• Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • Twitter

sobota, 21 stycznia 2017

#191 Zniszczone dłonie: powód do wstydu czy dumy?

Wstydziłam się swoich dłoni odkąd pamiętam: suche, popękane, z krótko obciętymi paznokciami. Próbowałam wszystkiego: hybrydy, piling, nawilżanie milionem kremów. Wszystko na nic. To sprawiło, że nie lubiłam dotykać innych ludzi, bo bałam się, że poczują twardą, chropowatą, szorstką skórę. Teraz? Teraz mam powód do dumy. 

Wiesz, czego najbardziej się wstydziłam? Tego, że gdy już ktoś to zauważył; kiedy dotknął moich dłoni i wyczuł to, jak bardzo są zniszczone, udzielał rad. Padały różne stwierdzenia: „nie dbasz o nie?”, „może spróbuj jakichś kremów”. Nie było to za często, ale było. Jednakże czarę goryczy przelała sytuacja, w której pewien chłopak (mężczyzną bym go nie nazwała, nawet jeśli wiekowo wpasowywał się w ten schemat) który stwierdził, bez żadnych oporów, że ma bardziej zadbane dłonie ode mnie. Możesz sobie nie wyobrażać tego uczucia, może wydaje ci się to śmieszne, ale pomyśl. 
Jestem dziewczyną, być może kobietą. Lubię o siebie dbać. Kupować nowe ciuchy, przymierzać je i kompletować ładne zestawy - na uczelnię, na randkę czy na wyjście ze znajomymi. Zawsze mam coś ładnego, przygotowanego na czarną godzinę (dlatego też mam kilka szafek z ubraniami i brak miejsca na nowe). I wyobraź sobie, że wszystko współgra. Ubrania leżą jak należy, włosy układają się jak trzeba, buty nie obcierają. Wszystko gra. Prawie wszystko, bo dłoni nie ukryjesz. Fałdkę na brzuchu, przebarwienia na skórze czy zacięcie powstałe podczas depilacji nóg - ukryjesz. Zniszczonych i popękanych dłoni już nie.
Dlatego przez lata miałam kompleksy na tym punkcie, choć starałam się tego nie pokazywać. Ukrywałam ból jaki zadawały mi pytania o to, dlaczego o nie nie dbam. Ukrywałam to, jak bolały stwierdzenia, że mam dłonie jak jakaś babcia. Na szczęście, czasy się zmieniły. Nie, nie moje dłonie, ale moje nastawienie. 

W domu pomagam jak mogę - mam obowiązki, z których się wywiązuję na miarę moich możliwości. Robienie i wieszanie prania, czyszczenie dwóch łazienek czy zmywanie po obiedzie. Fakt, mamy zmywarkę, ale mamy też naczynia, których do niej nie wkładamy w obawie przed ich zniszczeniem. Taka nasza, niepisana zasada: ładnie malowane kubki, naczynia dla gości czy komplet zastawy myjemy ręcznie. Do tego uwielbiam pracować i uczyć się w kuchni, a jednocześnie nie jestem w stanie tego zrobić gdy jest bałagan. Dlatego odpowiesz sobie sam jak często ją sprzątam. No i pewnie robię dużo innych, mniej istotnych rzeczy, których teraz nie jestem w stanie przywołać, a które z pewnością wpływają na stan moich dłoni. 
Co więcej, nie tylko pomagam w domu - przez całe życie, jeśli chciałam sobie coś kupić, dorabiałam. Na początku, od najmłodszych lat pomagałam w firmie rodziców. Praca ze środkami czyszczącymi, gorącą wodą i czasami zimnym powietrzem (zima, nie zima, trzeba było wykonać zadanie). Nikt mnie do tego nie zmuszał - chciałam, bo wiedziałam, że to będą moje, uczciwie zarobione pieniądze i będę mogła je wydać na co chcę. W ten sposób dorobiłam się pierwszych sprzętów - aparatu, ipoda czy laptopa. Zarobiłam. Sama. Swoimi dłońmi. 
W późniejszym etapie życia - w czasie studiów - podjęłam pracę na wykładaniu towaru w markecie. Tam przestałam mieć tylko zniszczone dłonie, ale i skórę po same łokcie. Wiesz jak boli zacięcie się kartką papieru? To wyobraź sobie jak boli rozcięcie kartonem. Wyglądałam (i nadal wyglądam) jak emo, które się tnie. Nie pracuję tam już od dwóch miesięcy, ale niektóre blizny jeszcze są widoczne. Nie mówię ani o wykładaniu produktów typu mąka czy ocet, które - częściej niż rzadziej - były w jakiś sposób otwarte. Mąka wysusza skórę, a ocet na świeżych rozcięciach boli, jakbyś moczył rany w spirytusie (i to też sprawa, że tak cholernie trudno goją się niektóre rozcięcia). 
Był czas też czas, gdy pomagałam mamie w sklepiku szkolnym - a to miałam wolne w szkole średniej, a to dorabiałam gdy studiowałam zaocznie a biznes prosperował naprawdę dobrze. Praca z żywnością ma jednak minusy - praktycznie co chwilę trzeba myć dłonie. Twarda woda, mydło - czasami podłej jakości - i szorstki ręcznik. Niby nic, ale kiedy przez godzinę myjesz ręce około czterdziestu razy (po każdym kontakcie z pieniędzmi), a pracujesz przez sześć godzin, pięć dni w tygodniu, twoje ręce wyglądają... Strasznie. I żadne kremy na to nie pomogą. 

Taka jest historia moich dłoni. Nic specjalnego - żadnych efektów specjalnych, żadnych ckliwym wyznań. To historia pomocy w domu, pomocy w pracy rodziców czy pracy jako takiej. Piszę o tym, bo moja codzienność nieco się zmieniła. Zmieniła się praca. Co w niej robię? Siedzę za biurkiem i sprzedaję gry na konsole. Nie mam kontaktu z żywnością, nie muszę myć dłoni co pięć minut; nie otwieram żadnych pudeł, nie siłuję się ze zgrzewkami octu czy mąki. Przez cały ten czas nie przestałam smarować dłoni kremami czy robić pilingu. I wiesz co? Są w dużo lepszym stanie. Przyłapałam się na tym, że lubię się gładzić po dłoniach by przekonać samą siebie, że skóra - dotychczas sucha, chropowata, nieprzyjemna - stała się normalna. Po prostu: normalna. Nie jest super-hiper cudowna jak reklamują wszystkie środki. Jest normalna i się z tego cholernie cieszę. 

Pewnie zastanawiasz się, po co to wszystko piszę? Dlaczego opowiadam taką sobie historię moich dłoni, która nie jest w żaden sposób porywająca? Otóż, wydaje mi się, że większość kobiet ma ten sam problem i kompleks co ja. Kompleks zniszczonych dłoni. Pewnie więcej kobiet ma dość słuchania rad „może pora o nie zadbać” ze świadomością, że co miesiąc wydają miliony monet na kremy, pilingi i inne zabiegi pielęgnacyjne. Piszę to wszystko by powiedzieć wprost:
Zniszczone dłonie nie znaczą tyle, że o siebie nie dbasz. Wręcz przeciwnie, pokazują, że potrafisz o siebie zadbać. Nie boisz się ciężkiej pracy; że nie boisz się - przysłowiowo - „pobrudzić sobie rąk”. Dbasz o siebie, a nie tylko o swoje ciało; dbasz o swoich bliskich, o ich dobro. Gotujesz, sprzątasz, pierzesz. Twoje dłonie pokazują, że przetrwasz, że dasz sobie radę. Czy to samo mogą powiedzieć ci, których dłonie są idealnie nawilżone, z przyciętymi skórkami, pielęgnowane kremami? 
Dlatego - jeśli do tej pory wstydziłaś się zniszczonych dłoni - przestań. To powód do dumy, nie wstydu. I powiem szczerze, że po tym czasie współczuję tej osobie, która odważyła się powiedzieć, że „masz dłonie bardziej zniszczone ode mnie”. Tym bardziej współczuję, że powiedział to mężczyzna. Bo... co to o nim świadczy? Odpowiedz sobie, bo ja nie muszę. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Współpraca


Adres e-mail

Pani.Kotelkova@gmail.com

Gadu-Gadu

10183085

Tak, nadal korzystam z komunikatora.