• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

poniedziałek, 28 marca 2016

#138 Pieprzyć hejterów i pieprzyć „prawo wolności słowa”.



Pieprzyć hejterów. Pieprzyć to, że roszczą sobie prawa do cudzego życia; pieprzyć to, że są przekonani o swojej pozycji jako oprawcy; pieprzyć to, że niszczą spokój obywatela tylko dlatego, że mogą, bo mają „prawo wolności słowa”. Pieprzyć to prawo. I pieprzyć hejterów. 

Jestem wzburzona, nie ukrywam, bo inaczej pisze się o mowie nienawiści, gdy znajduje się gdzieś obok i nie dotyka bezpośrednio Ciebie. Perspektywa zmienia się, gdy sam stajesz się ofiarą mowy nienawiści, a w moim przypadku, był to zmasowany i częściowo zorganizowany atak. Wszystko zaczęło się od artykułu - pierwszego na tejże stronie, pierwszego jakiegokolwiek przeze mnie napisanego. Artykułu humorystycznego, niepoważnego, satyrycznego. Po kilku miesiącach „zgarniania” hejtów za to, że śmiem wyśmiewać mężczyzn, że śmiem mieć oczekiwania i co więcej, śmiem wybrzydzać, postanowiłam dołączyć pewien akapit na samym początku. Ciężko go przeoczyć. 

Nienawiść kierowana w moją stronę trochę wyhamowała; mężczyźni (przynajmniej Ci umiejący czytać ze zrozumieniem) spuścili z tonu. A kiedy wyłączyłam komentowanie z anonima, panuje idealna cisza, którą przyjmuję z ulgą. W końcu, nie fajnie jest czytać pod swoim adresem wyzwiska i groźby „Jesteś tępą kurwą ;)” czy chociażby „typowa Polka patrząca z wyższością na facetów, bo jej cipka jest taka cenna”. Takie opinie pojawiały się jednorazowo, w dużych odstępach czasowych, więc machałam na to ręką - statystyka artykułu rekompensowała straty. 

Wszystko zmieniło się kilka dni temu, gdy pewne forum, którego nazwa składa się z „bracia” oraz „samce”, sugerując tym samym poziom użytkowników, odkryło mój artykuł o Badoo. Najwyraźniej panów uraziła treść i wzięli go niezwykle do serca, na poważnie. Możliwe, że przeoczyli duży druczek, skupiając się na tym malutkim, czyli treści. Niemniej, panowie przepuścili zmasowany atak, a ich komentarze nijak nie pasowały do tych, które znajdowały się pod artykułem. Tam przynajmniej hejterzy wykazywali poziom „hejtera”, a nie tylko „hejtera-trolla”. 

Poleciały teksty, cytując: „zajebałbym”, „zabij się”, „Roszczeniowa z ciebie kurewka. Rozkoszuj się mową nienawiści.” i „wyruchalbym w dupe”. Przy czym Panowie trochę stchórzyli, bo zamiast napisać to pod artykułem albo na fb, przeszukali chyba wszystkie miejsca i odnaleźli mój kanał na youtube. Co z tym zrobiłam? Na ich szczęście, odpuścili sobie po czterech godzinach i już nie wchodzą, pozostał po nich tylko smród i niezwykle wzniosła statystyka. Dlaczego na ich szczęście?

Z początku czułam się przez nich zaszczuta - czułam wewnętrzny strach, byłam w tym wszystkim zagubiona. Z godziny na godzinę zerkałam na telefon, w obawie, że będzie migać dioda powiadomień, ale wraz z rosnącym strachem, rosła we mnie wewnętrzna determinacja. Wiedziałam i powtarzałam sobie: „oni nie mają prawa mnie zaszczuć”. To nie były łatwe godziny dla mnie, ale w końcu nabrałam pewności siebie i zdecydowałam się coś z tym podziałać. 

Skonsultowałam całą sprawę z prawnikiem - czy mogę to zgłosić na policji, jak mam to zgłosić, co muszę zrobić. Podszedł do tej sprawy bardzo poważnie, a nie jak myślałam, „każdego hejtują, nie jesteś wyjątkowa”. Bo tego się właśnie boimy, prawda? Że jak zaczniemy coś działać, to inni popatrzą na nas z góry, jak na słabeuszy. To nie prawda - podejmując walkę, pokazujesz swoją siłę. Łatwo dać się zaszczuć i siedzieć cicho, skulonym w kącie umysłu i powtarzać sobie, że już nigdy więcej nie narysujesz, nie napiszesz, nie nagrasz. Pozwolisz sobie odebrać szczęście bandzie idiotów? 

Prawnik udzielił mi kilka rad, przede wszystkim: zrobić zdjęcia i screeny wszystkich gróźb i wyzwisk oraz udać się na policję i zgłosić, razem z wydrukowanymi dowodami. Doradzał, bym nie ignorowała sprawy, bo groźby mogą się nasilić a brak reakcji z mojej strony tylko ich zachęci. Dlatego podjęłam przygotowywania, między innymi poczytałam o tym na tej stronie, są tam również wszystkie niezbędne dokumenty do zgłoszenia sprawy drogą mailową. 

To doradził mi prawnik i tak zamierzam zrobić. Wszystko jest przygotowane, mam nawet wybraną elegancką koszulę. Skoro ja potrafiłam się zdecydować, skoro ja znalazłam siłę by zrobić screeny „oprawców” i by się im postawić, to każdy inny też potrafi i może. Nie tylko mówię o hejterach internetowych. Oprawców znajdziemy wszędzie, nawet w szkole i pracy. Masz telefon z funkcją nagrywania - nagraj to i na policję. Poproś, by ktoś nagrał z boku. Zbierz dowody i ich zniszcz. Nie jesteś ofiarą i nie pozwól sobie tak myśleć. 

Moja rada? Nie zdradzaj im, że możesz stanowić zagrożenie, bo staną się nieobliczalni. Zrób to po cichutku, daj im złudną przewagę, że są górą, a to Ty jesteś ofiarą. Później, kiedy będziesz gotowy lub gotowa, kontratakuj. Idź na policję, zgłoś możliwość popełnienia przestępstwa. A co dalej? Pieprz ich, ba, pierdol ich.



Photo credit: iconicsummer via Foter.com / CC BY-ND

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.