• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

poniedziałek, 21 marca 2016

#135 A mogła zabić.


Postanowiłam napisać o pewnym wydarzeniu minionego tygodnia, niby z opóźnieniem, ale czuję, że ta sprawa jeszcze nie ma końca. Przysiadłam z samego rana, naparzyłam sobie kawki i zaczęłam przeglądać kanały informacyjne, zbierając materiały. Zapewne domyślasz się, że mówię głośnym temacie matki, która porzuciła swoje dzieci w kościele; mówię o zdesperowanej kobiecie, która szukała lepszego życia. 

Mam wrażenie, że to wydarzenie połączyło Polaków - słyszę głównie jednomyślność o dramacie kobiety, o jej zdesperowanym kroku. Słyszę pytania „czy państwo jej pomogło”, „czy ktoś jej pomógł”. Wydarzenie głośne, tym bardziej, że kobiecie grożą trzy lata więzienia. Dlatego postanowiłam poruszyć tę kwestię - kwestię zdesperowanych kobiet i matek, chcących zapewnić swoim dzieciom życie, którego same nie są w stanie. 

Z początku myślałam by pisać o samej kobiecie, by opowiedzieć o całej sytuacji tak, jak robią to media społecznościowe i media informacyjne. Im dłużej jednak przeglądam sieć, tym bardziej dociera do mnie, że dla nas - ludzi - niepojęta jest myśl o porzuceniu dziecka. Nieważne czy mówimy o porzuceniu noworodka czy półtorarocznego brzdąca; nieważne czy mówimy o problemach ekonomicznych czy nieprzygotowaniu kobiety. Dla nas to jest po prostu niepojęte. 

Mówię o tym dlatego, że poszukując informacji, natrafiłam na tytuł artykułu pisemka Fakt. „Co się dzieje w Polsce?!”. Źle się dzieje, drodzy redaktorzy. Źle się dzieje. Prawie trzynaście milionów Polaków żyje na skraju biedy, a co jeszcze przeraża jeszcze bardziej, pracują. Chodzą do pracy, dostają wypłatę, ale i tak ledwie starcza im do końca miesiąca. Czy chciałabym wychowywać dziecko w takiej sytuacji finansowej? Nie. Mając dziecko, chciałabym zapewnić mu godny byt - nowe i czyste ubrania, dobre jedzenie na talerzu, spełnianie niektórych zachcianek by czuło się kochane. Chciałabym, by moje dziecko miało dobry start.

Czy będzie miało dobry start, kiedy ledwie starcza mi na rachunki i czynsz? Kiedy muszę kupować produkty najgorszej kategorii, bo inaczej nie starczy mi do końca miesiąca? Nie mówię ani o przypadku, gdybym się pochorowała, musiała wziąć zwolnienie lekarskie i musiałabym kupić lekarstwa. Nie wszyscy mamy wsparcie rodziców, nie wszyscy możemy na nich polegać. Niektórzy żyją już tylko na własny rachunek, od początku do końca.

Źle się dzieje w Polsce, oj źle, bo ceny produktów rosną, a świstek z wypłatą pokazuje te same cyferki. A tutaj wkraczają nowe podatki - marketowy - który niby nie ma mieć wpływu na nas, Polaków. Gówno prawda. Jakiekolwiek podatki nałożone na cokolwiek w efekcie końcowym płacimy my - rodacy. Podatek radiowotelewizyjny? Płać w rachunkach za prąd, piętnaście złoty miesięcznie. Kończy się 500+, dostaniesz raptem 485, a to dopiero początek - bo jeszcze banki, bo jeszcze markety. Nie stać cię na telewizor albo nie chcesz go mieć? I tak płacisz.

Mogłabym wymieniać długo, długo i jeszcze raz długo. Od ceny wyprawki szkolnej, po samą cenę szkolnictwa, przez kolejki do żłobków (by pracująca matka mogła utrzymywać siebie i potomka), aż po same ceny mieszkań. Zarabiasz średnią krajową, 1200 złoty? Czynsz najtańszej kawalerki w Tarnowskich Górach (niewielkim mieście) wynosi 800zł w górę. Sam czynsz, plus media - i gdzie wypłata? No gdzie? Przemilczę cen żywności i ubranek dla najmłodszych.

Sprawdzałam ceny mieszkań w Katowicach - kawalerka kosztuje więcej, dużo więcej, zatrważająco więcej. Wypłata nadal ta sama, a gdy jesteś sam i dziecko, zapomnij o wszystkim. Albo masz gdzie mieszkać, albo masz co jeść i za co się leczyć. Jeśli jest para, jakoś da radę. Jakoś się utrzymają. Jednak gdy kobieta jest sama - i sama musi wychować dziecko - musi wziąć drugą zmianę albo drugi etat. Musi być w pracy od szóstej do drugiej, a następnie od drugiej do dwudziestej drugiej. Kto w czasie, kiedy ona zarabia na to by być i mieć, wychowa dziecko? Wychowa ulica, wychowają bloki, wychowa społeczeństwo.

Pojawi się patologia, pojawi się gniew młodego człowieka, który czuł się zaniedbywany przez lata. Pojawią się głosy o wyrodnej matce, która nie zajmuje się maluchami; pojawią się krzywe spojrzenia sąsiadek i interwencja policji. Pojawi się pomoc społeczna, bo patologia. Nie, to nie jest patologia, to rzeczywistość, to po prostu bieda pracujących. 

Mam dość ludzi siedzących w biurowcach, popijających kawkę i których stać na mieszkanie, albo i nie, którzy w kółko powtarzają pytanie „dlaczego porzuciła dziecko”. Mam dość tych ludzi, bo zadają pytanie, ale nie chcą na nie odpowiedzieć. Wszyscy, jak jeden mąż, powtarzają „problemy finansowe”, ale czy ktoś zarysuje te problemy? Czy ktoś powie, że człowiek zarabia psie grosze i musi wybrać, czy opłacić mieszkanie czy włożyć co do garnka? Czy ktoś powie, że w ten sposób żyją miliony Polaków? Nie. Lepiej mówić „problemy ekonomiczne”, bo to takie sterylne pojęcie, takie bezosobowe.

Kiedy media powtarzają te wyrażenie jak mantrę, mamy wrażenie, że to błahy powód. Bo mogła iść do pracy, bo mogła się postarać, bo mogła oszczędzać. Nie dociera do nas głębia i prawdziwy sens tego problemu, dlatego łatwiej zrobić z kobiety potwora. Łatwiej powiedzieć „porzuciła dziecko”, skazując ją od razu, bez spojrzenia na sprawę. 

Więcej kobiet oddaje dziecko z racji na problemy finansowe. Człowiek sam ledwie zwiąże koniec z końcem, odłoży sobie od ust i przykręci kaloryfer, by nie nabiło za dużego rachunku za ogrzewanie; ale dziecko? Jak się przeziębi, jak przyjdzie głodne - patologia. Patologia, patologia, patologia! Uwielbiamy to słowo, prawda? Pozwala nam spojrzeć z góry, powiedzieć sobie z zadowoleniem, że jest się lepszym sortem Polaka. 

Mam dość mówienia o całej sprawie z taką łatwością - „porzuciła dziecko”. Za tym wyrażeniem chowa się nieczuła kobieta, która „porzuciła dziecko” tak, jak „porzuca się psa”. Gdzie jest dramat kobiety? Gdzie jest jej wewnętrzna walka między „chcę zachować dziecko” a „nie mam pieniędzy by go utrzymać”. Bo powiedzenie „nie stać mnie na dziecko” jest krzywdzące - dziecko to nie drogi samochód, to drugi człowiek. 

Przeraża mnie w tym kraju to, że gdzieś tam piętnujemy kobietę za to, że oddała swoje dziecko pod opiekę ludzi w kościele; o to, że pozostawiła je w kościele rzekomo bez nadzoru. Przeraża mnie to, że tę kobietę, tę matkę, będziemy sądzić. Grożą jej trzy lata, trzy pieprzone lata. Wiesz, jaki będzie kolejny nagłówek medialny związany z dzieckiem? Porzuciła dziecko w na śmietniku, na lotnisku, w toalecie - ale nie wśród ludzi, bo jeszcze ktoś ją na tym przyłapie i osądzi, oskarży, i skaże. 

Kobieta zachowała się jak matka, więc potraktujmy ją jak matkę, matkę z problemami; taką, której nikt nie chciał pomóc. Ona nie jest potworem dlatego, że chciała lepszego życia dla swojego dziecka. Cała ta sytuacja była wołaniem o pomoc - nie dla siebie, ale dla dzieci. Nie zapomnijmy o tym, że gdyby podjęła inną decyzję, szukalibyśmy informacji o tym wydarzeniu pod zupełnie innym nagłówkiem. 



Photo credit: espada842 via Foter.com / CC BY-ND

1 komentarz:

  1. Mieszkam w Katowicach, jestem na I roku studiów. Chciałabym iść na swoje, ale praca dla studenta - oczywiscie od poniedzialku do soboty 10-18. Mieszkania do wynajęcia - 800 zl w górę, taniej jest, ale z kiblem na korytarzu. Jakoś daleko mi do piętnowania kobiety, która bez środków do życia bałaby się, że skazuje dzieci na śmierć. Jest mi jej jedynie szkoda, że teraz cała Polska usłyszała o niej, cała Polska o niej gada i cała Polska może dać upust swojemu świętemu gniewowi narodowemu dzięki niej.

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.