• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

środa, 13 kwietnia 2016

#145 Jestem zmęczona nadmiarem wolnego czasu.


Przyznam się szczerze, że wszystkie komentarze i przychodzące polubienia na fanpagu dodają mi pewności siebie; sprawiają, że czuję ten podmuch wiatru, to samozadowolenie, ale przede wszystkim, że coś mi wychodzi. Że nie wrzucam tekstu w sieć i on sobie tak dryfuje, beznamiętnie i bez odzewu, jak jakaś sierotka. Wiem, że moje dzieci mają dobrych opiekunów, czyli moich drogich Czytelników, i Ciebie, drogi Czytelniku. 

Lubię to co robię, i robię to co lubię. Piszę. Staram się znaleźć czas w każdej nieproduktywnej chwili swojego dnia i przekuć go w coś, co będzie owocem moich starań, i stanie się sensem mojego życia. Nie mam czasu na oglądanie seriali, nie mam czasu na filmy, nie mam czasu nawet na gry komputerowe (które bardzo kocham). Nie chodzę do klubów i nie jeżdżę na bale. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: nie mam na to czasu.

O moim zabieganiu wiedzą nieliczni, do których dzwonię z samochodu by zapytać jak się czują; wiedzą nieliczni, którym rano napiszę tylko „dzień dobry”. Wiedzą, że do samego blogowania podchodzę bardzo poważnie - mam całą listę tematów, wiecznie chodzę z czymś do notowania i gdy tylko mam spędzić nieproduktywny czas, staram się przekuć w coś produktywnego. I teraz powiem coś Tobie: to bardzo męczące.

Jestem kobietą, nie ma co ukrywać. Poświęcam dużo czasu na dbanie o swoje zdrowie, wygląd i ciało. Ćwiczę, jestem na diecie (i jednocześnie zapycham się słodkościami przy komputerze). Staram się zminimalizować czas na dbanie o włosy, robienie fryzur, ale - jak wiadomo - im dłuższe, tym ciężej. Ból bycia kobietą zrozumieją kobiety, i nie mówię tutaj tylko o dbanie o swój wygląd. Mówię też o... cóż, różnego typu dolegliwościach, które eliminują nas na kilka dni z życia.

Jestem blogerką, i jestem z tego dumna. Prowadzę tę o to stronę, której poświęcam mnóstwo czasu. Nie mówię tylko o pisaniu artykułów w każdej wolnej chwili, bo teoretycznie, mam tylko trzy teksty tygodniowo. Otrzymuję skrajne opinie, gdzie jedna strona mówi „kiedy znajdujesz czas na pisanie tylu artykułów” a druga z kolei „trzy razy w tygodniu? To strasznie mało”.

Tempo trzech postów tygodniowo, z całą redakcją, oprawą i przede wszystkim, reklamą jest tempem wystarczającym. Po czterech miesiącach zaczynam czuć „wypalenie zawodowe”, coraz częściej po głowie chodzi mi wpis o krótkim urlopie. Póki co, tylko myślę, ale uprzedzę gdy zdecyduję się realizować swój plan. Trzy artykuły, to minimum sześć godzin mojego życia.

Po godzinie na napisanie każdego tekstu, następnie jego korekta i redakcja, w tym znalezienie oprawy graficznej (co nie jest taką łatwą sprawą, jeśli chcę znaleźć okładkę pasującą do tematu i którą będę mogła wykorzystać). Później jest kolejny etap, czyli reklama. Nie stać mnie na wykupywanie reklamy każdego jednego artykułu, stąd muszę prężnie działać we własnym zakresie. Promowanie po grupach, na instagramie i innych mediach; czytanie i udzielanie się u innych blogerów. Te sześć godzin ogranicza się do napisania i przeredagowania trzech artykułów, a marketing? Nie będę ani się rozpisywać.

Jednocześnie cały czas pracuję nad tym, by udoskonalić swoją domenę - by coś dodać, coś odjąć, coś dopieścić. To trwa, i trwa niemało. Kto prowadzi bloga regularnie, wie o czym mówię.

Nie jestem tylko blogerką, ale jestem również pisarką. Nie będę ukrywała, to moja główna branża: pisarstwo. Blogowanie jest odskocznią od niego, zwłaszcza przez ostatnie dwa lata, ale ostatnie miesiące to powracanie do pasji. Powrót bolesny, a co ważniejsze, czasochłonny. Tym bardziej, że nie zamierzam pozostawić Wypstrykanda samego.

Jestem w trakcie pisania powieści, a konkretniej, powieść mam już napisaną. Wiedzą o tym osoby, które śledzą mnie na facebooku. Dla niewtajemniczonych: w dziewięć dni napisałam pierwszy rys powieści, czyli osiemdziesiąt stron samych dialogów i akcji. Niby wszystko pięknie i ładnie, ale posiadam tylko szkielet, który muszę uzupełnić narządami, mięskiem i skórą, a tworzenie wnętrza powieści zajęciem prostym nie jest, tym bardziej, że tworzę własne uniwersum.

Na mojej głowie jest: kultura, polityka, religia, gospodarka, klimat, geografia; jednym słowem, wszystko. I wszystko musi współgrać ze sobą, gdyż u mnie nie ma „bo tak”. „Bo tak” mówią dzieci w podstawówce: jeśli ktoś jest taki, musi być logicznie poparte dlaczego jest taki. A to dopiero drugi rys, bo kiedy go skończę, będę brała się za trzeci. Jaki on jest? Mam szkielet, wnętrze i skórę - pozostają detale, i to na nich zjem własne palce, jestem tego pewna.

Powrót do pierwotnej pasji pokazał mi, że prowadzenie strony a pisanie powieści to dwa różne światy. Artykuł na cztery strony jestem w stanie napisać w godzinę, podczas gdy siadam o godzinie dwunastej do komputera, a do godziny szesnastej mam takie same cztery strony. Wtedy wiem jedno, moja produktywność tego dnia wyglądała następująco:




Różnica między powieścią a artykułem skupia się na detalu, jakim jest dobór słów. Artykuł to sklejanie i szycie myśli za pomocą słów; jest to trudna sztuka, ale do opanowania. Powieść jednak to szycie obrazów poprzez słowa, a szycie obrazów to już zupełnie inna bajka. Powinien o tym świadczyć fakt, że przed półtorej godziny tkwiłam na opisie jednego budynku.
A że każdą wolną chwilę poświęcam na to, co kocham, czyli na pisanie, pozostaje go bardzo niewiele.

Pomijając blogowanie i pisanie powieści, jestem również studentką, na dodatek studentką trzeciego roku. To znaczy, że powinnam pisać jeszcze jedno dziecko, jakim jest licencjat. Niestety, to dziecko jest takie trochę niechciane i zabieram się do niego jak pies do jeża - niemniej, nadal gdzieś za mną chodzi i gdzieś tam przeglądam swoją bibliografię. Tworzy się? A no tworzy, tylko najwolniej z wszystkich moich dzieci.

Pomijając pracę licencjacką, chodzę jeszcze na zajęcia, w tym - dojeżdżam na uczelnię i przesiaduję na wykładach ćwiczeniach. Nie będę kłamała - jeśli nie ma listy na wykładzie, to mnie na nim nie zobaczą aż do egzaminu. Dopiero wtedy przekonuję się jak wyglądał mój profesor, ale ciiiii...

Jestem kobietą, blogerką, pisarką, studentką, ale nie ma co ukrywać, jestem również córką; córką, która stara się pomagać jak tylko może. Kiedy mogę, wyskoczę do biedronki, zrobię pranie, poodkurzam albo wymyję podłogi. Kto sprząta w mieszkaniu, wie jakie o bywa czasochłonne. Sęk w tym, że mieszkam w domu. Kilkupiętrowym.

Jestem także przyjaciółką, do której można zadzwonić i wypłakać się; zadzwonić i wygadać się; wpaść i zrelaksować się. Nieważne do czego ogranicza się moja rola, jestem przyjaciółką i nie odeślę drugiej osoby z kwitkiem, „sorry, nie mam czasu”. Jeśli mam poświęcić czas dla najbliższych kosztem powieści czy strony, jestem w stanie to zrobić, i to bez zawahania.

To moje główne role, ale gram też mniejsze role, jak sąsiadka, wnuczka, koleżanka (zwykła i blogowa), posiadaczka psa i kotów. Takie małe czasoumilacze albo czasoupychacze, jak kto woli. Chadzam na rodzinne imprezy, spotkania; jeszcze dorabiam w wolnej chwili, zastępuję moją mamę w pracy.


W tym całym zabieganiu, jakim jest moja doba, staram się znaleźć czas dla rzeczy i osób dla mnie najważniejszych. Przyznaję się jednocześnie, że brakuje mi czasu dla siebie - by wyluzować, by się wyciszyć, by położyć się w łóżku i przez cały dzień oglądać ulubiony serial. Nie posiadam takiego luksusu, zrezygnowałam z niego z własnej woli.

Zrezygnowałam z tego względu, że nie potrafię patrzeć na przepuszczony przez palce czas; na świadomość, że ileś godzin poświęciłam na bezowocnym leżakowaniu, zamiast na czymś efektywnym, czymś, co będę mogła namacać chociażby w postaci artykułu.

I po przedstawieniu tych wszystkich faktów z mojego osobistego życia, zadam to samo pytanie, które słyszę w ostatnim czasie bardzo często: „jak mogę nie mieć czasu”?
Odpowiesz mi na to pytanie? Bo ja już nie mam siły od tego nadmiaru wolnego czasu.



Photo credit: Takashi(aes256) via Foter.com / CC BY-SA

2 komentarze:

  1. Podziwiam Cię, że jeszcze nie zwariowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedno życie, jedno ciało, a tyle ról odgrywamy. Ale o to właśnie chyba chodzi, żeby robić to co się chce, lubi i sprawia przyjemność.

    OdpowiedzUsuń

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.