• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

czwartek, 11 sierpnia 2016

#Kryzys blogera.


Nie będę owijała w bawełnę, ani też żadną inną włóczkę: przeszłam przez porządny kryzys. Trwał i trwa on nie od wczoraj, ani nie od początku sierpnia; wręcz przeciwnie, moje problemy trwały już kilka długich tygodni. W większości tego nie zauważyłeś, bo dobrze to maskowałam: do czasu, aż skończyły mi się wersje robocze.
Skąd o tym wiem? Bo kiedy przestałam trzymać się planu publikacji, przestały pojawiać się jakiekolwiek wpisy, a ja sama, tak jakby, zniknęłam z sieci. Od czasu do czasu odezwałam się na fanpage'u, i w sumie na tym się skończyło. Zamilkłam. Wszystko zaczęło się od... 

... zmęczenia blogera. 

blogowanie + (praca + (kasa + brak czasu + chroniczne zmęczenie))  = zniechęcenie


Nie miałam głowy do tego by pisać: nie miałam pomysłu, nie miałam sił, nie miałam chęci. Leciałam na tym, co przygotowałam kiedyś. W porywach napisałam coś na czasie, na teraz, by było; już, teraz. Zdarzały się Hot News, ale to było raczej dogorywanie, niż odżywanie. 
Każdego dnia myślałam: „jutro wstanę, zrobię kawę i napiszę coś”. Rano znajdywało się mnóstwo rzeczy do zrobienia, po pracy byłam zbyt zmęczona. Teraz sytuacja nie jest lepsza, bo zasuwam dzień w dzień, od czwartej nad ranem i nie mogę się doczekać, aż walnę się w łóżku, z nogami w górze. Jednakże, praca nie jest jedyną wymówką. Niemniej, zmęczenie blogera przekształciło się w...

... wakacje blogera. 

Przez kilka dni byłam w Gdańsku, gdzie zwiedzałam, korzystałam ze słońca (powiedzmy, chowałam się przed nim by dało mi święty spokój) i próbowałam odpocząć. I jak pewnie niektórzy wiedzą, brałam udział w konferencji blogerskiej See Bloggers 2016. I to właśnie na konferencji wszystko się przełamało: zamiast dostać zastrzyku inspiracji i sił, nie tylko zostałam całkowicie zdemotywowana, to byłam skłonna zamknąć Wypstrykando. 
Decyzje podjęłam po powrocie, ale nie potrafiłam tego otwarcie napisać. Dlatego milczałam już od lipca; nie wrzucałam żadnych artykułów, nie rzucałam za dużo informacji na fanpage. Zniknęłam. Wakacje przeobraziły się w...

... depresję blogera. 

Depresja blogera to taki bardzo fajny tytuł jednego z artykułów na stronie Lexpressive. Z góry zakreślę: moja depresja nie wynikała z, jak to ładnie określił Autor, „braku hajsu”. Wynikała bardziej z wewnętrznego rozdarcia. Od dawna czułam, że stoję na rozdrożu: w lewo, albo w prawo. Albo blog, albo opowiadania. 
Wiedziałam o tym dlatego, że kiedy chciałam usiąść i napisać opowiadanie, pojawiał się ten wewnętrzny wyrzut sumienia, że powinnam zająć się Wypstrykando. I pies pogrzebany tkwił w tym, że nie potrafiłam ruszyć z artykułem na Wypstrykando, bo moja głowa cały czas była gdzieś w magicznym, wymyślonym przeze mnie świecie. I to się ciągnęło: dzień, dwa, trzy; tydzień, dwa. Gdzieś tak... od początku czerwca trwałam w takim rozdarciu. 
Wraz z powrotem do domu, postanowiłam pójść za prozą: prowadzeniem opowiadań i skończeniem swoich powieści. Jeszcze siedząc w hostelowym pokoju, potrafiłam usiąść i pisać opowiadanie, które - uwaga - na ten moment jest skończone, ma równe pięćdziesiąt stron i właśnie zajęłam się drugim rysem. Kiedy skończę, z pewnością się podzielę. 
Niemniej, byłam pewna, że wybrałam swoją drogę. Myślałam; jak się okazuje, myliłam się, ponieważ w ostatnich dniach dostawałam od Was, moi drodzy, mnóstwo wiadomości. Prywatnych na fanpage, albo pisaliście do mnie maile. Otrzymywałam dużo ciepłych słów, przez które przestałam być tak pewna swojej drogi. Wiesz... Nie spodziewałam się tego, naprawdę. 
Wzruszona, zaczęłam kolejny etap w walce o swoją przyszłość.

kryzys blogera

Lubię zarówno prowadzić dla Ciebie Wypstrykando, jak i uwielbiam pisać opowiadania dla siebie, oraz dla innych. Myślałam, że muszę wybrać: albo w lewo, albo w prawo. Teraz nie jestem pewna, ale chyba rysuje się przede mną trzecia droga. 

Bo kiedy piszę opowiadania, jestem szczęśliwa; ale czasami nachodzi mnie myśl, którą chcę się podzielić. W opowiadaniu nie mogę, bo to nie jest na ten temat; na fanpage nie jestem w stanie się odpowiednio rozpisać, i wówczas brakuje mi tej strony. Dlatego, myślę, że powrócę w najbliższym czasie, ale nie będzie już regularności w postach. Będę pisała o tym, o czym chcę powiedzieć w danym momencie. Chcę się uwolnić z okowów „regularności” i terminów; chcę wrócić do „zabawy”. Bo blog był zabawą, i z tego wszystkiego - z tego parcia na szkło - zapomniałam co to znaczy. 
Dlatego, wracam, w małym kryzysie blogera. Opowiadania były, są i będą dla mnie najważniejsze, i skoro muszę dzielić swój czas na dwie czynności, które kocham - niech tak będzie. Nie jestem w stanie z nich zrezygnować. Co więcej, myślałam, że muszę wybrać jedną z nich: teraz wiem, że nie zawsze mam ochotę pisać w wymyślonym świecie i nie zawsze chcę dzielić się przemyśleniami. Czasem mam kaprys na obie czynności; czasem na jedną z nich, a czasem na żadną. 

W najbliższym czasie blog przejdzie małe porządki: szablonu nie zmienię, bo bardzo go lubię, ale prawdopodobnie zmienię nagłówek, do tego podstrony; no i dodam newslettera, czyli subskrypcję przez maila. Tym razem będę ją dokładniej prowadzić, jako że publikacje będą mocno nieregularne. Mam nadzieję, że będziesz dla mnie wyrozumiały, Czytelniku. 

W podziękowaniu, wkrótce pojawi się jeden z moich tekstów. 


  

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.