• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

#150 Poglądów nie zmienia tylko świnia.


Tematów politycznych miałam unikać, ba, wystrzegać się, i to z bardzo prostych pobudek. To niebezpieczny temat, a ja cenię sobie wkład włożony w stronę. Co więcej, nie lubię dzielić się racjami politycznymi, bo racja jest jak dupa, każdy ma swoją. Czy łamię dzisiaj temat tabu? Na szczęście, nie. Nie będę pisała o polityce jako takiej, pragnę się jedynie posłużyć jej kostiumem do zarysowania zupełnie innego zjawiska, obejmującego wszystkie sfery życia, ale najmocniej widocznego właśnie w dyskusjach politycznych. Mianowicie, dzisiaj poruszam niewdzięczny temat, jakim są...

... poglądy.

Poglądy to coś, co kształtuje się u nas już od najmłodszych lat. Jednocześnie na starcie powtarzamy tylko to, co zasłyszeliśmy - od rodziców, kolegów. Ich poglądy stają się naszymi poglądami, bo chcemy pasować. I nie ma w tym nic złego, bo przyswajanie pewnych opinii to właśnie przyswajanie cudzych opinii. Z czasem człowiek uczy się przesiewać to, z czym się zgadza i to, co uważa za idiotyczne. Trwa to krócej lub dłużej, czasami nigdy to nie następuje, ale większość z nas ma pewne poglądy, nawet jeśli nie chce. 

Zostały wtłoczone przez rodziców, kiedy to nas wychowywali; zostały przedstawione przez księdza na lekcji religii; telewizja i radio w kółko trąbią i gnębią nas sprzecznymi informacjami. W XXI wieku większym medium wtłaczającym poglądy jest internet, i to on jest niebezpieczny. Kto nie widział w komentarzach hasła „ty lewacka kurwo”, nie tkwi w sieci wystarczająco głęboko. Lewak, pisowiec, petru-swetru. Jeśli wypowiesz się na jakiś temat, jakikolwiek, posługując się argumentem, którym posługuje się jakikolwiek polityk - zostajesz do niego przykuty kajdanami, nie raz wbrew sobie. Nie liczy się Twoja interpretacja danego zjawiska czy słów - mówisz językiem polityka, więc jesteś rozumiany jak on. 

Wygłaszanie swoich poglądów politycznych, zwłaszcza w sieci, jest niebezpieczne. Nic nie wywołuje tak sprzecznych emocji; możesz nie wierzyć mi na słowo, ale jeśli choć raz przejrzałeś komentarze pod artykułami politycznymi, albo związanymi z homoseksualizmem, albo aborcją - a nawet pod byle pierdołą - wiesz, że mam rację. Głosik z tyłu głowy mówi, że mam rację; może nie w pełni, ale jednak gdzieś tam ocieram się o nią. 

Temat polityki to głosy tych, którzy się znają i nie znają; tych, którzy zostają zakrzyczani i zaszczuci przez tłum. Weszło nam to tak bardzo w krew, że nie potrafimy przyznać, że nasza partia robi źle, nasze poglądy nie są właściwe, a nasza moralność mocno wątpliwa. Nie potrafimy tego przyznać, może nie chcemy - wygodniej jest powtarzać i w ostateczności zrzucić winę na tego, kto wepchnął do głowy nasze „poglądy”. 

Ludzie stoją wytrwale przy swoim, nawet gdy znajdą się dowody - „sfabrykowane”, „kłamstwo”, aż na końcu dochodzą obelgi „ty lewacka kurwo”. Możesz rozmawiać, możesz cierpliwie tłumaczyć, i czasami zastanawiasz się, dlaczego ktoś nie widzi tej sprawy tak jak ty. Mało tego, nawet nie chce spróbować spojrzeć twoimi oczami. Nie musi od razu się z tobą zgadzać, ale żeby choć przez chwilę się zastanowił. Wiesz z czego to wynika? Ze strachu. Człowiek boi się przyznać do błędu, boi się powiedzieć, że nie miał racji. Wówczas wszystkie złe czyny i wszystkie błędy nie będą mieć usprawiedliwienia; co więcej, będzie musiał się przyznać, że się mylił. Nikt nie lubi się mylić, dlatego niektórzy ślepo stoją przy swoim i nie ruszą się z miejsca. Tam jest im dobrze. 

Zdarza się jednak tak, że człowiek zmieni swoje poglądy - przejdzie do opozycji, zweryfikuje swoje argumenty, a może będzie mieć dość zawodów, jakie sprawia władza. Cholera wie jakie mogą być tego pobudki, ważniejsze jest to, że jeśli człowiek zmieni swoje poglądy, nie zostanie to przemilczane. Zarówno dawni „wrogowie”, jak i dawni „sojusznicy” znajdą swoją ofiarę - w końcu, nie ma gorszego sortu Polaka od tego, który zdradził. 

Hipokryta, to ulubione oskarżenie kierowane w stronę ludzi, którzy przemyśleli pewne kwestie; kierowane w stronę ludzi, którzy zmienili swoje poglądy. Być może zmienili je, bo tak było wygodniej. Być może, ale nie musi. 
Taki człowiek, załóżmy hipotetycznie, głosował za PO. Władza nie spełniła jednak oczekiwań; wręcz przeciwnie, mocno je zawiodła. Hipotetyczny bohater czuje się rozczarowany i rozgoryczony, więc szuka kogoś, u kogo znajdzie swoje miejsce; kogoś, kto dobrze prawi; kogoś, kto sprawi, że będzie lepiej. Hipotetyczny bohater zmienia strony, i zostaje to nazwane zdradą. 

Bawi mnie powaga oskarżenia: zdrajca. Nikt oczywiście tego nie powie na głos, ale w zarzucie „głosowałeś na nich, byłeś za nimi” kryje się dodatkowe zdanie „zdradziłeś ich”. Nie jesteś z nimi, nie wspierasz ich, nie wiwatujesz - zdradziłeś. Samo zjawisko zdrady jest bardzo... Drażliwe. I śliskie. W dawnych czasach od takich „zdrad” zależało życie człowieka, czasami całej rodziny, albo i populacji. Fajnie było być bohaterem, który stoi twardo przy swoich, walczy o nich i za nich, i za nich ginie. 

Załóżmy, że hipotetyczny bohater dawnych czasów służy „temu złemu”, ale wmawia się mu, że „ten zły to tak naprawdę ten dobry”. Czyni zło w imię dobra, ale w końcu ma dość mordowania niewinnych, palenia wiosek i zabijania w imię niezrozumiałej ideologii. Wątpi, czy dobrze robi, aż w końcu „zdradza”. Decyduje dołączyć się do tych, których wcześniej zabijał. Czy jest zły?

Dobro i zło, lojalność i zdrada, podobnie jak polityka to tematy śliskie. Nigdy nie znamy pełnej otoczki sytuacyjnej, wszystkich pobudek i tego, co kryje się w człowieku. Nie wiemy wszystkiego, ale to nam nie przeszkadza osądzać, oskarżać i wytykać palcem. Niemniej, współcześnie „zdrada” nie niesie ze sobą żadnych ofiar śmiertelnych; tym bardziej, kiedy mówimy o małych i nic nie znaczących płotkach jak ja i Ty. 

To, że ktoś raz czy dwa oddał głos na daną partię (a mógł nawet więcej razy) nie znaczy, że nie może zmienić swoich poglądów. Mógł oddać swój głos w ten czy inny sposób, ale przemyślał pewne kwestie, przeanalizował i tak jak mówiłam, jest zawiedziony lub rozgoryczony. Każdy z nas popełnia błędy, i to nic złego. Złe jest trwanie przy swoim błędzie. Jednocześnie, czym jest „błąd” w rozumieniu politycznym? Nie mnie to oceniać. 

Każdy człowiek ma swój rozum, swoje pojęcie sprawiedliwości; ja mam jedną wizję tego kraju, Ty masz drugą, a nasz utajony czytelnik trzecią. Wątpię by jakakolwiek władza spełniała w pełni nasze oczekiwania, ale gdzieś tam mogą się pokrywać. Kiedy jednak przestaną, wypadałoby coś zmienić - czasami ludzie zmieniają swoje poglądy, a czasami po prostu sojusznika. Warto pamiętać, że to nie tylko poglądy się zmieniają, czasami to sojusznik zmieni zasady gry. 

Kwestia poglądów to nie tylko polityka, ale na niej doskonale to widać. Na kłótniach przy rodzinnym stole; na poróżnionych braciach czy zakopanych przyjaźniach. W imię czego? Polityki. To, że ktoś ma odmienne poglądy na przyszłość tego kraju sprawia, że zaczynamy sobie skakać do gardeł, żreć się jak wściekłe psy. Wkracza mowa nienawiści, a któregoś dnia mogą wkroczyć między ludzi metalowe pociski. Kto wie co będzie?

Przyjrzyj się ludziom na ulicy: masz inny pogląd na aborcję? Albo jesteś mordercą, albo fanatykiem religijnym. Masz inny pogląd na homoseksualizm? Albo jesteś pieprzonym lewakiem i jedynym słusznym heterowcem, albo sam jesteś homo i wybrykiem natury. Wiem o czym mówię. Kiedyś podczas - wydawałoby się - dyskusji z dorosłymi i wykształconymi ludźmi zostałam obrażona. Dlaczego? Ponieważ stanęłam w obronie homoseksualistów. Co usłyszałam? Że mam z nimi wypierdalać do Auschwitz. Jedyne co powiedziałam, to że dla mnie mogą się spokojnie żenić/wychodzić za mąż. 

Nie jestem ani za nimi, ani przeciwko nim, i przez to jestem wrogiem obu obozów; w myśl zasady, „kto nie jest z nami, jest przeciwko nam”. I mam dość takiego podziału świata, na białe i czarne, na lewo i prawo. Nie możemy wyśrodkować? 
Ajć, za bardzo mówię o swoich poglądach. Na czym to ja? A, już wiem. 

Świat biegnie do przodu - każdy kolejny dzień przynosi nowinki technologiczne, wahania na giełdzie, klęski żywiołowe. Wszystko się zmienia, począwszy od przyrody, na ludziach nas otaczających kończąc. Wrogowie stają się przyjaciółmi, przyjaciele wrogami. Stojąc w miejscu, człowiek jest właśnie taką wyśrodkowaną nijakością - wrogiem wszystkiego. Kiedy tłum gna do przodu, ryzykujemy stratowaniem. 

Nie mówię, że zaraz trzeba wszystko przewartościować i zmienić poglądy. Mówię o tym, że kiedy świat i rozsądek mówi nam, że czarne wcale nie jest białe, należy to zaakceptować. Nie opierać się, nie walczyć. Zresztą, świat nie musi nam o tym mówić - wystarczy, że sami to wiemy, gdzieś w głębi. Nie ma sensu ślepo podążać za tym, za czym podążało się jakiś czas temu. Rok to tak wiele dni, tak wiele możliwości... Wystarczy jedna by zmienić ogląd na jakąś sprawę, a odwracanie wzroku jest tylko ucieczką. Dla mnie ucieczka jest gorsza od zdrady. 

W końcu, poglądów nie zmienia tylko świnia. 





Photo credit: amira_a via Foter.com / CC BY

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.