• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

piątek, 26 lutego 2016

#125 „Lubię to!” - mała rzecz, wielki efekt.



Blogowanie to nie lada sztuka - nie dlatego, że trzeba pisać posty i dbać o regularność. Największą sztuką w tejże sztuce jest właśnie pozyskiwanie czytelników, udostępnień i komentarzy. Każdy z nas, błądząc po blogosferze, chce trafić do jak największego grona osób. Jedni udostępniają swoje posty na fanpage, prywatnych profilach i podsyłają znajomym z prośbą o udostępnienie. Inni wrzucają swojego linka wszędzie tam, gdzie tylko się da, przez co powstają fałszywa kółka wzajemnej adoracji i bezwartościowe komentarze. 

Nie ma nic bardziej demotywującego jak brak odzewu ze strony czytelniczej. Pytam się o coś na fanpage, wyświetlenia rosną, ale nikt nie odpisze, nie odpowie, nie zalajkuje. Podkopuje to nie tyko samoocenę, ale i ambicję. Powstaje pytanie: co robię nie tak? Każdy artysta, niezależnie co tworzy, ma chwilę zwątpienia. Co jeśli idzie złą drogą? Co jeśli nie trafia w sposób właściwy? To nie tak, że zależy nam na popularności... Choć tak, zależy nam na niej, ale nie jest to nasz priorytet. 
Świadomość, że do kogoś trafiliśmy i komuś spodobało się to, co mamy do przekazania jest niczym paliwo. Dodaje energii na kilka kolejnych postów - do momentu, aż bak się opróżni. Niektórzy bardzo szybko tracą siłę i zapał, bardzo szybko poddają się, w efekcie czego krążą po sieci pozostawione blogi, niedokończone opowiadania i projekty, które już nigdy nie poznają swojego zakończenia.  
Skupię się jednak na małym elemencie promocji bloga, czyli na facebooku. Bardzo popularne stały się fanpage - blogów, autorów, marek. Wszyscy, którzy chcą się reklamować, mają swoją stronę na tym niebieskim gigancie. Sama posiadam swoje konto, Pani Kotełkova, i większość czasu spędzam na... promowaniu fanpage. Nie bloga, nie instagrama czy twittera, ale mojego fanpage, ponieważ to on w dużej mierze napędza cały mój „biznesik”. 

Każdy udostępniony przeze mnie - i jakiegokolwiek twórcę - post ma tak zwany „zasięg”, czyli liczbę osób, do których dotarł post. Jeśli śledzisz kogoś, obserwujesz to co udostępnia, pozostaw ślad po sobie. Jaki?
Lubię to! może nie napędza gospodarki bloga i nie sprawia, że jest dużo bardziej poczytny, ale dzięki Twojemu lajkowi wiem, że dany temat Ci się podoba. W ten sposób potrafię określić statystykę, a to sprawia, że łatwiej mi wybierać tematy. Wiem, co się podoba, więc piszę to, co spodoba się i Tobie, i mnie.
Dodatkowo, Lubię to! nie kosztuje za wiele, tylko kliknięcie. Dzięki Twojemu działaniu, post może trafić do innych znajomych. Wyświetli się na tablicy jako coś, co Ci się spodobało, więc któryś znajomy może wejść i przeczytać. A nóż widelec, jemu się to spodoba i zacznie mnie czytać? Tak jak mówię, Ciebie to nie kosztuje za wiele, a dla mnie jest to szansa na kolejnego czytelnika.
W ciągu dnia lajkujesz tyle treści - jedna w tę czy we tę - co za różnica?
Napisz komentarz wymaga nieco więcej czasu Twojego czasu, bo o ile nie musisz przeczytać zaraz całego artykułu, to i tak musisz przemyśleć swoje stanowisko i poświęcić czas na jego napisanie. Jednakże, jeśli to zrobisz, uwzględnię kolejny punkt widzenia; poznam kolejną osobę, która się ze mną zgadza lub nie zgadza.
Komentowanie sprawi, że poczuję się doceniona. Chyba znasz to uczucie - wrzucasz status na facebooka, pytasz się o coś i odpowiada Ci wymowny świerszcz. Nikt się nie kwapi by skomentować, zalajkować czy wykonać jakąkolwiek interakcję. Jeśli znasz to uczucie, to domyślasz się jaką radość wywoła jeden, niedługi komentarz. Zarówno ten na blogu, jak i ten na facebooku.
Dodatkowo, komentarz przyciągnie uwagę Twoich znajomych po raz kolejny - zobaczą co czytasz i co o tym myślisz.
Udostępnij czyli najrzadziej używana funkcja czytelnicza. Każde udostępnienie na prywatnej tablicy sprawia, że zasięg posta rośnie i to niesamowicie. Twoi znajomi zobaczą to, co udostępniłeś - może wejdą, może nie. Udostępnienie to największe wyróżnienie dla blogera, nieporównywalne z niczym innym - nie tylko czuje się doceniony, ale czuje również dumę. Nie ma większej dawki paliwowej zaserwowanej przez czytelnika.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ponieważ niechętnie lajkujemy, komentujemy i udostępniamy. Nawet jak przeczytamy, nie damy znaku autorowi, który widzi statystyki, ale nie widzi efektów. Kilkaset wejść w ciągu kilku godzin, ale praktycznie żaden lajk i żaden komentarz. Pojawiają się wówczas pytania: „co robię źle?”
Jeśli bloger robi coś źle, nie bój się tego napisać. Załóżmy, wejdziesz na stronę i zobaczysz, że ma nie taką czcionkę, albo nie taką kolorystykę - powiedz mu, bo on o tym nie wie. Jeśli wchodzisz na fanpage i widzisz coś, co Cię odrzuca w linku - również to powiedz. 
Pomyśl - gdybyś coś tworzył, poświęcił kilka godzin na napisanie, narysowanie lub nagranie czegoś, i nie otrzymałbyś żadnego odzewu, zabolałoby, prawda? Nas - blogerów, autorów - to nie tyle boli, co martwi. Zastanawiamy się o tym, gdzie leży pies pogrzebany, co odrzuca czytelników. Osobiście przekonałam się, że szablon i końcówka .pl zmieniają wiele, zwłaszcza w wyświetleniach, a disqus to skuteczny sposób na pozyskanie komentarzy. Ale, ale, nie mówiłam o blogowaniu, tylko o facebooku.

Jak sprawa ma się na facebooku? Każdy z nas stara się znaleźć swoją ścieżkę reklamy. Jedni wrzucają tylko konkretne posty, nie wrzucają ich codziennie - drudzy wrzucają mnóstwo zdjęć, luźnych tematów, opowiadają śmieszne historyjki. Nie wiem która droga jest lepsza i którą pójść, a póki mój czytelnik nie powie mi „co woli”, nadal będę błądziła.
Warto lajkować, warto komentować i warto udostępniać, bo nie tylko promujecie strony i posty przy minimalnym wkładzie, ale dajecie siłę i wenę do dalszego pisania. Ty jesteś celem, a jeśli udaje mi się go osiągnąć, nie sposób nie czuć spełnienia.


Jeśli chcesz być na bieżąco z aktualnościami na (jakiejkolwiek) stronie, możesz ustawić taką oto przyjazną opcję. 



1 komentarz:

  1. Z tego co już zdążyłem się połapać, aktywnych czytelników jest ok. 10% ze wszystkich odwiedzających. Do tego z Fb robimy (my blogerzy) bardzo poważny błąd. Promujemy sie na grupach dla twórców zamiast u zwykłych Kowalskich, na których najbardziej nam zależy. Co z tego, że wejdzie dana ilość osób, skoro oni sami prowadzą blogi i dbają głównie o swoje wejścia.

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.