mu się należy: nie musi pracować, rodzice powinni go utrzymywać. W końcu chodzi do szkoły, musi mieć modne ubrania, drogie gadżety. Przecież studiuje, nie ma czasu na prace, też powinni go sponsorować. Złożył CV, musi dostać tę pracę; musi dostać ten awans. Muszą mu dać to, co chce. 

Ten typ znam również ze swojego życia, niezbyt długiego, ale też niekrótkiego. Spotykałam go na uczelni, w szkole, wśród znajomych. Wszystko mu się należało, nawet nie musiał się o to starać. Bardzo często, zwłaszcza w szkole średniej, stali za tym bogaci rodzice. Nie musieli przepracować ani jednego dnia, a pieniędzmi szastali jak mogli: większość swoich funduszy zarobiłam, więc oszczędzałam jak tylko mogłam. Szkoda mi było, i nadal jest, pieniędzy na markowe ubrania. O ile w szkole średniej jest to nieszkodliwe, to jednak w późniejszym życiu jest mocne uderzenie z rzeczywistością.

W końcu przez całe życie wszystko im się należało: nagle praca, awans, podwyżka, premia im się należy. Wszystko im się należy. Mnie nauczono, że jeśli czegoś chcę, to muszę na to zasłużyć lub zapracować, a każda porażka jest w jakimś stopniu moją winą. 

Typ: polaczek-cebulaczek

Sąsiad kupił nowy samochód? Na pewno złodziej. Dostała awans? Na pewno dała dupy. 

Uważam, że to chyba nasza cecha narodowościowa: zazdrość. Nie ma co ukrywać, zazdrościmy innym; śledzimy ich życie, awanse. Wiemy kiedy mają gości, albo kiedy przeżywają kryzys. Kiedy trwa kłótnia u sąsiada za ścianą, zamiast pogłośnić telewizor, specjalnie przyciszamy by lepiej usłyszeć. Ile to razy w programach paradokumentalnych w strategicznym momencie pojawiała się emerytka w moherowym nakryciu głowy i niby przypadkiem podsłuchała rozmowę bohaterów. Wówczas padało magiczne „Ja nie podsłuchiwałam, ale...”. Po tym „ale” pada informacja, która ewidentnie dostała się do rąk starszej pani poprzez inwigilację sąsiada. 

Tak szczerze, bo nie mieszkam na blokowisku, więc nie wiem: czy idąc wieczorem po osiedlu, widzisz twarze ludzi w oknach, którzy uważnie obserwują każdy Twój ruch? Czy na Twoim osiedlu jest potrzebny znak „Uwaga! Osiedle monitorowane”. Tak, podsłuchujemy; jesteśmy narodem nieufnych szpiegów. Uwielbiamy wiedzieć jak najwięcej o innych, w końcu informacja jest najpotężniejszą bronią. Jeśli ktoś grozi nam, możemy wyciągnąć z rękawa kartę przetargową; i zaraz mięknie, zaraz nabiera w usta wody. 

Co jeszcze bardziej odrażające, jak przystało na katolika, polaczek-cebulaczek gna na poranną mszę, wpycha się koniecznie w pierwszą ławkę (tak by ksiądz widział), a kiedy tylko wyjdzie się z kościoła po komunii, po uściśnięciu prawicy na znak pokoju - dwie emerytki obgadują, że ta w nowym płaszczu, pewnie w kradzionym; ta z nowym fagasem, pewnie daje na boku; ta zaś za krótkiej spódniczce, dziwka pierdolona. Idąc za parą takich emerytek można się o sobie bardzo wiele ciekawych informacji dowiedzieć, oczywiście większości przekłamanych, dodanych, wyolbrzymionych. 

Co nami, polaczkami, kieruje? A no czysta, polska zazdrość. 

Nie wszyscy, nie zawsze, ale jednak: spora część.

Wytoczyłam działo liczące raptem pięć pocisków. Wiem, że gdybym posiedziała nad tym więcej, przeanalizowała więcej spotykanych na swej drodze ludzi, zapytała najbliższych, mogłabym stworzyć i wykreować wiele typów osobowości. Jednakże: po co? Ta piątka w zupełności wystarczy; ba, wystarczy jeden człowiek by zepsuć Ci humor do reszty. Nie muszę tworzyć całej chmary - mówię Ci o tych ludziach, bo jeśli takiego na swej drodze nie spotkałeś, jesteś szczęściarzem. Pragnę Cię ostrzec: przed takimi ludźmi i byś nie stał się takim człowiekiem. 

Powyżsi mają ciężko w życiu. Ci, którzy wiedzą wszystko najlepiej, będą najbardziej nielubianymi pracownikami i przełożonymi; jako ludzie będą uciążliwi, bo nie można z nimi porozmawiać na jakikolwiek temat by nie próbowali udowodnić Ci, którzy wiedzą lepiej, mają rację. Użalający się nad sobą nigdy niczego nie osiągną, będą wiecznie kąpać się w pomyjach własnych porażek i oblewać każdą zaprzepaszczoną szansą - szansą, której się nie podjęli przez własne kompleksy. Ja-Niewinny nigdy nie zrozumie swoich błędów, więc nigdy nie wyciągnie z tego wniosków: jego życie będzie karuzelą tych samych porażek, tych samych rozczarowań i takiego samego obwiniania innych. Z kolei Ci, którzy uważają, że wszystko im się należy nie osiągną nic: będą przesiadywać w małym, popadającym w ruinę mieszkanku; będą oglądać telewizję i patrzeć na sukcesy innych, będą sobie powtarzać „to mogłem być ja” albo „należało mi się”. Niczego w życiu nie osiągną, nic w życiu mieć nie będą. Ostatni, polaczek-cebulaczek, może coś osiągnie, może odniesie jako-taki sukces, ale zawsze będzie nieszczęśliwy, bo zamiast cieszyć się z tego co ma, będzie zazdrościć innym. Unieszczęśliwi go to na resztę życia. 

Przede wszystkim, te typy osobowości zawsze pozostaną same: ludzie ich opuszczą, nawet najbliżsi, bo unieszczęśliwią siebie, ale i innych. Nikt nie chce być nieszczęśliwy, tego jednego jestem pewna. 



Photo credit: Cristiano Betta via Foter.com / CC BY

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.