• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

środa, 27 kwietnia 2016

#151 Bo firanki były niebieskie...


Nieporozumienia na linii Czytelnik - Autor mają swoje przyczyny, a konkretniej dwie przeze mnie zauważone. Jest to częściowa wina naszego szkolnictwa i poziomu edukacji na bardzo niskim poziomie, i jednoczesnym zapewnieniu matury każdemu, kto nie jest imbecylem. Zupełnie inaczej sprawa wygląda gdy chodzi o dobre zdanie matury, przy czym nawet na to wystarczy znaleźć sposób.

Już w szkole średniej widziałam różnicę między osobą mądrą a inteligentną; na studiach ten podział zarysował się jeszcze bardziej. Wszyscy mamy maturę, wszyscy zdaliśmy ją na podobnym poziomie - chodzimy na te same przedmioty, czytamy te same teksty i jako ludzie tego samego sortu, powinniśmy być podobni pod względem intelektualnym. Tak nie jest.

Nie ujmę żadnej z grup swojej pozycji, ciężko wypracowanej - zwłaszcza mówię tu o studentach na trzecim roku, którzy przetrwali całą administracyjną dzicz i wystrzeliwanie niepłodnych kaczek. Zechcę jednak podkreślić, że jest różnica między człowiekiem mądrym a człowiekiem inteligentnym. Człowiek mądry dużo wie - potrafi wiele zapamiętać, kojarzy pewne fakty i o nich mówi. Sama mam pamięć dziurawą jak kaczka nafaszerowana śrutem, dlatego nigdy nie klasyfikowałam siebie w grupę mądrych.
Człowiek inteligentny to druga para kaloszy - nie wie dużo, ale podobnie jak człowiek mądry, kojarzy pewne fakty i nader wszystko, umiejętnie je łączy. Potrafi dodać dwa do dwóch i w mądry sposób przedstawić wynik. Mówię o tych dwóch grupach nie bez powodu.

Większość ludzi kończy średnią szkołę bez większych problemów, i bez większych problemów zdaje maturę. Niestety.

Spora część użytkowników internetu nie posiada matury, bo nie skończyli jeszcze gimnazjum - a druga część, wydawałoby się ta bardziej dojrzała, posiada papierek zdania sławnego testu. Niestety, poziom pierwszej i drugiej części niewiele się różni, bo mimo wieku i papierku, znaczna część użytkowników nie potrafi czytać. Nawet jeśli potrafi czytać, schodami okazuje się umiejętność czytania ze zrozumieniem. To dla niektórych czarna magia, a kiedy zarzucisz komuś brak tejże umiejętności, zaraz się oburzy: jak to tak? Ja nie potrafię czytać ze zrozumieniem? Rozumiem przecież co czytam.

Pominę indywidualny poziom kultury osobistej na rzecz dzisiejszego tematu, jakim jest brak dwóch umiejętności: czytania ze zrozumieniem oraz (żeby nie było, że gnębię tylko część czytelniczą) precyzyjnego pisania.

O tym, że ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem przekonałam się nie raz i nie dwa. Czytelnicy oburzali się raz za razem, wytykając mi palcami hipokryzję, obłudę albo dwulicowość. Pamiętasz artykuł „Grube kobiety nie mogą być kochane, bo są grube”? Chcąc nie chcąc, zostałam obrończynią osób chorobliwie otyłych. Zostałam ich prawnikiem wbrew sobie, bo niektórzy czytelnicy przyczepili mi takową łatkę.

Napisałam wówczas, że osoby nienoszące rozmiaru 36 też zasługują na szacunek i docenianie za charakter; napisałam, że kobieta nie kończy się na 50 kilogramach i jest taką samą kobietą jak ta, co waży 49 kilo. Pisałam o naszym okrucieństwie i wyśmiewaniu, o naszym wytykaniu palcami osób grubych na siłowni; o nieprzychylnych komentarzach. Pisałam o nas - ludziach szczupłych - jako katach, sadystach a nawet gestapowcach. Po publikacji dowiedziałam się, że pisałam o obronie otyłości; że promuję niezdrowy tryb życia; że uważam, że grube jest piękne albo że grube kobiety zasługują na szczupłego mężczyznę.

Nie napisałam niczego z powyższych, ale obronię się przede wszystkim przed ostatnim zarzutem czytelniczym. Napisałam w artykule, że:
O właśnie, kobieta otyła wychodzi za mąż. Wiecie jaką burzę wywoła taka informacja? Jak wielce oburzą się mężczyźni i kobiety idealni? Bo przecież jest gruba! Bo nikt nie może kochać jej taką, jaką jest, bo jest brzydka; mówiąc brzydka, znów mamy na myśli jej tusze, a konkretniej, na myśli mają inni ludzie. Jeśli mężczyzna z własnej, nieprzymuszonej woli żeni się z taką kobietą, najpewniej leci na jej kasę, albo przegrał zakład, ale w cholerę innych, nieprzyjemnych powodów, które wymyślają ludzie idealni.
Jak rozumiem, w myśl zasady „nie jesteś z nami, jesteś przeciwko nam” musiałam wybrać: albo katuję, albo jestem ofiarą. Skoro mówię, że jak mężczyzna szczupły chce być z kobietą społecznie uważaną za grubaskę, to jednocześnie uważam, że otyłe kobiety zasługują na przysłowiowych królewiczów, szczupłych i idealnych. Moja odpowiedź brzmiała: dlaczego nie? Pisałam ten akapit z myślą, że każdy może być z kim chce, niezależnie od tuszy. Każdy z każdym, jak sobie chce, i tym samym stałam się obrońcą osób otyłych. Naprawdę?

Tak samo było w dyskusji toczonej w komentarzach. Pewna osoba napisała, że osoby otyłe nie powinny nosić legginsów, bo jest to nieestetyczne. Odpisałam, że kobiety szczupłe też nie powinny nosić legginsów jako spodni, bo to jest bielizna, nie spodnie. Kilkanaście komentarzy dalej pojawił się argument, że AKCEPTUJĘ OSOBY OTYŁE W LEGGINSACH. Nie akceptuję legginsów jako spodni, zarówno u osób szczupłych, jak i przy tuszy; ale skoro jedne mogą w tym chodzić i społeczeństwo męskie nawet się cieszy, to nie zabronię łamać tej samej zasady innej grupie kobiet.

Tak, czytanie ze zrozumieniem jest trudne, zwłaszcza w dyskusjach w komentarzach albo na facebooku. Większość czasu człowiek broni się przed wyrażeniami, które ktoś wkłada w nasze usta, ponieważ tak nas zrozumiał. Taki spór jest nie tylko jak bitwa z wiatrakami, ale jeszcze jak rozmowa ze ścianą. Bo ty powiedziałeś…
Nie, nie. Ty tak to zrozumiałeś. Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to jak to zrozumiałeś.

To połowa winy, winy czytelniczej. Jest jeszcze wina piszących, którzy nie raz, nie dwa, nieprecyzyjnie piszą. Precyzja to tak piękne słowo, że ostatnio powtarzam je i robię nim okłady na moim nieczułym serduszku. Precyzja. Mr.

Pisałam o nieporozumieniach w artykule słowo się rzekło, słowo się stało, słowem się pokłócili, gdzie kontrowersyjne okazało się zdanie „na kolana”. Każdy z uczestników dyskusji inaczej popatrzył na dane wyrażenie, i na szczęście obeszło się bez kłótni. Jednakże na tym jednym przykładzie zaprezentowałam różnice językowe i konteksty, w jakich zostają one użyte. To, że dla jednych coś jest obraźliwe, dla innych nie. 

Kolejny przykład nieporozumienia jest w artykule o sztuce, o bardzo wdzięcznym tytule Myślisz, że sztuka jest głupia? Nie, to ty jesteś idiotą”. Nie powiedziałam ani słowa o cenach współczesnych dzieł oraz o czasie, jaki się poświęca ich tworzeniu. Mówiłam o rozumieniu sztuki jako takim, i wymaganiom, jakie przed nią stawiamy, a jakie nie powinniśmy, bo sztuka przez ostatnie sto lat zmieniła swoją funkcję. Pojawiły się jednak osoby zbulwersowane, że mówię o nich jako o idiotach, bo uważają sztukę nowoczesną za drogi szmelc. Sęk w tym, że się z nimi zgadzam. 

Niemniej, staram się by każdy mój tekst był precyzyjny i miał jasny przekaz, by nie było miejsca na niedomówienia. Język jednakże jest bardzo niesforny i czasami mi umyka, ale i tak walczę z nim raz za razem. Mam świadomość własnych ułomności i że czasami moje niedoprecyzowanie wywoła pewną reakcję - tam, gdzie pozostawię lukę, ktoś wepchnie swoją teorię, drugie dno, interpretacje czy pieprzone, niebieskie firanki. Mam świadomość, ale nie każdy taką posiada. 

Wielu czytanych przeze mnie blogerów pozostawia mnóstwo otwartych furtek, pozwalając Czytelnikom przypisywać mnóstwo rzeczy, a nawet wkładać w usta Autora słowa, których ten nie wypowiedział. Nie raz wywołuje to spory i waśnie, zupełnie niepotrzebnie; osoba pisząca o tolerancji staje się ofiarą hejtu, bo czegoś nie powie albo powie za dużo. Ostatnio pojawiła się informacja o sztucznej inteligencji na Twitterze, która w przeciągu dobry pokochała Hitlera i wysyłała feministki do piekła. Dowiedziałam się o tym z niezależnego źródła, z podpisem, że „Niestety, Microsoft wyłączył sztuczną inteligencję”.

Nie miałam możliwości poznać Autora - właściwie, nawet nie wiem czy to był mężczyzna czy kobieta, ale twórca pozostawił otwartą furtkę na niebieskie firanki. Użyte wyrażenie „niestety” sprawia, że najwyraźniej Autor tej informacji cieszył się z tego, że sztuczna inteligencja dała się wkręcić; że internauci nauczyli ją mowy nienawiści i stereotypów. „Niestety” sprawiło, że nie polubiłam tego autora; uznałam go za internetowego trolla, który w wolnych chwilach zachowuje się w ten czy inny sposób. „Niestety”, tyle wystarczy by powiedzieć za dużo i zostawić otwarte drzwi. 

Takie otwarte drzwi są zaproszeniem nie tylko dla Czytelników, ale i hejterów. To słaby punkt w tekście, przed którym nie można się obronić. W końcu, to niedomówienie z czegoś wynika i jest za późno by bronić się przed oskarżeniami. Mówienie, że „niestety” wcale nie znaczyło tego, co sugeruję niczego już nie zmieni. Przed takimi sytuacjami należy się bronić przed publikacją, a nie po publikacji. Tekst przestaje należeć do autora w momencie, kiedy kliknie przycisk „publikuj”. Staje się używką czytelniczą. 

Ale, ale! Autor nie jest tak do końca bezbronny. Co innego nieprecyzyjne mówienie na dany temat, a co innego niebieskie firanki. Nieliczni może wiedzą co kryje się za danym wyrażeniem, ale jest ich tak mało, że czuję się w obowiązku to wytłumaczyć. W czasach mojej młodości licealnej po sieci krążyło oburzenie związane z zadaniem z języka polskiego. Mianowicie, „Co autor miał na myśli pisząc o niebieskich firankach?”. Dla polonisty był to przejaw depresji, smutku - niebieskie firanki miały ukryte znaczenie. Czym były te nieszczęsne zasłony dla Autora? Były po prostu niebieskimi firankami. To wszystko. 

Czasami szukanie drugiego dna i wkładanie znaczenia w tekst jest szukaniem dziury w całym. Niebieskie firany, jak i cały tekst, nie sugerowały niczego więcej ponad to, że były niebieskie i wisiały w oknie. Jeśli tekst jest nieprecyzyjny i sugeruje, że gdzieś chowa się drugie dno - wówczas można grzebać, szukać, szperać w ideologii kolorów i symboli. Można, ale tylko wtedy, gdy autor pozostawia otwartą furtkę. 

Jeśli w tekście wszystko jest pozamykane - przykładowo, w ani jednym akapicie nie mówiłam, że otyłość jest dobra, tylko że:
Nawet jeśli taka osoba woli zjeść w fast-foodzie, nawet jeśli nie dba o swoje zdrowie, to jest jej decyzja i jej zdrowie. Żadnymi wyzwiskami i żadnymi wulgarnymi hasłami nie mamy prawa zmuszać drugiego człowieka do czegokolwiek. 
Nie napisałam, że kobiety otyłe zasługują tylko na idealnych mężczyzn. Napisałam natomiast:
Bo nikt nie może kochać jej taką, jaką jest, bo jest brzydka; mówiąc brzydka, znów mamy na myśli jej tusze, a konkretniej, na myśli mają inni ludzie. Jeśli mężczyzna z własnej, nieprzymuszonej woli żeni się z taką kobietą, najpewniej leci na jej kasę, albo przegrał zakład, ale w cholerę innych, nieprzyjemnych powodów, które wymyślają ludzie idealni.
Albo niby napisałam, że grube jest piękne. Nigdzie tego nie napisałam. Napisałam natomiast: 

Czy kobieta musi chudnąć by iść na kobierzec? Naprawdę? To jej wesele, to jej pięć minut niewiarygodnego szczęścia. Nie musi się zmieniać by wyglądać pięknie na zdjęciach ślubnych; zrobi to za nią szczęście na twarzy.

Kiedy publikuję tekst, przestaje on należeć do mnie, a należy do Ciebie. Owszem, muszę wziąć odpowiedzialność za to, co napisałam; za argumenty, których użyłam; za krzywdzące zdania i porównania. Muszę za wszystko wziąć odpowiedzialność. Jednakże, biorę odpowiedzialność za to, co napisałam, a nie za to, jak to zrozumiałeś. Jeśli nie zostawiłam otwartej furtki na niedomówienia, proszę, nie wpychaj mi dodatkowego znaczenia moich słów, bo niebieskie firanki są po prostu niebieskie, i są zwyczajnymi firankami. 

Photo credit: Thomas Leth-Olsen via Foter.com / CC BY

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.